Incineration / Paroxysmal Butchering / Abdicate / Catatonic Rigidity / Goemagot – „Horrendous Forms of Human Ruination” (2015)

Anuda day, anuda review, jak kiedyś powiedział Martin Luther King. Jesteśmy już na półmetku recenzji płyt od Rotten Music (to znaczy, tych moich. Wierzcie lub nie, ale mała część materiału od nich uciekła mi z łapek i znajduje się pod skrzydłami innych recenzentów), i z tej okazji wybrałem krążek, którego tytuł recenzji będzie najdłuższą nazwą artykułu w historii KVLT ever. 5-way split w wiadomych klimatach, wydany w kolaboracji z Sevared Records przypomniał mi, dlaczego lubię tą formę wydawnictw i zapewnił pierwszorzędny podkład do kolejnych rund w Mortal Kombat. Czemu Kapitan lubi splity i jakim fighterem najczęściej spuszcza łomot? Wszystko w tekście poniżej.

Nie ukrywam, że Horrendous Forms of Human Ruination przygarnąłem tylko i wyłącznie ze względu Paroxysmal Butchering, których to Human Smashera uważam za jedną z najlepszych pozycji ubiegłego roku. Gdy tylko pojawiła się możliwość omówienia ich materiału wirtualnymi łokciami wywalczyłem sobie ten przywilej, śliniąc się z radości obficie i wcale nie wirtualnie. Zanim jednak się nad nimi wyfapię, pierwej opiszę Incineration. Pojawiający się pierwszy na krążku zespół pochodzi z Grecji i, cóż za niezwykły zbieg okoliczności, jest mocno powiązany (osobą Chrisa) z Aceptic Goitre, recenzowanym TU i TU. Spopielanie jest co prawda mniej brutalne niż AG, ale to wcale nie znaczy, że słabsze. Mamy tu do czynienia z ostrym, naprawdę ostrym death metalem przypominającym mi instrumentalnie Krisiun, do którego dołożono ostry, grindowy wokal. Głównie pig squeal. Ateńczycy serwują nam najdłuższą część splitu, a ich cztery kawałki to nakurw nie w kij pierdział. Wypełnione fajnymi riffami, odpowiednią perką i cudnym voxem utwory posiadają odpowiednią moc by ludzi przenosić i nawet siedząc wygodnie w fotelu mogę z całą pewnością stwierdzić, że na żywo sprawdzą się idealnie. A szczególnie otwierający cały krążek Atrocious Reek Of Clitoral Decay, który swoim prostym riffem podnosi ciśnienie jak harce Sonii Blade. Wrzucając CeDka w napęd nie spodziewałem się zbyt dużo po większości uczestników, a teraz zachodzę w głowę czemu ja wcześniej Incineration nie znałem. Wady? Produkcja mogłaby być lepsza. Ja nie wiem, czy to dziwne upodobania Chrisa, czy ogólna tendencja greckiej sceny brutalowej, nie mam pojęcia. Ale trzeba to zmienić. Ogólnie nie jest najgorzej, szczególnie w porównaniu z Aceptic Goitre, ale na pewno jest poniżej poziomu.

No dobra, czas na meritum. Powiem krótko: Paroxysmal Butchering gwałci umysł bardziej niż X-Ray Sub-Zero z najnowszej części. Chłopaki wydali materiał, że dupa odpada, i śmiało można powiedzieć że należą do światowej, brutalnej czołówki. Z całym szacunkiem do Incineration, przeskok jakościowy w produkcji, kompozycji i umiejętnościach jest tak oczywisty, że nawet Kenshi by go zobaczył. Szał Zarzynania jest nie tylko brutalny, ale też świetnie przemyślany. Chłopaki już dawno wyrośli z zwykłego, prostego slamojamu, wplatając do swoich utworów także elementy o zwiększonej melodyce lub ciut wolniejsze, choć wciąż diablo dobrze połączone z resztą. Tu nie ma źle dopasowanych fragmentów, wszystkie pomysły do siebie pasują i razem tworzą idealny miks brutalności i inteligencji kompozycji. Posłuchajcie sobie Concentrated Suffering albo Perverse Metamorphosis, zrozumiecie. Także produkcyjnie jest miodzio i wszystko jest takie, jak powinno. Najlepsza część świetnego splitu, bez dwóch zdań. Trochę gorzej jest, gdy znasz już Human Smasher i wiesz, że wszystkie kawałki zostały stamtąd pobrane, ale cóż… Mimo lekkiego zawodu brakiem nowych numerów i tak jest dobrze.

Trzeci w kolejce jest Abdicate. To kolejny projekt, którego nie znałem. Dość spory staż (min. trzy pełniaki) i pozytywne recki ichniego materiału faktycznie mają odzwierciedlenie w nagraniu. To death metal aspirujący do bycia brutal, ale też nie do końca. I wcale nie chodzi o to, że panom nie wychodzi, bo wychodzi. W swoim klimacie poruszają się sprawnie i pewnie. Powolne cięcie riffami potrafi przeistoczyć się nagle i niespodziewanie w huraganowe tempo połączone z blastami szybkimi jakby Liu-Kang je sadził, tu i tam bywa też przyjemny groove (a mowa o Of Emptyness and Splendor). Właśnie dlatego lubię splity: umożliwiają poznawanie projektów, o których inaczej w żaden sposób by się nie usłyszało. Również produkcyjnie jest dobrze i wyraźnie i tylko szkoda, że tak krótko. A będzie jeszcze krócej, bo zostały nam jeno dwa utwory na kompce. Co znaczy, że kolejny należy do…

Catatonic Rigidity. Nazwa coś mówi? No właśnie mi też nie. Metallum i Pejsbug też guzik wiedzą, więc projekt prawdopodobnie nowy i nieznany, niemniej już na split się dostał. Tu prezentuje jeden track, Corridors of Consumption nazwany. No i muszę przyznać, że tak brutalnego i działającego na wyobraźnię intra już dawno nie słyszałem. Ktoś słusznie stwierdził, że dentysta i jego wiertełka są z piekła rodem i można nimi dzieci straszyć. Zaś sam utwór jest najbardziej slamowy z całego splitu. I też najsłabszy, choć wcale zły nie jest. Wręcz przeciwnie, określiłbym go jako naprawdę wysoki stan średni, do tego z pewnym skillem technicznym. Perka to wałek, choć pewno automatowy, gitary tną przesterem i dołem. Osobiście wymieniłbym wokal, choć to kwestia do wglądu własnego. Mi to brzmi, jakby Reptile niestrawności dostał. Produkcja też mogłaby być lepsza, choć jestem prawie pewny, że nagrana była w warunkach domowych, a jak na takie brzmi naprawdę fajno. A mówiąc o rzeczach fajnych, przechodzimy do ostatniej części.

Goemagot. Sama nazwa była mi znajoma, choć nie muzycznie. Podejrzewam, że widziałem kiedyś ich logos na którymś fanpage’u zajmującym się projektowaniem owych. Tak czy siak, po seansie z Horrendous Forms of Human Ruination zajmę się ich dyskografią w trybie priorytetowym. Bigotry, kończące cały split okazuje się być najciekawszą, i przy okazji najbardziej postrzeloną, częścią albumu. Już naprawdę dawno nie słyszałem nic tak przyjemnie technicznego i jednocześnie mocarnego. Ten kawałek to czysty chaos. Prawdziwy rozpierdol dla miłośników ekstremaliów. Utwór superciężki, nieprzewidywalny, pokręcony w każdy sposób i jednocześnie bardzo przyjemny w odsłuchu. Chociażby solówka. No kurde, to jest solówka! Mimo, że na tle nie jest zbyt techniczna to brzmi świetnie. Tak samo świetnie brzmią slamdowny, sweepy i wszystko, co tu tylko nawrzucali. Gloria i chwała gościowi, który wymyślił, że wrzucą Goemagot i Paroxysmal Butchering na jeden krążek. O ile na PB liczyłem najbardziej, o tyle to właśnie Goemagot dał mi najwięcej radochy i miał największą liczbę odtworzeń. Numer instrumentalnie jest na tyle zajebisty, że nie przeszkadzał mi specjalnie nawet wokal dodatkowy, który ssie mocniej niż Sindel. Na szczęście, nie pojawia się na tyle często, by naprawdę wkurzyć.

Podsumowując: split naprawdę w pytkę. Bardzo dobre wydawnictwo dla każdego fana grania najcięższego i, jak dotąd, najlepsza pozycja w portfolio Rotten Music. Płytka dała mi kupę frajdy i na pewno jeszcze nie raz wyląduje w moim playerze. To czysta przyjemność recenzować takie materiały.

PS: Mileena jest najlepsza i najbardziej sexy.

Ocena: 9/10

Kapitan Bajeczny
Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , .