Haunted Cenotaph – „Abyssal Menace” (2020)

Rzeszowianie z Haunted Cenotaph zdobędą Wasze sczerniałe i gnijące serca szczerą propozycją osadzoną w oldschoolowych kanonach death/doom metalowych, szczególnie tym z Was, kto z rozrzewnieniem spogląda w dawne czasy. W przypadku debiutanckiego albumu grupy (poprzedziła go wysoko oceniana EP-ka i demo) ulegałem złudzeniu, że mam do czynienia z materiałem nagranym rzeczywiście gdzieś z zarania lat 90. I chociaż wiele kapel nawiązuje do podobnej estetyki, a czasem może i serwuje dźwięki, które porywają bardziej, to nie zawsze wsiąkam w ten sposób. Na Abyssal Menace muzycy nie tyle przywołują ducha minionych czasów, ile dokonują jego ucieleśnienia – gnijącego w dodatku, bo członki już nagnite, z dawna ostygłe.

O jakości krążka decyduje szereg zalet. Po pierwsze, doskonałe rozeznanie w temacie. Użyto pewnych środków nie od parady, a z sercem i rozumem jednocześnie. Od wolnych, zdecydowanie doomowych momentów (jak w Miasmatic Malodour) po fragmenty podane z nieco większą werwą – manipulacja tempami się rozciąga się na ekstremalnie szerokiej przestrzeni, ale nie pozwala się nudzić, bo stosunkowo długie kompozycje zawierają w sobie kilka intrygujących przeobrażeń. Soczyste, mocne, i brudne gitarowe riffy pięknie zrastają się w klinczu z ciężkimi jak wieko krypty dźwiękami basu. To znaczy czasem będzie topornie, niekoniecznie z chirurgiczną precyzją, ale szczerze i jak najbardziej dosadnie.

Chwytliwe, ale w żadnym wypadku nieciążące w jakąkolwiek komercyjną stronę kompozycje Haunted Cenotaph utrzymane są w określonych kanonach. Growling Coffin Crawlera to grobowy, ale pełen werwy, gdy trzeba, lub wzbogacony o szaleńczy krzyk – doskonale pasuje do proponowanej konwencji. Produkcja wyławia zalety tego typu podejścia. Brzmi to jakby wypłynęło z czeluści choćby Sunlight Studio. Ale przecież można się tu doszukiwać inspiracji Szwecją, Florydą, Holandią, Wielką Brytanią, tylko właściwie po co? Wiadomo jak się dawniej grywało. A że było to dobre, to warto czasem nawiązać do przepisów zapisanych na starych, zapleśniałych pergaminach.

Tę wąską, ale dość intensywnie i na różne sposoby wykorzystywaną gamę środków, uzupełniają takie drobnostki jak dźwięki dzwonów w Funeral Candless, czy klasyczne intro w postaci The Music of Erich Zann (nawiązania do twórczości Lovecrafta zawsze w cenie). Tekstowo to zaproszenie do podróży po starych cmentarzach, przyjrzenia się plugawym rytuałom, sztachnięcia się trupim odorem. A zatem to rzecz dla maniaków. Komu nie w smak gnijący udziec wyciągnięty z grobu, niechże nie jada, bo się jeszcze zatruje. Mam na CD, a chciałbym na kasecie, bo to doskonały nośnik dla tego typu grania.

ocena: 8/10

Oficjalna strona na Facebooku

Fallen Temple na Facebooku

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , .