Astronautyka i eksploracja przestrzeni kosmicznej są bardzo bliskie memu sercu (i zawodowym odniesieniem). Jeśli kosmosem można nazwać „wszystko, co istnieje, wszystko, co istniało, i wszystko, co będzie istnieć”, to muzyka wydaje się nieodłączną składową takiej definicji. W poszukiwaniu co ciekawszych muzycznych doświadczeń z tematyką „kosmiczną” często zatrzymuję się przy tytułach mniej banalnych a intrygujących (mnie, osobiście). I tą drogą trafiam na rosyjską formację Flynotes, która w maju br. zaprezentowała swoją pierwszą EPkę pod nazwą The Smell of Space. Pierwsze odsłuchanie, a nawet okładka sugerowałyby, że mamy do czynienia z kolejnym post-rockowym tworem, ale czuję tu coś więcej. Sami się wydają, sami się organizują, sami poszukują nieszablonowych rozwiązań dla swojej muzyki. Jaki rezultat? Nie taki kosmiczny acz bardzo dobrze rokujący.
Płytę rozpoczyna gitarowe, akustyczne aczkolwiek mało ciekawe intro Chrono z postępującym tłem syntezatorów, by za chwilę przenieść słuchacza do pięknego świata The Smell of Space. I jest to najlepszy moim zdaniem utwór, w którym zespół „bezboleśnie” wplótł trochę rosyjskich folkowych instrumentów, gong, kontrabas, podkreślając całość gitarową ekspresją na koniec. Trzecia kompozycja kontynuuje kosmiczną podróż w spokojnym, niemal bluesowym Game Over z bardzo miłym, znów gitarowym zawodzeniem na początku i mocniejszą sekcją perkusyjną na koniec, która mogła być, jak dla mnie, bardziej dosadna. Agent Orange wyróżnia się natomiast mroczniejszym klimatem, utrzymanym w bardziej sludge-metalowym stylu, z niższym przesterem i mniej jednoznaczną linią melodyczną. Najbardziej intensywny okazuje się kończący Ruby, z zadziorną gitarą i szybszym tempem, jednak bez jakiegoś oczekiwanego zachwytu.
W całości brakuje zdecydowanie dobrej produkcji. Słychać cały przekrój różnych instrumentów, utwory są interesująco skomponowane, ale to nie jest żaden „kosmos”. Automatycznie na myśl przychodzi mi projekt Biosphere, gdzie oprócz samej nazwy, muzyka doskonale koresponduje z zamierzeniem całego przedsięwzięcia. W tym wypadku ambient jest bezsprzecznie moim „zapachem kosmosu”. Jednakże we Flynotes widzę duży potencjał i na pewno będę śledzić poczynania, tym bardziej że trasa na jesień przewiduje wizytę formacji w Polsce (wywiad).
Ocena: 6,5/10
- Podsumowanie roku 2025 wg redakcji KVLT - 6 stycznia 2026
- Bryan Adams – Kraków (31.07.2025) - 25 sierpnia 2025
- Mystic Festival 2025 – Gdańsk (4-7.06.2025) - 23 czerwca 2025
Tagi: doom metal, experimental, Flynotes, instrumental, post-metal, post-rock, recenzja, review, sludge metal, The Smell of Space.






