Apathia Records charakteryzuje się bardzo ciekawym wyborem zespołów. Większość z projektów, które wydaje to oryginalne i wyjątkowe twory. Jednym z nich bez dwóch zdań jest zespół Gravity, a wydana 7 października 2017 płyta Noir zasługuje na głębsze poznanie.
Niestety nie będę w stanie nic powiedzieć na temat zawartości lirycznej płyty, gdyż wszystkie teksty napisane i wykonane są w języku ojczystym zespołu, czyli po francusku. Przyznaję, że nie przepadam za tym językiem w muzyce. Niewątpliwie ta niechęć jest związana z nadmiernym promowaniem popowych piosenek francuskojęzycznych w polskim radiu. Ballady artystów takich jak Celine Dion czy Garou dają mi od lat w kość, mimo iż staram się unikać słuchania mainstremowych rozgłośni jak mogę. Całkowite odcięcie się od tego graniczy z cudem.
W metalu za to jest kilka kapel, którym francuski pasuje. Odpowiada mi sposób, w jaki używa tego języka na przykład Despised Icon. Lubiłem też symfoniczno-black metalowe płyty Anorexia Nervosa, gdzie sporo fraz również było wykrzykiwanych w języku francuskim. W muzyce Gravity ten język kompletnie mi nie wadzi, wręcz przeciwnie, dodaje jej oryginalności. Krzyczane partie wydają się bardziej ekstremalne, a te melodyjne – gładsze. Zauważyłem też przez lata obserwacji, że francuska muzyka posiada w sobie pierwiastek szaleństwa i łączy w sobie z reguły znacznie więcej wpływów różnych gatunków niż muzyka kapel z innych krajów europejskich.
Nie inaczej jest z Gravity. Muzyka zawarta na Noir jest bardzo bogata w środki, a przy tym mimo wszystko spójna. Zespół obraca się w lekko djentującym metalu, zahaczając momentami też o metalcore. Od pierwszej kompozycji zostałem „kupiony”. Le Premier Eclat to maksymalnie zróżnicowany utwór, zawiera w sobie sporo złam-core’owych momentów, zwrotki przypominające nasz Obscure Sphinx i blast zabarwiony symfonią. Tak zbudowana kompozycja wiele mówi o umiejętnościach zespołu i jest piękną wizytówką płyty. Wraz z drugim utworem zatytułowanym Noctifer band nie ma zamiaru odpuścić, a ciężar pojawiający się w 1:50 jest tak siarczysty, że nie powstydziłby się go sam wielki Morbid Angel. Bardzo bogata kompozycja, co można chyba powiedzieć o każdym z utworów na Noir. Co ważne, kompozycje są bardzo wyważone, oprócz dużej dawki agresji posiadają w sobie też dawkę atmosfery.
Wielkim atutem płyty jest wokal, za który odpowiedzialna jest Pani o imieniu Emilie. Jestem zawsze bardzo krytyczny dla metalowych wokalistek, ponieważ za często się zdarza, że są wokalnie kiepskie a nadrabiają wyglądem. Staram się oceniać umiejętności, a nie wymiary jak większość fanów metalu. Emilie posiada spore możliwości, krzyczy, ryczy, growluje i śpiewa. Z tym ostatnim na szczęście nie przesadza, dzięki czemu Gravity nie dołącza do nurtu takich kapel jak The Agonist lub Jinjer, a których osobiście nie znoszę. Francuzi mają w swojej muzyce znacznie więcej treści, a w partiach wokalnych dużo więcej smaku.
Jedynym małym mankamentem płyty może się stać długość jej trwania. Album trwa godzinę i pod koniec zaczynam tracić skupienie, pomimo że niczego nie brakuje utworom zamykającym płytę. Takie 50 minut niewątpliwie by wystarczyło, żeby mnie sponiewierać i nie powodować przesytu.
Mimo iż album Gravity dotarł do mnie z rocznym opóźnieniem, odbieram go jako nowoczesny. Dzięki ciekawej i niebanalnej budowie utwory są świeże i niejednokrotnie odkrywcze. Zespół na mieszaniu dobrze znanych składników zbudował swój oryginalny świat i jestem ciekawy, w jakim kierunku pójdzie jego rozwój.
Ocena : 8.5/10
- At the Gates – „The Ghost of a Future Dead” (2026) - 10 kwietnia 2026
- Huge – „Not a Handful of Stones but the Sound of My Soul” (2025) - 9 kwietnia 2026
- Immolation – „Descent” (2026) - 29 marca 2026
Tagi: 2018, Apathia Records, djent, Gravity, ModernMetal, Noir, recenzja, review.






