Domain – „…From Oblivion” (1999/2019)

Kiedy pomyślę, że od wydania drugiego albumu Domain zatytułowanego …Into Oblivion minęło już dwadzieścia lat, robi mi się lekko smutno. Dokładnie pamiętam premierę płyty i nadal gdzieś w podświadomości uważam Domain za „nowy projekt Paul’a z Pandemonium”. Przed starzeniem się nie ma ucieczki, ten fakt nie podlega dyskusji, ale dobrze, że mamy możliwość wracania do takich przebłysków lat minionych. Choć przez chwilę, podczas słuchania krążka wraca stan umysłu i klimat okresu, gdy się go poznawało. Momentalnie staje mi przed oczyma obraz mojego zaplakatowanego pokoju, zapchanego do bólu półkami z kasetami i wszelakimi metalowymi suwenirami. Wspomnienia te wraz z zespołem ufundowała mi wytwórnia Old Temple, czy może bardziej Old School Temple – jeżeli patrzeć na kierunek wydawniczy nastawiony na re-edycje kultowych pozycji.

…Into Oblivion jest drugim albumem nagranym pod szyldem Domain. Lider zespołu Paul zmuszony do zmiany nazwy swojego dziecka Pandemonium nie miał zamiaru się poddawać i rozpoczął z nową marką. O ile debiut Domain zatytułowany po prostu Pandemonium silnie nawiązywał jeszcze do Devilri i The Ancient Catatonia, o tyle druga płyta przyniosła wiele zmian. Ciężar i doomowo/grobowy klimat został zepchnięty na drugi plan, kompozycje stały się żywsze, bardziej melodyjne i eksperymentalne. Zmian również dokonano w warstwie wokalnej, gdzie klasyczne growle ustąpiły zachrypniętemu krzykowi, który wprowadził coś w stylu lekkich harmonii. Pojawiły się wstawki klawiszowe, perkusja etniczna, gitary klasyczne. Wszystko to zbudowało płytę, która wymyka się jednoznacznej klasyfikacji, nawet po dwóch dekadach. Słychać tu stare Pandemonium, słychać My Dying Bride, Celtic Frost może nawet Hellhammer. Sposób budowy riffów ma w sobie coś klasycznego, posiada echa mrocznego metalu lat 80., lecz połączony z nowoczesnymi aranżami i dobrym brzmieniem dał ciekawy efekt końcowy.

Skoro przy brzmieniu jesteśmy, nadmienię, że płytę nagrano w Seracos Studio, gdzie na dobrych parę lat zadomowił się Mittloff, ówczesny garowy Domain. Mittloff właśnie w tym studiu nagrał na przykład HateCain’s Way czy kilka płyt Riverside. Obecnie ucichło o tym miejscu, ale zdążyło się na lata wpisać do encyklopedii polskiego metalu pozycjami, które w nim realizowano.

Domain nigdy nie miało szans przebić legendy Pandemonium, które wydało swoje materiały w magicznym czasie zinów, ulotek i bardzo ograniczonego dostępu do informacji o zespole. To stworzyło kult, niemożliwy do przebicia. Natomiast uważam Domain za ciekawą propozycję i wartą posiadania w kolekcji, wręcz obowiązkową dla starych wyjadaczy.

Ocena : 7/10

Domain na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , , .