Trudno nie mieć wygórowanych oczekiwań, podchodząc do trzeciego longpleja Finów z Havukruunu. Ich poprzedni album, Kelle Surut Soi, mimo że niepozbawiony wad, pozostawił poprzeczkę podniesioną niebezpiecznie wysoko, a mocno lansowane przez wytwórnię (Naturmacht Productions) porównania do Bathory mogły okazać się mieczem obosiecznym (nawiązanie do pięknej skądinąd okładki całkowicie niezamierzone).
Na szczęście dla mnie, Uinuos Syömein Sota był moim pierwszym spotkaniem z twórczością tej fińskiej ekipy, więc mogłem dać się porwać ich muzyce, będąc wolnym od całego tego bagażu.
I tak, natychmiast rzuca się w ucho ogromny talent młodych Finów do komponowania chwytliwych utworów bez popadania w kicz. Widać tu postęp względem poprzedniego albumu – słuchałem ich co prawda w odwrotnej kolejności, ale nie miałbym problemu ze wskazaniem, który został wydany później. Na Uinuos Syömein Sota kompozycje są lepiej przemyślane i bardziej dojrzałe. Warto również wspomnieć o solówkach – dawno już nie zdarzyło mi się nucić pod nosem gitarowego solo zasłyszanego na albumie kapeli, której członkowie nie kwalifikowaliby się do przyjęcia szczepień przeciw COVID-19 w grupie 1. Ten polot nie wziął się z próżni – poza oczywistymi inspiracjami Moonsorrow i wspomnianym Bathory da się tutaj usłyszeć, że Panowie mocno biorą sobie do serca lekcje weteranów NWOBHM, a najlepszym tego dowodem będzie wstęp do utworu Pohjolan tytär. Również produkcja odzwierciedla ewolucję członków Havukruunu jako muzyków, zwłaszcza black metalowy skrzek i brzmienie perkusji wypadają korzystniej niż na poprzednim albumie.
Na osobną pochwałę zasługuje umiejętne wplatanie czystych wokali. Nie są to banalne rockowe zawodzenia, a na przykład plemienne skandowanie przywodzące na myśl Heilung (intro), epickie zaśpiewy rodem z późniejszych albumów Bathory, czy krzyki równie inspirowane klasyką metalowego rzemiosła, co północnym folklorem (Ja viimein on yö).
Wszystkie wymienione powyżej części składowe są oczywiście bardzo ważne, ale na Uinuos Syömein Sota udało się przede wszystkim jedno – stworzenie spójnego, nastrojowego dzieła.
Poza warstwą muzyczną album definiuje również pewna specyficzna estetyka i trudny do określenia, ale natychmiast wyczuwalny klimat. Może niektóre utwory mogły być krótsze lub bardziej urozmaicone, jednak wszystkie potknięcia Finom z Havukruunu wybaczam i niezmiernie polecam sprawdzić ich najnowsze wydawnictwo nie tylko pod kątem porównań do uznanych tuzów takiego grania.
Ocena: 9/10
Havukruunu na Bandcampie
Havukruunu w Encyklopedii Metalu
- Demiser – „Through The Gate Eternal” (2021) - 14 maja 2021
- Keys of Orthanc – „Of the Lineage of Kings” (2021) - 3 kwietnia 2021
- Endezzma – „The Archer, Fjord and the Thunder” (2021) - 20 marca 2021
Tagi: 2020, Havukruunu, Naturmacht Productions, Pagan Black Metal, recenzja, review, Uinuos Syömein Sota.







