Daj dzikusowi gitarę a zaraz zacznie z nią rozrabiać. Tym bardziej, jeśli dzikus ten pochodzi z Ameryki Południowej i chce grać metal; natychmiastowo można domniemywać iż straty w ludziach i sprzęcie będą wysokie. Destroyer Attack pasuje do wszystkich powyższych cech i całkiem udanie stara się przeprowadzić małe bombardowanie dywanowe.
Ekwadorska formacja na swoim drugim pełnograju serwuje przemoc klasyczną, oldschoolową i niezmiennie niepotrzebującą zmian. Nawiązujące do klasyków takich jak Mutilator, Sarcofago czy Abhorer thrash/death/blackmetalowe gwałty na duszy i zmysłach sprowadzono tu do dwunastu numerów, czy też trzydziestu pięciu minut, jeżeli ktoś woli. Nad nimi powiewa flaga Morbid Skull Records.
Zapewne wiesz już, czego po Solve Et Coagula się spodziewać. Nie ma co silić się na wymyślne podejście i kwieciste opisy, bo i muzycy nie dostarczają niczego poza prymitywne kanonady i przegniłe motywy. Blastbeat jest tu tyranem, a u jego boku stoją piłowanie riffów i wymiotny wokal. Ma to swój urok i miłośnicy metalu bestialsko-wojenno-jaskiniowego łatwo powinni mu ulec. Tym bardziej że w zalewie pomysłów prostych (by nie rzec, prostackich) poukrywane są zagrywki bardzo jadowite i wulgarne, a czasami nawet trochę umpa-umpa-punkowej przebojowości. Urozmaicają one Purification to the Internal Fire i Ectoplasm. Z kolei na takich Supremacy of the Evil and Chaos oraz Evoking the Hidden Forces doświadczymy bardzo wyraźnego, thrashowego liźnięcia (szczególnie na tym drugim). Jest też sporo momentów, gdzie do głosu dochodzi blackmetalowa melodyjność. Wspomnijmy tu zimne motywy akompaniujące solówce na Burying the Name of the Messiah.
Poza tym kompozycje są dość wtórne i podobne. Jakkolwiek nie mam nic przeciwko takiemu chaosowi, to jednak potrzebuje czegoś specjalnego by przyciągnąć mnie na dłużej. A Destroyer Attack, poza wymienionymi wyżej kawałkami, specjalny raczej nie jest. Owszem, poprawny i odpowiednio agresywny, ale jednak brakuje tu czegoś, co wyróżniłoby ich spomiędzy innych i zachęciło do słuchania konkretnie Solve Et Coagula. I nawet mile zlewające się z treścią brzmienie, nasiąknięte piwnicą i samodzielnością, nie wybija krążka ponad stan „nieźle”. Nie mam problemów z z przyswajaniem tej muzyki, ale raczej nie będę do niej zbyt często wracał.
Ocena: 6,5/10
- Ayyur – „The Lunatic Creature” (2018) - 13 lipca 2019
- Psychopathic – „Phases” (2018) - 6 lipca 2019
- Himura – „Exterminio” (2016) - 30 czerwca 2019
Tagi: 2018, black metal, death metal, Destroyer Attack, kapitan bajeczny, Morbid Skull Records, recenzja, Solve Et Coagula, thrash metal.







