Evohe – “Deus Sive Natura” (2019)

  •  
  •  
  •  
  •  

Francuski projekt Evohe omijał mnie do tej pory szerokim łukiem. Ich dwa poprzednie pełnowymiarowe krążki (z lat 2005 i 2011) przeszły tak jakoś bez echa i nawet nie miałem możliwości się z nimi zapoznać. Natomiast gdy w szeregi kapeli wstąpił nowy wokalista Valravn, który brał czynny udział przy nagrywaniu dwóch pierwszych albumów fenomenalnego Himinbjorg, postanowiłem sprawdzić, jak tam jego sprawność po tylu latach nieobecności na rynku. No i tym sposobem wydany w zeszłym roku przez Folter Records krążek trafił w moje chciwe łapska.

Album spodobał mi się już po samej okładce, gdyż wykonywana metodą komputerową rycina przypomina mi nieco dzieła Jakuba Różalskiego i jest nader gustowna. A w środku czuć rzetelność muzyków. Godzina muzyki i dziewięć kawałków musiało wymagać niemałego wysiłku umysłowego. Tak to ja lubię.

Ta płyta to klasyczny przykład melodyjnego black metalu zahaczonego o klimaty folkowo-wikingowe, a wszystko w bardzo przystępnej formie. Co prawda nie ma tu ani krzty symfoniki zaklętej we wszędobylskich obecnie klawiszach, ale jak dla mnie to tym lepiej. Melodyka realizowana jest poprzez zastosowanie klasycznego instrumentarium, czyli dwóch gitar, basu i perkusji. Jest także i growl, podobnie jak reszta klasyczny, i podobnie jak pozostałe składowe płyty uszyty akurat na miarę tego wydawnictwa.

Tak więc po dobrej okładce kolejny plus wpadł za pierwszy kawałek o dźwięcznej nazwie Different Worlds. Raczej spokojny, przyjemny w odbiorze a jednak surowy i klasycznie blackowy. Kolejny utwór Nemesis tylko nieznacznie podkręca tempo płyty, pozostawiając moje odczucia na poziomie błogiego wsłuchiwania się w bardzo czytelne partie gitar i perkusji. Tekstu to ja niestety ni w ząb, ale sama melodyka partii wokalnych pasuje mi tutaj bardzo. The Tears of Forgotten Times skręca znów delikatnie w kierunku “wikińskich” pieśni para-folkowych, przez co kawałek jest znacznie spokojniejszy, ale jest też jednocześnie jednym z najfajniejszych na płycie. Zdarzają się także fragmenty jeszcze delikatniejsze, jak na przykład basowe solo w …Of Ancient Lores czy już zupełnie nostalgiczno romantyczny utwór Fylgia. Zresztą ten kawałek – podobnie jak dwa poprzednie – również delikatnie zalatuje Enslavedem. Mówiąc szczerze, to w ogóle mam wrażenie, że w drugiej części albumu zespół jakby nieco spuścił z tonu, jeśli chodzi o prędkość i ostrość kawałków. Co nie oznacza oczywiście nudy czy mdłości. Jest po prostu jeszcze bardziej przystępnie. Widać to na przykład w przedostatnim utworze A Thunder of Misfortune. Album zamyka trwający ponad kwadrans The Thousand Eyes of a Lonely Soul. Tu muzyczne młyny w postaci gitar i perkusji mielą już bardzo wolno, zakrawając o tempa zarezerwowane dla doomu. Na szczęście Enslavedowe wokale (miejscami łagodne, miejscami growlujące) łagodzą te trudne chwile. A utwór, podobnie jak cała płyta nie pozostawia niesmaku dłużyzny.

Reasumując, album pomimo opadającego nieco z czasem tempa i ostrości jest równy i dopracowany. Również produkcja i miksowanie zasługują na docenienie. No i okładka na plus. Szkoda tylko, że jakoś mi w tej całej dobrze skrojonej układance zabrakło tego pazura, tego sznytu profesjonalnego artysty czy przebłysku geniuszu twórcy. Niemniej Deus Sive Natura to bardzo przyjemna pozycja na długie zimowe wieczory. Polecam.

 

Evohe na Fecebooku

Evohe na Bandcamp

Evohe w Encyklopedii Metalu

Ocena: 7,0/10,0

Tagi: , , , , , , , , , , .