Francuski Les Acteurs de L’Ombre Productions raz po raz podsyła mi co ciekawsze kąski z ich rodzimego rynku muzycznego. Lubię zarówno wytwórnię, jak i wydawane przez nich płyty, gdyż ich specyficzne poczucie gustu oraz ciekawy sposób prezentowania black metalowego nurtu już nieraz mnie zaskoczyły, a czasami wręcz oczarowały. Tym razem ich (i mój) wybór padł na bretoński hord Les Chants de Nihil.
Ten zaprawiony w bojach kwartet wydał z początkiem roku swój piąty pełnowymiarowy album o niezmiernie poetyckiej nazwie Le Tyran Et L’esthète. Okładka wygląda równie zachęcająco, co obietnica ponad pięćdziesięciu minut muzyki.
Bałem się nieco black metalu w wydaniu summoningowo-batalistycznym (patrz rzeczona okładka), z drugiej jednak strony z taką odmianą metalu jest jak z folkiem – albo wyjdzie coś genialnego, albo przaśny dramat.
Na Le Tyran Et L’esthète ocieramy się o oba bieguny odczuć. Z jednej strony utwory zbudowane są z genialną mocą, potęgą, może niezbyt selektywnym, ale wyraźnym dźwiękiem poszczególnych instrumentów, z drugiej zaś jak Panowie przywalą batalistycznymi klimatami a’la żołnierska przyśpiewka (Ma Doctrine, Ta Vanite), to aż w pięty idzie. I choć miejscami jest delikatnie nudno (miejscami L’Adoration de la Terre), to muzyka zespołu jest naprawdę nieprzeciętna. Przestrzenna, otwarta, czysta, głęboka, dociera do samego pnia mózgu (zwłaszcza podczas odsłuchu za pośrednictwem słuchawek), robiąc w nim przy okazji niezłe spustoszenie. Na albumie spotkałem się z numerami bardzo szybkimi (przynajmniej miejscami Le Tyran & L’Esthete), ale i z fragmentami spokojnymi (wspomniany wcześniej Ma Doctrine, Ta Vanite, Ode Aux Resignes, a zwłaszcza zamykający album kawałek Sabordage du Songeur). Zresztą może nie nazbyt drastyczne, ale zmiany tempa i klimatu występują w każdym chyba numerze na tym krążku. A wszystkie te zróżnicowane smaczki przedstawione zostały w zrównoważonym, pochodzącym z jednego garnka sosie. Palce lizać.
Panowie z Les Chants de Nihil sprzedali duszę diabłu, żeby pokazać materiał tak autentyczny i surowy, jak to tylko w ich przypadku możliwe. Tak prawdziwy i czysty, że jak już się rzekło, podczas prawilnego odsłuchu pali końcówki zakończeń nerwowych. I choć może akurat tej odsłony francuskiego black metalu nie kupuję tak do końca, to jednak jest to kawał solidnej roboty, a czarne rzemiosło wszyscy w tym zestawieniu (od muzyków po wydawcę) mają dopracowane do perfekcji.
Les Chants de Nihil na Facebooku
Les Chants de Nihil na Bandcamp
Les Chants de Nihil w Encyklopedii Metalu
Ocena: 7,0/10,0
- Mysthicon – „Bieśń” (2025) - 28 sierpnia 2025
- Sombre Figures – “Streams of Decay” (2021) - 15 lutego 2022
- Nigrum Tenebris – “I am the Serpent” (2021) - 14 lutego 2022
Tagi: 2021, black metal, francuski black metal, Le Tyran Et L'esthète, Les Acteurs de l'Ombre Productions, Les Chants de Nihil, recenzja.







