Łukasz Drapała & Chevy – „40/70 Gintrowski” (2021)

Długo zabierałem się do pisania o tym albumie. Niepotrzebnie wbiłem sobie do głowy, że przy nobilitującej, rocznicowej okazji słowa powinny mieć odpowiednią wagę, że trzeba by jakoś przybliżyć postać Przemysława Gintrowskiego. Nie ma się co oszukiwać – w świecie doraźnej bylejakości zapominamy o legendach. Ważne i mądre słowa nagle ważą mniej, bo mniej osób chce je zrozumieć, a głos, który wiódł niegdyś pokolenie, cichnie.

Ale ten proces można odwrócić – a przynajmniej wypada próbować.

Zespół Łukasz Drapała & Chevy postanowił przypomnieć muzykę Przemysława Gintrowskiego, kompozytora i wybitnego wykonawcy zaangażowanych pieśni. Okazja ku temu zacna – album z muzyką barda powstał na 40-lecie wprowadzenia stanu wojennego oraz w 70. rocznicę urodzin zmarłego w 2012 artysty. Tytuł zatem symboliczny. Biorąc zaś pod uwagę, że w nagraniu płyty wzięła udział córka kompozytora, Julia Gintrowska, a patronat nad nią objęła jego żona, Agnieszka Gintrowska, rzecz nabiera jeszcze większej wagi. Nie musicie się jednak obawiać koturnowości i wzniosłego blichtru. Udało się ich uniknąć, ze szczęściem dla dorobku kompozytora i zainteresowania potencjalnych słuchaczy.

Kompozycje Gintrowskiego mają podskórną moc, która niosła teksty wybitnych mistyków słowa – przede wszystkim Jacka Kaczmarskiego, z którym kompozytor związał owocnie swe artystyczne drogi. I na albumie Łukasza Drapały & Chevy znajdziecie najwięcej piosenek do słów Kaczmarskiego właśnie – na czele ze znakomitą wersją A my nie chcemy uciekać stąd, czy przeszywającym wykonaniem Dzieci Hioba. Ale mamy tu niemniej głębokie w znaczeniu piosenki innych twórców: Justyny Holm, Marii Sieniawskiej, Leszka Szarugi, Jerzego Czecha, Bogdana Olewicza. Tematycznie jest to przekrój o dużym rozrzucie: od codzienności, poprzez naszą trudną historię, po metafizykę. Muzyka i słowa wzajem się tu uwznioślają.

Zadanie nie było proste. Przede wszystkim Gintrowski posiadał nisko ustawiony, głęboki, pełen ciemnych barw głos, z którym trudno się mierzyć. Powiem banalnie – niepowtarzalny wokal. Ale to oklepane stwierdzenie jest do bólu prawdziwe. Bohatera tej płyty nie da się podrobić, a słuchaczowi nie rozpoznać jego wykonań. Pamiętam jak już w dzieciństwie intrygował mnie tym „coś być musi, do cholery, za zakrętem…” (kto oglądał Zmienników ten wie), nawet jeśli nie wiedziałem nic o wykonawcy i nie rozumiałem jeszcze metafor zawartych w tekście. Rzecz nie w skali, a precyzji docierania do sedna słów i mocarnym tonie. Łukasz Drapała też może pochwalić się głosem jak dzwon, szczęśliwie jednak nie udaje, nie przedrzeźnia Gintrowskiego, a idzie swoim szlakiem, intuicyjnie, ale też z wagą dla słowa, nienaganną dykcją, aktorskim zacięciem. Po swojemu, a wciąż z szacunkiem dla oryginału – czyli najlepiej jak można. Inna sprawa, że większość z tych piosenek znana jest przecież także z innych, świetnych wykonań, i zawsze będziemy je porównywać. Te zaprezentowane na albumie 40/70 pewnie także wpiszą się w kanon.

Udało się też całość ubrać w rockowe, a miejscami metalowe wręcz aranżacje, bez straty dla oryginalnych nut. Takie było zamierzenie. W dołączonej do płyty wkładce przeczytać można, że artysta cenił muzykę rockową – stąd też śmiałość wykonawców. Całość rozpina się zatem od intymności kameralnej ballady, po moc hardrockowego, konkretnego uderzenia opartego na mięsistych riffach. Aranżacje są zatem urozmaicone, ale podane bez niepotrzebnego efekciarstwa. Napotkać można na płycie też drobne zaskoczenia – jak lekko funkowe klawisze w Dylemacie.

Wiadomo, że oddani fani Gintrowskiego mogą oceniać poszczególne wykonania lepiej, innym nie dać się uwieść. To normalne, a nawet potrzebne. I sądzę, że powstała właśnie płyta potrzebna, a w dodatku ważna. Oby te kompozycje dotarły do jak najszerszego grona – zwłaszcza osób, dla których będzie to pierwsze spotkanie z Mistrzem. Co sam Przemysław Gintrowski sądziłby o tych wersjach? Nie nam sądzić. Zaryzykuję jednak stwierdzenie, że na koncercie Łukasza Drapały & Chevy na twarzy kompozytora gościłby życzliwy uśmiech.

A może gości i teraz? Gdzieś tam, w dali, w nierzeczywistości…

PS. Na uwagę zasługuje też oprawa graficzna. Od ascetycznego, ale przykuwającego uwagę projektu okładki, po czcionkę maszyny do pisania, która nawiązuje do powielanych solidarnościowych ulotek. Bardzo zgrabnie te elementy składają się w jedną, godną polecenia całość

Ocena: 8/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , .