Na nowe dźwięki autorstwa chłopaków z krakowskiego Moonstone czekałem odkąd przestałem katować ich ubiegłoroczny debiut. Zapowiedź EPki 1904 przyjąłem więc z wielką ekscytacją i zaciekawieniem, czy zespołowi uda się przynajmniej doskoczyć do poprzeczki, którą swoim pierwszym wydawnictwem sobie zawiesili. Po kilku odsłuchach wiem, że do tej poprzeczki kwartet nie tyle doskoczył, co bezproblemowo ją przeskoczył. Co ciekawe, wcale mnie to nie dziwi.
1904 to dwa utwory, które łącznie dają blisko pół godziny muzyki. To od razu pokazuje, w którą stronę zespół postanowił wykonać skręt – jest progresywnie (zespół zapędy do tego miał już chociażby na Pale Void z debiutu), jeszcze bardziej wciągająco i klimatycznie. Brzmienie Moonstone jest tutaj bardziej przybrudzone niż na pierwszym albumie, lecz w żadnym wypadku nie jest to wada. Zdecydowanie zmniejszono też ilość wokalu, co dla tych, którzy mieli problem z głosem frontmana zespołu na debiucie, będzie sporym plusem. Pozwala się to też skupić na tym, co zespół serwuje w muzyce. A skupiać jest się na czym.
O tym, że zespół potrafi płodzić rewelacyjne doomowe riffy wiedzą chyba wszyscy, którzy kiedyś z nim się zetknęli. Na 1904 te riffy są przeplatane świetnymi nastrojowymi zwolnieniami, podczas których mój umysł był wszędzie tylko nie w pomieszczeniu, w którym fizycznie się znajdowałem (kilkuminutowy psychodeliczny wstęp do Spores autentycznie wyrzuca z kapci). Dochodzą też nowe elementy, takie jak niesamowicie agresywny riff z końcówki Magmy – tak ostro oni jeszcze nie grali i co najważniejsze, w tym również wypadają bezbłędnie. Utwór ten jest zresztą pokazem ogromu możliwości młodej kapeli oraz jednocześnie najlepszym, co do tej pory udało im się nagrać. Spores zaś, ze swoim niespiesznym budowaniem napięcia, skupia się na tej bardziej ryjącej banię stronie Moonstone. Który z tych dwóch kawałków wolę? Wybieram całość.
No to ładnie dołożyli chłopaki do pieca na koniec roku. 1904 w moim podsumowaniu 2021 znajdzie się na pewno, wszak to jedno z najlepszych premier, jakie w tym roku dane mi było słyszeć. Zespół nie zaserwował kalki swojego debiutanckiego długograja, tylko coś nieco odmiennego i ja to ich bardziej złożone oblicze łykam. Dwa najlepsze wydawnictwa Galactic Smokehouse należą właśnie do Moonstone, a sam zespół poziomem nie odstaje od polskiej czołówki stoner doomu. W tej niszy prędzej czy później będzie o nich głośno.
Ocena: 10/10
- Morpholith, Moonstone, Triangle Choice – Katowice (08.04.2026) - 17 kwietnia 2026
- HellFuck – „9 Nails Hammered Into the Flesh of God” (2026) - 9 kwietnia 2026
- Pothamus – „Abur” (2025) - 31 marca 2026
Tagi: 1904, 2021, ep, Galactic SmokeHouse, Moonstone, recenzja, review, stoner doom metal.






