Golgotha – Land of Death (1993/2022)

Pamiętacie zeszytowe wydanie katalogu wytwórni Baron Records? Gdy byłem młodocianym metalowcem w latach dziewięćdziesiątych, moje „metalowanie” w dużej mierze opierało się na przeglądaniu takich właśnie katalogów wysyłkowych i ulotek, a także planowaniu, jaką kasetę kupię tym razem. Z przyczyn ekonomicznych realizacja muzycznych marzeń była rozłożona w czasie, więc gdy w końcu dochodziło do zakupu, traktowałem go jak wielkie święto, a katalogi znałem na pamięć. Zeszyt od Baron Records był szczególną gratką, ponieważ drukowano go w kolorze. Z tego, co pamiętam, na jego okładce widniał cover płyty Vader The Darkest Age – Live ’93, a w środku znajdowały się m.in. Ascaris, Eternal Deformity, Monastery i… Land of Death Golgothy. Dzięki tej całej otoczce, pozycje były dla mnie kvltowe, jeszcze nim zdążyłem je zakupić, do dziś zresztą darzę je silnym sentymentem. Wielu z nich nie dało się dostać na nośnikach CD, a jeśli już, to za duże pieniądze. Ucieszyła mnie zatem wiadomość o wznowieniu, jakie postanowiła wypuścić wytwórnia Moon Records, czyli wspomnianą wyżej płytę Land of Death zespołu Golgotha, która swoją pierwotną premierę miała niemal trzydzieści lat temu w Baron Records.

Wznowienie „krainy śmierci” dokonało się 1 września i w końcu mogę jej słuchać ze srebrnego krążka. Wydano ją w klasycznym pudełku typu jewel case, bez większych fajerwerków, ale ta płyta ich, szczerze mówiąc, nie potrzebuje. Ascetyczna w oprawie i muzycznie oszczędna w środkach – same konkrety. Booklet zawiera kilka starych zdjęć, podziękowania i dedykację dla zmarłego w zeszłym roku perkusisty zespołu, Roberta „Cobry” Kobryna. Po wprowadzeniu krążka do odtwarzacza okazuje się, że album nadal kopie. Land of Death brzmiała w swoim czasie bardzo profesjonalnie i potężnie; po latach jest może lekko staromodnie, ale nadal brutalnie i surowo. Siłowy metal skomponowany przez Golgothę zawsze uważałem za esencję ówczesnego, polskiego deathu – rytmiczny, ciężki, czytelny i przede wszystkim miażdżący. Zawsze dziwiło mnie, że po tak udanej produkcji zespół odszedł w zaświaty, ale patrząc przez pryzmat czasów, nie wiem, czy nie wyszło to na dobre. Golgotha w moim wyobrażeniu nadal jest tym tajemniczym tworem, który pamiętam z katalogu reklamowego i krótkich wzmianek w prasie metalowej. Czar lat 90. utrzymał się, a muzyka broni swych bastionów po dziś dzień. Akustyczne wstawki oraz intra nadal niepokoją, riffy rwą ciało na strzępy, a perkusja wbija gwoździe w uszy. Kocham tę magię dawnych lat, tęsknię do wyjątkowości czasów przeszłych, kiedy poznanie zespołu stanowiło nie lada wyzwanie. Moon Records zrobił mi więc swoim wydaniem świetny prezent, a dźwięki Land of Death opuszczające zestaw stereo cofają mnie do niewinnych czasów dzieciństwa młodego metalowca, który nigdy by nie podejrzewał, że będzie miał szansę podzielić się refleksją o ukochanym albumie na łamach tak mocnego muzycznego magazynu. Polecam.

Moon Records na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , .