Gràb – „Kremess” (2025)

Wiedziałem, że nowa płyta Gràb będzie dużą niespodzianką. Filarem grupy jest Grànt, były wokalista nieistniejącego już Dark Fortress, który towarzyszył temu zespołowi aż do nagrania ich rewelacyjnego krążka Seance. Oprócz niego w skład Gràb wchodzi multiinstrumentalista Gnást, wcześniej znany z gry w Winterfylleth.

Kremess to zdecydowanie black metal, ten black metal z nutą nostalgii i melancholii. Naznaczony duchowością i skupiający się bardziej na siłach natury i zawiłościach egzystencjalizmu, a niżeli na czczeniu rogatego.

W muzyce Gràb znajdziemy całe mnóstwo naleciałości ludowych z samego serca Bawarii – bo stamtąd pochodzą. I nie mam tu na myśli nachalnego folku w tandetnym wydaniu. Taki Defeszeig czy genialny skądinąd Im Hexnhoiz (A Wehraz – Gschicht, Kapitel Oans) aż kipi od dźwięków wyrwanych wprost z zimnych lasów Bawarii, a rusałki tańczą tu w rytm piosenek nad jeziorem spowitym we mgle.

Nie brakuje tu też rasowej black metalowej jazdy, której wiele zespołów mogłoby tylko pozazdrościć. Ale tym, co jako pierwsze zwraca uwagę, jest oryginalność, której tak mało jest obecnie w muzyce. Gràb zadaje kłam wszystkiemu i wszystkim, a to, co tworzy, mimo swojej prostoty jest oryginalne. Takich dźwięków brakuje na metalowej scenie.

Dużo różnych nut tu znajdziemy, bo oprócz tradycyjnych keyboardów są też flety, wiolonczela i cymbały. Wszystko to w połączeniu z rytmiczną pracą gitar, basu i bębnów tworzy niesamowity muzyczny konglomerat pełen melodii, ale też ostrego jak żyleta pazura. Otwierający album Wadler to mieszanka iście wybuchowa, bo oprócz starego pulsującego black metalu jest też chwila na wytchnienie w postaci atmosferycznych przystanków.

Włączając ludowe elementy do muzyki i śpiewając w bawarskim dialekcie, Gràb opowiada historię swojego regionu. Wcześniej robili to pionierzy tacy jak Enslaved czy Borknagar, Winterfylleth i Arð rozprawiali się w swojej muzyce z historią Brytanii, a Primordial z pewnością włączyli do swoich utworów kilka irlandzkich opowieści. Negură Bunget używali w swoich kawałkach rumuńskich fraz i tekstów. Włączenie języka innego niż angielski lub francuski z pewnością nie jest łatwym zadaniem, bo może ograniczyć odbiór dzieła. Czy Gràb dobrze sobie z tym radzi? Z pewnością tak, utwory w pełni wykorzystują potencjał tkwiący w tych ludowych elementach i niemieckim języku.

Cymbały młotkowe to instrument dość nietypowy dla regularnego składu zespołu, tymczasem na Kremess słychać je w większości utworów, na przykład w Vom Grab im Moos aż biją po uszach. Gràb bardzo sprytnie je wykorzystuje, nie wysuwa ich zbyt mocno naprzód, ale jednak często używa jako podstawy dla piosenek. W Vom Grab im Moos pojawia się też flet, na którym gra Johanna Rehm.

Grànt i Gnàst zapraszają na swoje płyty wielu gości. Na Kremess mamy na przykład Markusa Stocka z Empyrium lub V. Santurę z Triptykon. Markus Stock również nagrał i wyprodukował album, co może wyjaśniać jego majestatyczne brzmienie.

Gràb zrobili solidny kawałek atmosferycznego black metalu, który próbuje naśladować czasy sprzed kilkuset lat. Nie zależy im na tym, aby być nowym zespołem. Uwielbiają natomiast pracować z ludźmi i lubią grać black metal. Nie mieszkamy co prawda w Bawarii, ale nie przeszkadza to w docenieniu tej płyty, ponieważ utwory są świetne i aż gęste pod względem atmosfery.

Ocena 8/10

Gràb  na Facebook

 

Adam Pilachowski
Latest posts by Adam Pilachowski (see all)
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .