Trauma – „Invisible Reality” + Promo 1991 (2016 reedycja)

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Jak tu sensownie zrecenzować klasykę polskiego death metalu? Kiedy Trauma pierwszy raz wydała Invisible Reality, to ja dopiero poznawałem ten cały metalowy świat. Teraz za sprawą Deformeathing Production znów można posłuchać klasyki polskiego grania. Czasy początków Traumy to były dziwne czasy, by kupić coś nieznanego, szło się na rynek, gdzie koleś przywoził kartony kaset: tam obok Sandry czy RUN DMC leżały takie debiuty jak „wydane” przez firmę MG szwedzkie Grave i Unleashed. Po polskie granie trzeba było jednak uderzać do innych miejsc. W Poznaniu były takie dwie budki koło Empiku. Tam wystawione były dziesiątki kaset, które człowiek oglądał niczym klocki Lego w Pewexie…

Sentymentalnie piszę, bo o Invisible Reality nie da się inaczej. To zapis pewnej chwili w historii polskiego grania, gdy kolejne kapele śmiało wyciągały swoje łby z piwnic, często dosłownie, by wydać pierwsze mniej lub bardziej oficjalne materiały. I to były tytuły, które dzisiaj często kasują nowości z czołowych wytwórni. Różnie się ich losy potoczyły, niektórzy wykorzystali swój czas, inni poszli własną drogą.

Trauma przez te wszystkie lata konsekwentnie budowała swoją pozycję. Nie ma wątpliwości: dziś Invisible Reality się broni z równą siłą, co dekady temu. Kawał rzetelnego deathmetalowego rzemiosła. A taki No hope to jest po prostu kiler. Nieśmiałe klawisze ostro kontrastują z resztą muzy, ale przecież tak wtedy grali najlepsi. Dla mnie taka reedycja Traumy jest niczym pocztówka dźwiękowa (tak, było kiedyś coś takiego…),  przybliżenie klimatu z lat początków sceny, która przez lata mocno ewaluowała. Szansa na poznanie ówczesnego oblicza Traumy. Od tamtej pory wiele kapel, które wtedy z nimi zaczynało zniknęło, straciło serce do ekstremalnej muzy.

Tymczasem Trauma… dalej gra, wydając kolejne płyty, jedne lepsze, inne słabsze. Dla tych, co nie znają Invisible Reality (są tacy?!), to dodam, że warto sprawdzić, jak dalece od obecnych wydawnictw Traumy postawicie ich pierwsze nagrania. A może w najnowszych materiałach odnajdziecie ducha tego materiału? Bo ja cały czas czuję w Traumie GRANIE z serca, nie z wyrachowania.

Na bonus tego materiału dorzucono Promo 1991, wiem, mega staroć. Wtedy jeszcze kapela funkcjonowała jako Thanatos. Już tam jednak czuć zalążek dobrej kapeli. Materiał zawarty na Promo uczciwie przyznam, że jest sporo słabszy od debiutu, ale taki Hidden Instincts jest pełen świetnych patentów. Momentami czuć fascynację amerykańską sceną death metalową, ale co się dziwić, wówczas to za Oceanu szły najlepsze inspiracje.

W przypadku reedycji mam zawsze dylemat, jak ocenić taki album? Tu nie mam żadnych wątpliwości: nota maksymalna. A sam album polecam koniecznie zakupić. Deformeathing Production wydała go rewelacyjnie. We wkładce masa fotografii zespołu z początków grania, no i okładka rewelacyjnie nawiązująca do klimatu starej, oryginalnej ilustracji. Chyba nie muszę nikogo zachęcać?! A jakby kogoś kręcił ultra limit, to wyjdzie w liczbie tylko 100 sztuk edycja tego materiału w metalowym pudełku.

Ocena: 10/10

Tomasz

Tagi: , , , , , , , , .