Malchus – “Dziedzictwo” (2019)

Z niniejszą kapelą spotkałem się zupełnie przypadkiem ponad pięć lat temu. I choć w pierwszych minutach opowieści o podkarpackich melodeath metalowcach przyjmowałem do głowy z przymrużeniem oka, to po odsłuchaniu (jeszcze przedpremierowo) kawałków Dom Zły oraz 77 zostałem wydarty z butów w nanosekundach. A jak już po premierze czwartego krążka MalchusaDom Zły usłyszałem jeszcze Tripudium, to na punkcie Radka Sołka i reszty kwintetu zwariowałem zupełnie. Zresztą Dom Zły zagościł w moim podstawowym kanonie na dobre i od tamtego czasu wracam do tej płyty z nieukrywaną przyjemnością.

Dlatego na ich najnowsze dzieło czekałem niczym przyczajony smok. Pogłoski, że krążek będzie zbliżony do genialnego Domu Złego i zapowiadający tegoroczne wydawnictwo kawałek Niewinny dawały nadzieję na coś naprawdę wielkiego.

No i bach. Przyszła poczta, krążek rozpakowałem zanim Fabienne zdążyła powiedzieć „placek z jagodami” i ciach! Zaczęło się kręcić. Na przywitanie ciekawa, korespondująca z tytułem płyty okładka i wkładka. Pomysł z zaczerpnięciem dzieł od ludowych twórców pasuje tu jak ulał. Natomiast sama płyta zawiera aż jedenaście numerów, trwających łącznie niecałe trzy kwadranse. Dziedzictwo nagrane zostało w małym studiu Roslyn i wydane nakładem Naszego Sklepu. I może właśnie dlatego płyta brzmi tak ciekawie. Zarówno muzycy (podobno największa tu zasługa perkusisty Tomka Papirusa Pyzi), jak i właściciel Roslyn włożyli serce i duszę w brzmienie Dziedzictwa. Efektem jest melo-deathowa muzyka o mięsistym rock’n’rollowym lub heavy metalowym brzmieniu, jakie znamy z płyt takich kapel jak Iron Maiden czy AC/DC. A jaki efekt daje takie zestawienie?

No więc genialne. Dźwięki instrumentów nie są zniekształcone żadnymi elektronicznymi fajerwerkami, a czyste, klasyczne brzmienie elektrycznych gitar, basu i perkusji okraszane są jedynie wstawkami granymi na akordeonie (Niewinny) lub lirycznymi orkiestrowymi inkrustracjami (Dziedzictwo Krwi). I poza fantastycznym dźwiękiem ta właśnie ornamentyka jest w Dziedzictwie najpiękniejsza. Posłuchajcie chociaż wstępu do Przedstrachu, Dziedzictwo Krwi w całości czy wstawki w Dziedzictwie Zwycięstwa lub w otwierającym album Przypadek 0. Już same w sobie te wtrącenia są piękne. Ale najlepsze jest to, że komponują się z resztą utworu zawsze wprost idealnie. Nie wiem, jak Radek buduje kolejne kawałki, ale robi to z wyczuciem prawdziwego wirtuoza.

Każdy kawałek to feeria zmian tempa i nastroju, ale surowe gitarowe riffy (brawo Radku), żwawa i miejscami blastująca perkusja, za którą niezmiennie zasiada Tomek Pyzia (tego brakowało mi miejscami w Domu Złym) i lekki growl są zawsze na pierwszym miejscu. Do tego wyraźna linia basu Bartka Tulika i mamy gotowy przepis na metalowy hit.

Przez te gęste zmiany i bogactwo wszystkiego płyta nie jest tak łatwa w odsłuchu jak wspomniany wcześniej pięć razy Dom Zły. I pomimo że naprawdę wszystko jest tu dopracowane i pasuje do siebie bardziej niż bardzo, krążek zaczyna podobać się dopiero przy którymś z kolei odsłuchu. Po prostu ogarnięcie takiej ilości pomysłów w ciągu czterdziestu pięciu minut nie jest takie łatwe. Poza tym o ile na poprzednim wydawnictwie były trzy hity wyraźnie lepsze od reszty, tutaj ciężko skupić się na pojedynczych utworach, bo każdy ma w sobie coś genialnego.

Malchus tworzy muzykę niełatwą z uwagi na linie melodyczne, trudną do sklasyfikowania, a w dodatku otwarcie pro-religijne teksty dodatkowo utrudniają zaszufladkowanie zespołu w jakimś konkretnym gatunku. Melodyjny death metal jest jednak chyba dla Malchusa łatką najodpowiedniejszą. Dla mnie ta nietuzinkowość jest jednak tym większym atutem zespołu i najnowszej ich płyty. Szkoda tylko, że zabrakło tu drugiego Tripudium czy Domu Złego. Byłby wtedy komplet punktów!

 

Malchus na Fecebooku

Malchus na Bandcamp

Malchus w Encyklopedii Metalu

Ocena: 9,0/10,0

 

(Visited 4 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .