Zgarnęłam fizyczniaka chojnickiego Mass Insanity Antihuman, potrzebując nieco oderwania od dotychczas recenzowanych klimatów. A, że death metalem od czasu do czasu i jego pochodnymi nie pogardzę, to dlaczego nie? Fakt faktem, że „dogadanie się” z tym materiałem zajęło mi nieco więcej czasu niż zwykle. Co z tego wyniknęło? Czytajcie dalej i się dowiecie. Od razu zaznaczę, że będzie to opinia osoby, która nie słucha tego podgatunku w ilości ogromnej na co dzień, ale w momencie , gdy najdzie ją taka potrzeba i ochota.
Powiem Wam (a raczej napiszę), że nie ma się nad czym tutaj rozwodzić. Nie ma, bo Antihuman to konkretne, zwięzłe, trwające ok. 40 minut death metalowe granie w nowoczesnej oprawie. Tutaj nie ma czasu na tkliwe refleksje. Jeden dźwięk goni drugi, a brzmieniu nie można nic zarzucić. Zmiany tempa i solówki, np. w Crimelords albo Antihuman Campaign zdecydowanie działają na plus. Urozmaicają całość i sprawiają, że muzyka nie przygniata słuchacza do końca swoim ciężarem, daje mu chwilę na oddech. Warto też wspomnieć o zaproszonych gościach, którzy udzielili się wokalnie. W Decalogue – Groov z Drown My Day, dzięki czemu utwór zyskał momentami takiego deathcore’owego smaczku, co jednym może się spodobać, a drugim już trochę mniej. Mnie takie rozwiązanie nie razi. Z kolei w Collapsed and Decayed możemy usłyszeć Viviego (Anthem), Chudego (Trauma) i Sfensona (Kontagion, Unborn Suffer). I tak, to zdecydowanie jest najbardziej kopiący kawałek na tym albumie, wokale wgniatają tutaj w ziemię. Nie bez przyczyny więc jest jednym z moich faworytów z całego Antihuman. Pojawia się też tutaj bardzo fajne w trochę industrialnym klimacie intro. Zdecydowanie na plus. Z kolei riff z Dark Passenger przywodzi mi na myśl Decapitated.
Jeśli się czepiać, to intra, które jakoś nie dopełnia mocno całej reszty. Dla mnie ono jest, bo jest. Jako przygotowanie do muzycznej brutalności? Niby ok, ale jak już robić wejście tutaj, to bez zawahania i zdecydowanie.
Zaznaczałam, że recenzja będzie krótka, bo ta muzyka jest po prostu porządnie zagrana. Antihuman to kawał dobrej roboty, z którą każdy, kto siedzi w takich klimatach powinien się zapoznać. Ale jak widać nie tylko, bo i ja się z najnowszym materiałem Mass Insanity dogadałam. Nie ma tu rzeczy, które powodowałyby ogromne WOW. Ale za konsekwencję, odpowiednio wyważoną brutalność, aspekty techniczne i featuringi wokalne równie konkretna jak cały materiał „siódemka”.
Ocena: 7/10
- Debiutancki singiel zespołu Inanes - 28 grudnia 2020
- King Apathy – „Wounds” (2019) - 17 października 2020
- My Dying Bride – „The Ghost of Orion” (2020) - 8 marca 2020
Tagi: 2015, Antihuman, death metal, Mass Insanity, recenzja.






