Morbus Grave – „Feasting the Macabre” (2024)

Z radością przyjąłem nowy album Morbus Grave Feasting the Macabre, zdrowy objaw nostalgii za początkiem złotej ery death metalu. Pochodząca z Mediolanu kapela pokazała się już w podziemiu poprzednim długograjem, Lurking into Absurdity (2022) – wcześniej pojawiło się kilka dem i splitów – zbierając sporo pozytywnych opinii. Jak sądzę, ku radości fanów old schoolu najnowsze wydawnictwo ugruntuje ich pozycję – zespół najwyraźniej okrzepł i przy zachowanej wierności obranym wcześniej szlakom, zaprezentował też nowe rozwiązania.

Oczywiście komu nie w smak takie wędrówki w czasie, kto uważa, że metal winien iść śmiało do przodu i nie oglądać się wstecz, ten może sobie darować. Ale spore grono maniaków nosi w sobie tęsknotę za tym, co minione. Z tej właśnie nostalgii wyrasta pomysł na muzykę, teksty, oprawę graficzną i inne środki wyrazu zaproponowane słuchaczom przez Morbus Grave. A zatem kompozycje Włochów nie korzystają z dobrodziejstw, które deathmetalowa scena wypracowała po okresie dorastania. Forma kompozycji na Feasting the Macabre jest siermiężna i pierwotna, pozbawiona technicznej i studyjnej ekwilibrystyki. Najczęściej pojawiają się trafione porównania do wczesnego Autopsy. Mediolańczycy używają prostych środków wyrazu, przy jednoczesnym ich zróżnicowaniu w tempach i dynamice, oczywiście na ile konwencja początku lat 90. pozwalała. Każdy numer, to przynajmniej trzy, cztery przeobrażenia, zmiany motywów czy szybkości. Na najnowszym albumie pojawia się sporo zwolnień, gdzieś na granicy death/doom metalu, które kontrastują z nieczęstymi blastami i bardziej powszechnymi tutaj d-beatowymi tempami. Pewne patenty kojarzyć się mogą z początkami szwedzkiej sceny (zwłaszcza wczesnym Entombed), niektóre melodyczne rozwiązania przywodzą na myśl brytyjską deathmetalową ziemię. Zgniłe serca maniaków na pewno zabiją mocniej. Morbus Grave, bez epatowania ekstremalnymi rozwiązaniami, dba o złowieszczą atmosferę. Nawet, gdy kapela zwalnia, albo przemyca jakąś melodię, wciąż jest ponuro i odpychająco. Słuchając ich propozycji miałem wrażenie, że wszystko jest na miejscu i po coś, przy jednoczesnym zachowaniu pewnej spontaniczności, typowej dla muzyki z przełomu lat 80. i 90..

Dodam tylko, że wokalista, Erman, growluje w miarę czytelnie, ale jego deathmetalowa ekspresja nie kończy się na przekazywaniu bluźnierczych tekstów. Miło posłuchać jego warknięć, chrząknięć, zawodzeń, które dobrze przegryzają się z muzyką i tekstami, jak najbardziej klasycznymi – wystarczy spojrzeć na tytuły numerów. Całości dopełniają, zgodnie z tradycję, klimatyczne i ponure intro i outro. Chciałem zmierzać do prostej konstatacji, że właściwie nic nowego, znowu nawiązania do tego, co kiedyś wyznaczyło trendy w podziemiu, że ponownie tęsknota za zmurszałym grobem, który dawno się rozsypał… Ale nie mogę krytykować dzieła realizującego pewne założenia niemal bezbłędnie, a już z pewnością skutecznie. Po prostu Feasting the Macabre to album godny polecenia tym wszystkim, którzy tęsknią za starą szkołą death metalu. Polecam jednak sprawdzić Morbus Grave, zwłaszcza z kasety magnetofonowej. Mam właśnie Feasting the Macabre w tej postaci i z taśmy smakuje wybornie, blisko źródeł, organicznie…

ocena: 8/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku
Morbus Grave
na Bandcamp

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , .