Lunatic Soul – “Through Shaded Woods” (2020)

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Rok 2020, najdziwniejszy ze wszystkich w moim skromnym życiu, przynosi niespodziewanie piękne muzyczne propozycje. Jedną z takowych jest siódma odsłona solowego projektu Mariusza Dudy pod nazwą Lunatic Soul. Najnowszy album Through Shaded Woods, tak jak wszystkie poprzednie, został nagrany zgodnie z pewnymi założeniami, według opracowanego w detalach konceptu, włącznie z oprawą graficzną i całym anturażem wokół wydawnictwa. To jest jasne, Lunatic Soul można nazwać pewną marką. To różne opowieści, zaczerpnięte z najciemniejszych zakamarków duszy autora, który dzieli się refleksjami w najlepszy sposób, jaki potrafi. Za każdym razem opowieść jest inna, o innym zabarwieniu, z cieniem padającym z innej strony, zachowując jednak punkt wyjściowy, którym jest wielowymiarowość ludzkich lęków, strachów, wewnętrznych rozterek i walk ze swoimi demonami. Tym razem wejście do świata LS prowadzi przez folkowe korytarze w duchu mrocznej słowiańszczyzny, ale i z aurą skandynawskiej tajemnicy. Wydawać by się mogło, że taka formuła mogła się już wyczerpać, ale nie w tym przypadku. Through Shaded Woods nosi wszystkie znamiona Lunatic Soul, a jednak wyprowadza projekt na niejako nowe ścieżki.

Niespełna 40 minut muzyki w 6 kompozycjach, plus 3 bonusowe numery, od początku inicjuje nastrój nieco z góry nakreślony przez autora – wchodzimy niniejszym do lasu, ciemnego, zimnego, miejscami mrocznego, na końcu jednak promienie słońca przebijają się przez warstwy koron drzew, widać wyjście. Mimo wyraźniej przestrzeni w utworach, czuć samotność, wyizolowanie, pewną separację od wszystkiego, co w dzisiejszym świecie nas napędza. I tu wielka zasługa Mariusza Dudy, że poprzez swoją muzykę znów zdołał pokazać, i co istotne – umiejętnie uchwycić złożoność natury każdego z nas, tę potrzebę wyjścia co jakiś czas ze swojej roli, powrotu do natury, próby odnalezienia się na nowo i odpoczynku od rzeczywistości, która dziś wydaje się dziwniejsza i trudniejsza emocjonalnie niż zwykle. Utwory przesiąknięte są nastrojowym, nieco hipnotycznym klimatem (Navvie, Through Shaded Woods), nie brak rozbudowanych finałów i przyspieszeń (fantastyczne rozwinięcie The Passage, wariacje w Summoning Dance), czy przepięknych melodii i lawirowania między dynamicznością a wyciszeniem. Warto zwrócić uwagę na warstwy utworów, efektowne acz klarowne aranżacje, zastosowanie różnych zabiegów i instrumentów wpisanych w folk – szamańskie, szeptane chóry, pulsujące rytmiczne bębny, delikatne klawisze, surowe gitary lub przestery tam, gdzie dynamikę trzeba było dośrubować mocnej. Co ciekawe, wszystkie partie Mariusz nagrał sam, tym razem bez pomocy gości. Przede wszystkim urzekają jednak wokale, oczarowujące prowadzenia melodii, jednocześnie podkreślające liryczną stronę albumu, których zwieńczeniem jest jedna z najpiękniejszych ballad, jakie słyszałam w tym roku, a może w dekadzie – The Fountain. To jest to wyjście z ciemnego lasu, ukojenie, uspokojenie.

Dodatki do wydawnictwa w postaci dwóch instrumentalnych utworów Vyraj i Hylophobia stanowią miły, wpisujący się w koncept benefit, choć tu ważniejszym elementem jest pokaźnych rozmiarów Transition IIw którym wytrawny słuchacz i fan Lunatic Soul odnajdzie znajome motywy. Jakie – tego nie zdradzę.

Podsumowując całość, muszę przyznać, że po zapowiedziach albumu trochę obawiałam się swoich reakcji. Folk, las i samotność to przecież dość wyeksploatowane tematy, narysowane w różnych konfiguracjach, mniej lub bardziej interesujących. Tymczasem płyta Through Shaded Woods przebiła moje oczekiwania i stoi mocno naprzeciw panującemu szaleństwu tegorocznej marnej jesieni. Jest moim wyjściem z mrocznego lasu, na chwilę. Może będzie też Waszym? Polecam sprawdzić.

Ocena: 9/10

Joanna Pietrzak
Latest posts by Joanna Pietrzak (see all)

Tagi: , , , , , , , , , .