Po pięcioletniej ciszy z nowym albumem wraca Monolord. Mistrzowie stonera po raz kolejny puścili w świat swą muzykę z pomocą Relapse Records. Krążek nosi tytuł Neverending i miał premierę 29 maja tego roku.
Szwedzki Göteborg na scenie metalowej jest znany z melodyjnego death metalu, ale na szczęście miasto nie zatrzymało się jedynie na jednym gatunku. Pochodzący stamtąd Monolord tworzy z sukcesami od 2013, ma na koncie wiele wydawnictw, a miesiąc temu odbyła się premiera dzieła najnowszego. Neverending poprzedziła silna akcja promocyjna, Relapse bardzo dba o swoje premiery, ale mam wrażenie, że tu akcja nabrała silniejszego formatu – i dobrze. Już po pierwszym odsłuchu poczułem, że jest to album wart każdego włożonego centa i minuty pracy. Album wyprodukowała Sylvia Massy, która ma na koncie pracę z Tool (Opiate, Undertow), System of a Down (debiut), Red Hot Chilli Peppers, Skunk Anansie czy nawet Slayer i Exodus. Efekt jej pracy mówi sam za siebie, tak soczystego i żywego albumu nie słyszałem długo. Gitary i bas to stonerowa perfekcja. Brud, distortion, wszystko pięknie wykręcone tak, by utrzymać dynamikę, a piach na brzmieniu nie psuł selektywności. Ciężkie riffy jadą tu naprawdę ciężko, a melodie przenikliwie i wręcz wzruszająco. Perkusja jest soczysta, ale nienachalna, bardzo żywa. Słuchając płyty, odczuwam potrzebę sprawdzenia jej na winylu, mam wrażenie, że wtedy dopiero w pełni ukaże swe walory.
Drugim świetnym dodatkiem dla muzyki jest okładka stworzona przez M.K. Coopera, który tworzy pod szyldem Bearded Artist Studios. Jego obraz jest klimatyczny, artystycznie wykonany na najwyższym poziomie i dobrze koresponduje z pięknym mrokiem albumu.
Jak na standardy przydymionego stoner/doom uważam, że Neverending jest bardzo witalnym krążkiem. Pomimo obracania się w wolnej rytmice zespół potrafi zadbać o to, by kompozycje były ciekawe, nienużące i atrakcyjne dla ucha. Muzycy balansują tu między ciężarem a melodiami, dbając o to, by każda z partii była możliwie wymaksowana. Daje to krążek spójny, łatwo słuchalny i zapamiętywalny (by nie użyć słowa „przebojowy”. W materii, w jakiej porusza się Monolord, zrobili wszystko, by uniknąć wszystkich pułapek gatunkowych. Kompozycje jedna po drugiej swym zarażającym, powolnym flow utrzymują kontakt ze słuchaczem, nie pozwalając mu nawet na sekundę stracić czujności.
Bardzo odpowiadają mi tu linie wokalne spinające monolit całości w przyswajalny album. Bez uduchowionych wokali Thomasa Jägera byłby to zupełnie inny materiał, jego sposób prowadzenia melodii nadaje mu ulotny, lekko psychodeliczny charakter, jednocześnie czyniąc łatwym w słuchaniu.
Nie jestem znawcą gatunku, lubię wiele zespołów i płyt stoner/doom, jednakże nie zaliczyłbym się do sekcji ultras. Może maniacy będą mieli inne zdanie względem Neverending, ale na tym etapie płyta ta może być dla mnie jedną z mocniejszych w tym klimacie. Jest to album pozbawiony wad, przemyślany i świetnie zrealizowany. Uważam też, że polubią go fani ze znacznie szerszych kręgów niż tylko stricte stonerowych.
Ocena: 9/10
- DARK SIDE – premiera singla i zapowiedź płyty - 6 lipca 2026
- Left To Die – „Initium Mortis” (2026) - 3 lipca 2026
- Schattenfall – „Zwischen Erde und Schatten” (2026) - 28 czerwca 2026
