Pamiętam dobrze moje rozczarowanie, gdy w roku dwutysięcznym usłyszałem Unfortunately Dead zespołu Krabathor, do którego w ówczesnym czasie doszedł znany z kultowego Master – Paul Speckmann. Nie rozumiałem co się stało z muzyką czeskiej legendy death metalu, nie byłem w stanie pojąć skąd zmiana składu i „zdrada” brutalnego stylu zespołu. To, co wtedy mnie tak odrzuciło w nowej twarzy Krabathor, w projekcie Johansson & Speckmann już przyciąga. Projekt w październiku poprzedniego roku nagrał swój piąty krążek dla Soulseller Records i zatytułował go The Germs of Circumstance.
Gdy w 2013 roku projekt J&S wydał swój debiut, podejrzewam, że nikt by się spodziewał,
iż będzie on miał ciąg dalszy, który doprowadzi go do czasów współczesnych. Speckamnn sprawiał zawsze wrażenie osoby impulsywnej i szybko nudzącej się swoimi zespołami. Tu mamy wyjątek, słuchając nowego dzieła, dobrze się stało, że wystarczyło twórcom uporu, by ciągnąć ten wózek tyle czasu. Album The Germs of Circumstance okazał się najbardziej bezkompromisowym materiałem zespołu, pogrążonym nadal w głębokim old schoolu death-thrash metalu, kąsającym mocniej od poprzedników. Johansson, znany z miliona projektów, wydaje się, że podszedł do materiału na większym luzie i nie starał się na siłę tworzyć pod spuściznę Paula. Pozwolił sobie wyjść nieco poza znane ramy umpa-umpa death metalu i przyłożyć rzęsistymi riffami, które perkusista zespołu Bryjnar Helgotun często interpretuje blast beatem, przez co często czuć prawdziwą szybkość.
Generalnie szybkość to chyba słowo klucz w temacie tego krążka, który trwa jedyne dwadzieścia siedem minut i mieści osiem kompozycji. Muzycy, gdy nie ładują w fanów blastami, stawiają głównie na około d-beatowo/thrashowe rytmy, bardzo rzadko pozwalając sobie na jakiś wolniejszy moment. Mogłoby się wydawać, że w taki sposób powinien powstać album monotonny, ale nic bardziej mylnego. Jak dla mnie kompozycje są różne od siebie, nie pojawia się problem jednostajności. Weźmy na przykład choćby niepodważalnego lidera wśród kompozycji, którym jest w moim uznaniu One World One Leader. Rozpoczyna się od siarczystego wejścia i blastu, by przejść w punkującą zwrotkę, następnie pojawia się dwustopowy wałek i kolejne blasty. Każdy z motywów naturalnie rodzi się z poprzedniego, a nad wszystkim góruje zaflegmiony wokal Speckmanna. Można uważać ten utwór za wizytówkę całkiem równej płyty. Mam także wrażenie, że muzykom udało się w końcu dobrać idealne brzmienie względem tego, czym jest J&S. Wcześniejsze krążki nie zawsze brzmiały spójnie z muzyką, tym razem brudny, jakby niechlujny sound całości dobrze koresponduje z kompozycjami.
W ostatnim akapicie czuję obowiązek, by nadmienić, iż The Germs of Circumstance nie zrewolucjonizuje obecnej sceny metalowej. Jest krążkiem dobrym, znajdzie wielu fanów, ale jego target jest ściśle określony i zawężony, więc moje słowa zrozumieją głównie maniacy takiego staromodnego łomotu. Ja to kupuję, a fanów poszukiwań brzmień na przykład spod znaku Gojiry raczej przed Speckmanem przestrzegam.
Ocena: 7/10
Johansson & Speckmann na Facebook’u.
- Blood Red Throne – ”Sillskin” (2025) - 8 lutego 2026
- Creeping Fear – „Realm of the Impaled” (2025) - 8 lutego 2026
- Korypheus – „Gilgamesh” (2025) - 7 lutego 2026
Tagi: 2021The Germs Of Circumstance, death/thrash, Johansson & Speckmann, old-school death metal, recenzja, review, Soulseller Records.





