Guido Stoecker’s Bodyguerra – „Invictus” (2024)

Wytwórnia Fast Ball specjalizuje się w wydawaniu zespołów, które upodobały sobie staroświeckie formy grania hard rocka i heavy metalu, czasem tylko podawane z jakimś odświeżeniem. Bodyguerra pod dowództwem niemieckiego gitarzysty Guido Stoeckera (autora wszystkich riffów i solówek) doskonale wpisuje się w ducha nostalgii za dekadą lat 80. Nie mówię, że czas się w tych piosenkach zatrzymał – raczej muzycy wolą sprawdzone metody i nie wierzą w to, że współczesność może przynieść coś ekscytującego.

Stoecker ma rękę do gitarowych motywów – doskonale rozumie, że nie tylko szybkość i moc, ale i pauza, moment wytchnienia budują siłę kompozycji. To pozwala albumowi Invictus się obronić. Podobają mi się na tym albumie zwłaszcza numery najbardziej heavy metalowe i charakterne, jak Twilight czy I Stop Listening To You. Ale nawet gdy zespół zbacza na bardziej melodyjne ścieżki, nie sposób odmówić im pewnej przebojowości – weźmy za przykład prosty, ale jakże nośny refren w To Late czy C’mon Tell Me (zwrotki wypadają tu jednak mniej przekonująco). W tym zestawie odznacza się jeszcze bluesrockowy numer She Bob – choć dla mnie wypada zbyt pretensjonalnie – oraz chóralny, klimatyczny folkowo pobrzmiewający finał w postaci My Mother Tell Me, który z rockiem nie ma nic wspólnego, za to wnosi sporo klimatu.

Największym atutem zespołu jest głos charyzmatycznej Eli Sturm. Wokalistka śpiewa z mocą, często z chrypą, prezentując śmiało czterooktawową rozpiętość – pewnie zobaczyć ją na scenie z tym płomieniem nastroszonych włosów, to duże przeżycie dla zgromadzonych fanów. Heavymetalowych diw nigdy za wiele w zmaskulinizowanym światku długowłosych, najczęściej lekko wyliniałych panów. Najmłodszy w składzie, perkusista Jason Steven Mageney – w dniu jego urodzin świetność stylu prezentowanego przez Boduguerrę była już zwietrzała – oraz basista Robert Brenner grają z animuszem, ale i oszczędnie, dając jednocześnie pole do popisów Eli i Guido. Całość została wyprodukowana przejrzyście i z energią, podług kanonów poprzednich dekad, gdy rockowa siła szła w parze z przebojowością i radiową ogładą.

Zdarzają się Bodyguerra momenty zbyt sztampowe, które uchodzą tylko w gatunkowych ramach. Powiedzmy, że album jest solidny, ale nie porywa w żadnym momencie. Z drugiej strony – czy sięgnie po płytę miłośnik awangardy albo metalowej dziczy? Na okładce nogi odziane w skórzane kozaki z frędzlami i plastikowy obosieczny topór, symbol kapeli – Bodyguerry nikt raczej nie zaprosi na Off Festival. Invictus to płyta godna polecenia miłośnikom tradycyjnego hard rocka z heavymetalowym ukąszeniem, ale z popową melodyką, który dekady temu gościł nawet w komercyjnych stacjach radiowych. I tylko im wypada ją polecić.

Ocena: 6/10

Oficjalna strona na Facebooku

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , .