Przypadkiem włączyłem dziś nagrodzony Złotą Palmą w Cannes film Słoń Gusa Van Santa i od razu przypomniałem sobie o zaległej recenzji albumu Mass Murder Gospel. Tematyka ta sama – tylko środki różne. Van Sant jest subtelny i niespieszny, a stojący za projektem Mastectomy Adam Nowak wali prosto w oczy i pędzi na złamanie karku. Który sposób snucia opartych na faktach zbrodniczych historii wolicie?
Trochę się pozmieniało w obozie Mastectomy. Do Adama – dotąd jednoosobowej orkiestry – dołączył Shaun „Chaotic” Black na bębnach, który zajął się też masteringiem. Co dwie głowy to nie jedna, a i zagrać można na cztery ręce. Efekt dźwiękowy jest tu porażający i jak na niezależny, podziemny zespół naprawdę konkretny. Mastectomy młóci dźwięki spod znaku brutal death metalu bez wytchnienia – to jak precyzyjne cięcie brzeszczotem po bebechach. Nie wiem, czy to najlepszy materiał formacji (miałbym inny tym w kwestii Opus Magnum), ale chyba najbardziej bezkompromisowy. Słuchacz dostaje serią z ciężkiego karabinu maszynowego i musi się czuć przytłoczony tymi uderzeniami, które z rzadka tylko zwalniają – nigdy jednak riffy nie schodzą z wagi ciężkiej. Szybkie tempa, spora dawka energii, wściekłe wokale doskonale się zazębiają, choć w tej dawce mogą przyprawić o zawrót głowy. Wszystko to powinno spodobać się miłośnikom stylu, a tym, którzy wolą większe zniuansowanie/zróżnicowanie, może spędzić sen z powiek, bo Mastectomy nie planuje do swojej palety krwawych kolorów dołożyć zbyt wielu odcieni. Ale kto by chciał po Mass Murder Gospel spać?
Adam Nowak trzyma się na najnowszej płycie obranej wcześniej ścieżki tematycznej. Otrzymaliśmy ponownie serię opowieści o masowych zbrodniach i ich sprawcach. Nie odmówiłem sobie tej (nie)przyjemności i poczytałem o krwawych dokonaniach Cho Seung-Huia, Thomasa Hamiltona, Michaela Roberta Ryana czy Anatolija Onoprijenko. Oczywiście, jeśli ktoś nie chce utracić wiary w ludzkość (są jeszcze tacy, którzy się jej trzymają?), to nie polecam zgłębiania tej dziedziny wiedzy. Z drugiej strony udawanie, że na świecie nie brak potworów w ludzkiej skórze, byłoby naiwnym gestem względem okrutnej rzeczywistości. Nie jest to po prostu płyta dla wszystkich – jej muzyczna i liryczna zawartość to jak setka spirytusu przyjęta jednym haustem na pusty żołądek i to bez popitki. Większość zwróci przyjętą w ten sposób dawkę.
Czy jest w ogóle sens w babraniu się w podobnej tematyce? Czy sztuka, nawet brutalna, nie powinna nieść choć odrobiny nadziei? Cóż, każdy słuchacz sam wybiera i może po prostu uciec, nie podjąć próby intymnego, odrażającego kontaktu. Przynajmniej istnieje taka możliwość – a to też pocieszenie.
Jak mniemam, Mastectomy będzie swoją brutalną krucjatę kontynuować. Na (nie)szczęście bohaterów kolejnych rozdziałów nie brakuje.
- MASTECTOMY – „Mass Murder Gospel” (2025) - 23 lipca 2026
- NUMEN – „Erre” (2026) - 17 lipca 2026
- MERKFOLK – „Anabiosis” (2026) - 8 lipca 2026






