Death in Rome – „Hitparade” (2016)

Czasami lubię odpalić jakiś muzyczny szlagier ze starych list przebojów i dzięki serwisowi YouTube zwolnić jego tempo o połowę. Robię to z czystej ciekawości, a nierzadko takie „kowery” podobają mi się bardziej od oryginałów. Też tak macie? Jeśli kiwacie właśnie głową, to zapewne ucieszy Was fakt, że ktoś podszedł do tej sprawy bardziej profesjonalnie i nagrał album z parunastoma coverami znanych i nie przez wszystkich lubianych hitów. Hitparade to debiutancki krążek neofolkowej rewelacji – Death in Rome.

Nie samym metalem człowiek żyje, prawda? Nie ma chyba nic złego w tym, że ktoś od czasu do czasu pobuja się przy kawałku George’a Michaela, czy A-HA, pod warunkiem, że robi to z umiarem i w ukryciu. Death in Rome na specjalnej edycji Hitparade serwuje nam przegląd muzyki popowej z ostatnich trzydziestu lat. Z szalonych, złotych lat osiemdziesiątych znajdziemy tu covery Pump Up The Jam, Take On Me, Careless Whisper, Love is a Battlefield, czy Wonderful Life. Jest też mniej znana w Polsce włosna piosenka Ragazzo Dell’Europa, oryginalnie wykonywana przez Giannę Nannini. Są to cholernie udane przeróbki, które na potańcówkach w remizach powinny zastąpić ich pierwowzory. Ortalionowe lata dziewięćdziesiąte reprezentują kawałki Barbie Girl (o zgrozo!), What Is Love (baby don’t hurt me, don’t hurt me, no more), a także – uwaga – Love Me Forever od Lemmy’ego i spółki. Z kolei jeśli chodzi o, ehm, hity wydane już w XXI wieku, to grupa proponuje nam swoje wersje Diamonds Rihanny, Wrecking Ball Miley Cyrus, Summertime Sadness Lany Del Ray, Chandelier SIA i jakiś porażkowy numer Destroy She Said duetu Circ. Niezły zestaw, co nie?

Brakuje tu jednego coveru, opublikowanego niedawno w sieci, który zdążył zrobić już niezłą furorę, a mianowicie świetne wykonanie tanecznego hitu lat dziewięćdziesiątych – piosenki Lambada zespołu Kaoma. Ten numer poczeka chyba na następcę Hitparade. Czy warto zatem sięgnąć po debiutancki album Death in Rome? No pewnie, inaczej nie pisałbym chyba tej recenzji. Szczególnie polecam tę płytę wszystkim, dla których będzie to pierwsze zetknięcie z neofolkiem, który nie jest gatunkiem najłatwiejszym w odbiorze. Stare przeboje w wykonaniu grupy są interesującą alternatywą, natomiast ich własne wersje współczesnych radiowych hiciorów nie wkurzają tak bardzo, jak jęki i stęki gwiazdek pop wydobywające się z głośników radia. Co więcej, coverowanych kawałków nawet nie trzeba znać, żeby i tak wpadły w ucho. Muzyka podawana przez Death in Rome jest depresyjna, zamulająca, wprowadzająca odbiorcę w stan ulotności i przygnębienia. Świetne wpisuje się w klimat neofolku i szeroko pojętej muzyki alternatywnej. W połączeniu z cukierkowymi piosenkami z list przebojów to zaskakująco dobrze działa, więc tym bardziej warto zaopatrzyć się w album Hitparade. Nie jest to może genialny materiał, bo większość utworów bazuje na podobnym stylu, co powoduje, że dobrze słucha się jednej czy dwóch piosenek, ale cały krążek w odbiorze traci nieco na swoistej powtarzalności motywów.

Koniec końców, jest to płyta bardzo dojrzała i przemyślana, choć przecież mroczne przeróbki wesołych popowych singli mogą się wydawać groteskowe. Tajemniczy projekt, za którym rzekomo nie wiadomo kto stoi (dam sobie palec uciąć, że Death in Rome to Rome plus Death in June), bierze się do sprawy jednak na poważnie. Mój osobisty faworyt z tego krążka to Wonderful Life, w którym – jak na ironię – użyto fragmentów przemówień Adolfa Hitlera. Wspaniałe życie, tak…

Ocena: 8/10

vlad
Latest posts by vlad (see all)
(Visited 4 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .