Dzieje się ostatnio na naszym rodzimym podwórku. Nagranie i wydanie płyty nie jest już tak trudne, jak to miało miejsce jakiś czas temu. Trzeba było znaleźć wytwórnie, zachęcić i liczyć na łut szczęścia. W tej chwili jedynie wystarczy uzbierać troszkę pieniążków i wybrać odpowiednie studio nagraniowe. Następnie wydać i sprzedawać w internecie lub na koncertach. Płyta Miliony słów, którą mam przed sobą tak właśnie została stworzona. Wykreowana i nagrana przez Maszynę, kapelę z Kraśnika. Nawiasem mówiąc, brawa dla chłopaków za tak fajnie brzmiącą nazwę. Skład to pięciu muzyków. Dwie gitary, bass i bębny oraz oczywiście wokal.
Przyznam szczerze, że sięgnąłem po ten krążek, bo panowie nie raz mi mignęli w internecie. Ciekawy byłem, co stworzą na swoim debiucie. A jaki gatunek graja? Na oficjalnym profilu fb określają go jako stoner metal. Uważam, że jest to nietrafne stwierdzenie. Nie słychać pustyni tu żadnej i europejskiego zaćpanego rocka spod znaku Orange Goblin. No może w trzecim numerze Wykolejony, odbija się dalekie echo. Co nie zmienia faktu, że jest to fajnie brzmiący metalowy album. Kiedy odpaliłem ten krążek usłyszałem zespół, którego dawno nie słuchałem. Tym zespołem jest Proletaryat. Wokal Rafała Machulaka przypomina mi bardzo manierę Tomasza „Oleya” Olejnika. Gitary też momentami tną podobnie.
Dziesięć utworów tworzy to wydawnictwo i trafna jest jego nazwa Miliony Słów. Liryki są ważną jego częścią i bardzo mi się podobają. Wiadomo, o czym facet śpiewa i co go boli. To jest chyba najważniejsze w muzyce, kiedy jest jasny przekaz do słuchacza. Do tego riffy, które są naprawdę dobre. Nie jest to mega wybitna muzyka, ale miło jej się słucha a na koncertach szaleje pod sceną. Maszyna ma swój silnik, który ją mocno napędza do przodu.
Najlepsze momenty tej płyty? Wykolejony i Szepty są utworami, które mocno zostają w głowie. Tytułowy trafnie nawiązuje do obecnej sytuacji w Polsce. Tak widzi Maszyna nasz kraj w tym numerze. Utwór Maszyna daje więcej energii, by przejść w Płoń. Warto rozkręcić nieco volume, bo produkcja robi swoje. Nagrane jest to wszystko bardzo „tłusto„. Sekcja rytmiczna brzmi zajebiście i niema, do czego się przyczepić. Nad całością czuwał Filip „Heinrich” Hałucha a realizował materiał w Sound Division Studio w Warszawie.
Były plusy i pochwały, będą też minusy. Moim zdaniem aż się prosi więcej solówek do tak zacnych riffów. Jest to mój prztyczek w nos dla gitarzystów. Warto o tym pomyśleć na drugiej płycie. Druga sprawa to wokal. Uważam, że przez cały czas trwania krążka jest na jednym poziomie. Możliwości są a bardzo niewykorzystane. Poza tymi dwoma rzeczami życzę jak najlepiej Maszynie i polecam, aby kupić ten krążek.
Ocena 7/10
- Tortuga – „Tortuga” (2017) - 14 lipca 2017
- Gallileous – „Stereotrip” (2017) - 7 czerwca 2017
- Strange Clouds – „Calm Before The Storm” (2017) - 19 kwietnia 2017
Tagi: debiutancka płyta, Filip „Heinrich” Hałucha, kraśnik, Maszyna, Proletaryat, Sound Division Studio, stoner metal.







