Korn – „Requiem” (2022)

Kariera oraz dyskografia grupy Korn to materiał na całkiem długą i barwną opowieść. Obchodzący w przyszłym roku trzydzieste już urodziny zespół na swoim koncie ma zarówno roszady w składzie (odejście Davida Silverii, rozstanie i powrót Briana Welcha, wreszcie niedawny rozbrat z Fieldym) oraz romanse zarówno z industrialem (See You on the Other Side czy będący artystyczną wtopą album z 2007 roku) jak i z dubstepem (kontrowersyjny krążek The Path of Totality). Nie da się jednak ukryć, że od momentu wspomnianego ponownego zjednoczenia z Headem zespół ponownie znalazł się na fali wznoszącej, czego dobitnym dowodem są albumy The Serenity of Suffering oraz The Nothing. Ledwie dwa i pół roku po premierze tego ostatniego fani formacji dostają ozdobiony obleśną okładką Requiem, czyli czternasty już długograj w karierze ekipy z Bakersfield.

Być może to kwestia oczekiwań, które za sprawą poziomu albumów numer 12 i 13 zostały wywindowane dość wysoko, ale pierwsze odsłuchy nowego dziecka Jonathana Davisa i kolegów pozostawiły mnie z uczuciem sporego rozczarowania. Początkowo do gustu przypadły mi jedynie trzy z dziewięciu utworów składających się na Requiem – promujące wydawnictwo żywiołowy Forgotten, chwytliwy Start the Healing i ponury Disconnect ze świetnym refrenem. Pozostałe kawałki zaczęły powoli zdobywać moje uznanie dopiero po wielu odtworzeniach krążka: Let the Dark Do the Rest również kupił mnie refrenem oraz rewelacyjnym zwolnieniem w swojej drugiej części, uznanie zdobyło ciężkie przejście w końcówce Lost in the Grandeur, po czasie siadły mi też przyjemny dla ucha My Confession oraz rewelacyjny, zamykający album Worst Is on It’s Way (choć Davis mógł sobie akurat darować niepotrzebny moim zdaniem scat). To wciąż Korn, więc sporo tutaj ciężkich riffów i połamanych rytmów – zespół często wplata w swoje utwory niespodziewane zmiany tempa, Jonathan Davis standardowo bardzo różnorodnie podchodzi do kwestii wokalu (choć zauważalnie mniej tu jego growlingu), a teksty jak zawsze nie mają zbyt pozytywnego wydźwięku. Sama muzyka wypada jednak nieco optymistyczniej niż na ich poprzednich wydawnictwach, a dzięki świetnemu brzmieniu (o które po opublikowaniu promujących Requiem utworów nieco się bałem) nie traci przy tym wspomnianego ciężaru oraz mocy. Na papierze więc wszystko gra, a Korn dostarczył czwarty solidny album z rzędu – coś, czego jeszcze dziesięć lat temu raczej nikt się już nie spodziewał.

Tak też jest– Requiem to kolejna udana pozycja w katalogu zespołu. Wszystkie utwory wchodzące w jej skład mogłyby znaleźć się na tracklistach wspomnianych wcześniej Serenity of Suffering i The Nothing. Problem jest tylko taki, że na wspomnianych wydawnictwach większość z nich byłaby tymi mniej udanymi momentami. Nie ma tutaj takiego efektu „wow” jak na albumie z 2016 roku, nie czuć aż takiego ładunku emocjonalnego jak na jego następcy, brak też eksperymentów, które choć nie zawsze były udane, to jednak wyróżniały ten zespół z tłumu. Takie Hopeless and Beaten i Penance to Sorrow, mimo przyzwoitego wykonania i pozytywnych wrażeń przy odsłuchu, nie mają żadnego zapadającego w pamięć elementu i choć katuję ten krążek prawie od trzech tygodni, to nadal nie potrafię sobie przypomnieć ich melodii. Oczywiście nie jest tak, że znam na pamięć każdy utwór wydany przez Korn od momentu powrotu ich własnego „syna marnotrawnego”, jednak Requiem to zdecydowanie najkrótsza pozycja w ich bogatej dyskografii i nie potrafię wyzbyć się wrażenia, że formacja mogła odrobinę bardziej się przyłożyć.

Podsumowując, czternasty longplay ojców nu-metalu, choć utrzymuje ten doświadczony skład na fali, to jednak daleki jest od ich najlepszych dzieł. „Pandemiczne” dziecko zespołu pod względem jakości jest całkiem dobre, choć po jego ostatnich dokonaniach można było się spodziewać czegoś nieco lepszego. Requiem słucha się przyjemnie i nie brak tu numerów, które poziomem nie odstają za bardzo od tych najbardziej udanych momentów w karierze – wprawdzie nie jest ich tutaj wiele, ale biorąc pod uwagę to, co zespołowi zdarzało się wypuszczać na rynek, raczej nie ma na co narzekać. Jako wieloletni fan tej formacji jestem zadowolony.

Ocena: 7/10

Korn | Facebook

Łukasz W.
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , .