Atlas podobno powstawał przez siedem lat. Jest debiutem francuskiego duetu Milkilo, dotychczas zupełnie mi nieznanego. Ma trzydzieści pięć minut i dziesięć numerów, a za wydanie go na świat odpowiada kolektyw WOOAAARGH, Vox Project, Dullest Records, Nooirax Productions i Atypeek Music.
Zacząłem od spraw wydawniczych, gdyż nie do końca wiem, jak Milkilo przedstawić. Prezentowana przez nich muzyka to eksperymentalna mieszanka postnej progresji i sludge’u. I o ile muzyczne eksperymenty bardzo leżą w moim guście, o tyle nie do końca wiem, jaki jest sens tej płyty. Zaczyna się od mulistego intra obiecującego jednocześnie niepokojący i intrygujący klimat. Chwilę później, jakby nigdy nic, na Caravelles pojawia się wesoła melodyjka, nagle zmieniająca się w ciężki, miażdżący muł. Voda przynosi coś, co brzmi mi jak dungeonsynth, i w dość krótkim czasie ewoluuje w soczysty bas. Po tym utworze, gdy już zdążyłem się nastawić na karuzelę wszystkiego, Atlas zmienia się w zupełnie inną płytę. Nagle staje się płynnie przechodzącą przez kolejne motywy podróżą. Czasem nostalgiczną, czasem radosną, niekiedy denerwującą, często ciekawą. Kamet z jednej strony wprowadza brzydkie i krzywe dźwięki, ale potrafi zmienić je w coś interesującego. Coma Cluster brzmi melodycznie i, w porównaniu z resztą krążka, dość przebojowo, ale dalej jest dziwolągiem wśród piosenek. Styx to muzyczna wersja dwubiegunówki, najpierw bardzo nostalgiczna, później ożywiona i całkiem wesoła. Memories nie dość, że znów przywołują mroczną atmosferę, to jeszcze potrafią zrobić to bardzo hipnotyzująco. Oczywiście, sytuacja ta nie trwa zbyt długo, niemniej pod koniec tego numeru znów robi się ciemniej, przy okazji odzywa się też blackmetalowy wokal. Świetne zakończenie Memories przechodzi w pełnego napięcia Atlast… i nagle wszystko się kończy. A słuchacz się zastanawia, co się właśnie stało.
Przez kilka posiedzeń z Atlas próbowałem nadać temu chaotycznemu miszmaszowi jakiś głębszy sens. Jeszcze mi się nie udało. Nagłe i nieskoordynowane przeskoki tematyczne może i są oryginalne, ale nie brzmią dobrze. Środkowa, spokojniejsza część jest zgrana, trafiają się też bardzo ładne fragmenty, niemniej brakuje jej duszy. Intrygujące, okołominutowe przerywniki tym bardziej wyprowadzają z klimatu. Płynnie następują i przechodzą w inne numery, jednocześnie zupełnie nie zgadzając się stylistycznie.
Wydaje mi się, że Milkilo na siłę starało się zrobić płytę wyjątkową. Faktycznie, udało im się, ale jest to wyjątkowość wymuszona i nienaturalna. Na pewno jest dobrym przyczółkiem do dalszych prób i obserwowania poczynań zespołu. Dam Atlasowi jeszcze kilka szans a chłopakom kredyt zaufania, chociaż raczej przez ciekawość, niż wiarę.
Ocena: 6/10
- Ayyur – „The Lunatic Creature” (2018) - 13 lipca 2019
- Psychopathic – „Phases” (2018) - 6 lipca 2019
- Himura – „Exterminio” (2016) - 30 czerwca 2019
Tagi: 2017, Atlas, Atypeek Music, Dullest Records, experimental, kapitan bajeczny, Milkilo, Nooirax Productions, post-metal, post-rock, recenzja, sludge metal, Vox Project, WOOAAARGH.







