Juggernaut „Trama!” (2015)

Zacznijmy może od tego, że nazwy „Juggernaut” używa jakieś siedemnaście tysięcy zespołów na całym świecie, więc jeśli zainteresuje was akurat ten konkretny opisywany przeze mnie okaz Juggenauta to wiedzcie, że teren jego występowania obejmuje głównie Półwysep Apeniński.

Poza tym chciałbym zgłosić niezgodność produktu z opisem. Trama! to drugi krążek Włochów. Pierwszy …Where Mountains Walk był ponoć kawałem porządnego, dusznego sludge z progresywnymi jazdami (ponoć, bo nie miałem okazji go posłuchać – tak wyczytałem w pewnej internetowej recenzji). Pewnie dlatego nieświadome niczego wytwórnie i agencje reklamowały Trama! mniej więcej tymi samymi określeniami. I dlatego właśnie zgłaszam niezgodność produktu z opisem – ten album jest, hmm, specyficzny.

Wiadomo, zespoły lubią ewoluować. Panta zresztą rhei, artysta ma święte prawo (albo i obowiązek!) do poszukiwania nowych środków wyrazu. Z jakiegoś powodu wiele kapel parających się muzyką sludge jak już ewoluuje to w kierunku post metalu, może czasami black metalu. A Juggernaut nie, ani trochę. Poszli faktycznie tam, gdzie jeszcze ścieżki nie są zbyt wyraźnie udeptane. Trama! nawet w żaden sposób nie przypomina sludge, choć muszę przyznać, że album to pasjonujący. Jest mocno progresywny, z jakimś takim wisielczo-radosnym klimatem, jak żarty opowiadane przez klauna-mordercę albo dworskiego błazna na szafocie. Wrażenia tego dopełnia jeszcze szata graficzna będąca jakimś osobliwym kolażem dziwnych postaci. Widzicie, Trama! to ewidentnie płyta koncepcyjna. W internecie pod odpowiednim adresem można nawet znaleźć zamieszczoną przez zespół opowieść wraz z wyjaśnieniami jak podczas poszczególnych piosenek zmienia się jej fabuła. Dziwne, jak na zespół sludge’owy?

Juggernaut jednak nie ukrywają, że już dawno rozsadzili stylistyczne ramy sludge. Nijak by się nie zmieścili w mocno skodyfikowanym gatunku. Najwyraźniej zupełnie płynnie przeszli do grania instrumentalnego połączenia progresywnego i nieco psychodelicznego rocka ze zwariowanym metalem spod znaku Diablo Swing Orchestra. Album pęka od pomysłów, niecodziennych rozwiązań, wycieczek to w jazz, to w blues, to tu, to tam, by za chwilę znów tupnąć mocno po metalowemu i wyskoczyć jeszcze w inną stronę. De facto na płycie przeważają czyste gitary, akustyczne bębny, plotące się spokojnie partie melodyczne. Momentów, o których można by powiedzieć, że mają cios, jest stosunkowo niewiele, a nawet te trochę straciły na animuszu w wyniku produkcji, która najwyraźniej wzięła sobie za cel sprawić, by żaden fragment nie wystawał ponad inny. Dlatego też trudno w przypadku tego krążka mówić o sludge’u, gdzie zazwyczaj celem wszystkich instrumentów jest spalenie ci twarzy. Tutaj skupiają się na paleniu ci wyobraźni.

Nie zmienia to faktu, że krążek brzmi świetnie i słucham go z jakąś perwersyjną przyjemnością. I być może Trama! jest dzięki temu jednym z niewielu albumów, do których przymiotnik „progresywny” tak naprawdę pasuje – nie ma tu nie wiem jakich wygibasów instrumentalnych, ale za to jest coś, co sprawia, że wydaje mi się, że nie miałem z taką muzyką jeszcze do czynienia, jakaś specyficzna przyprawa będąca połączeniem szaleństwa, bezpretensjonalności, dziecinności, makabreski, a kto wie, może i geniuszu?

Ocena: 8/10

nmtr
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .