Mastectomy – „Devil Incarnates In Us” (2024)

Słońce świeci, ostatnie dni urlopu, jutro jadę na chwilę odetchnąć w góry. W tych cudnych okolicznościach przyrody album Devil Incarnates In Us Mastectomy to ostatnia rzecz, której miałbym ochotę słuchać. Teksty odrzucają, muzyka kala uszy – obrzydlistwo! A jeśli myślicie, że to zarzut, to bynajmniej. Od początku śledzę twórczość Adama Nowaka (Mastectomy to jednoosobowy projekt) i wiem już, czego się po nim spodziewać. Może to być w którymś momencie zarzut, ale póki co obrana konwencja – dość wąska w muzycznych i tekstowych założeniach – sprawdza się. A skoro tak, to nielicznych zachwyci, a całą resztę obrazi, zniesmaczy, zirytuje – i nie zdziwiłbym się, gdyby grupa malkontentów rosła. Paradoksalnie dlatego, że Mastectomy ma mocne argumenty w garści i nie waha się ich użyć. Jak walnąć, to mocno i dosadnie. Takie założenie.

Devil Incarnates In Us to brutalny death metal i to wystarczy za muzyczne podsumowanie. Adam nie bawi się w nadmierne niuansowanie swej propozycji. Zasób zagrywek, rozwiązań, zmian tempa i dynamiki jest ograniczony, ale wystarczający i nie prostacki. Choć jedna osoba odpowiada tu za różne instrumenty, to wywiązała się z zadań należycie, co uwypukliła jeszcze produkcja. Jednoosobowa orkiestra w postaci Mastectomy nie gra fałszywych nut, gdyż nie wypuszcza się na tereny sobie nieznane i zna własne ograniczenia. W tym tyglu ekstremalnych rozwiązań odnajdziemy jednak jakąś myśl. Gdy pojawia się temat niemieckich zbrodni z okresu drugiej wojny, riffy uderzają z mocą karabinu maszynowego (Cold-Blooded Killings) i rzeczywiście mamy wrażenie blitzkriegu. W odpowiednich momentach pojawia się też marszowy rytm. Czasem zagrywki gitary kąsają jak ostre narzędzie w dłoni zbrodniarza.

No właśnie, te wściekłe lub bardzo wściekłe dźwięki towarzyszą nieprzypadkowej warstwie tekstowej. Z komiksowej okładki – świetnej! – opasły diabeł cieszy się i liczy mamonę. Jego robota kończy się na obserwowaniu ludzi, którzy sami są skłonni do największych okropieństw, a z tego profity spija właśnie on: niby metaforyczny, a ucieleśniony. Zło wojny, okrutni dyktatorzy (Stalin w Hołodomorze) oraz seryjni zabójcy. Adam ponownie powraca do tematów, które w jego twórczości są obrabiane z każdej strony. Na Devil Incarnates In Us dostajemy pełny przegląd sylwetek zbrodniarzy. Zaczynając od tych, o których stało się ponownie głośno za sprawą seriali (Lodówka Jeffreya), jak i rodzimych wykolejeńców (Degustator zwłok). I znowu dobrze, że growl Adama Nowaka skrywa pewne treści. Chętni zagłębią się w nie w książeczce. Nie będzie to miła lektura, oj nie. Ale to istotna, a nawet najważniejsza część twórczości Mactectomy, co zwykle dodatkowo podkreślają pojawiające się tu i ówdzie cytaty autentycznych nagrań.

Czy Mastectomy czymś mnie zaskoczyło? Nie. Czy spodziewałem się rewolucji? W żadnym wypadku. Czy są tacy, którzy to robią lepiej lub dosadniej? Być może, ale część się pochowała. Kolejna solidna płyta wyłącznie dla amatorów takich muzycznych i lirycznych uniesień. Czterdzieści minut z groszem przy tej intensywności, to aż za wiele wrażeń. Radziłbym sobie dawkować.

Ocena: 7/10

Oficjalna strona na Facebooku
Mastectomy na Bandcamp

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , .