Nekkrofukk i Impurity Winds Of Unholy Rites, czyli potężna dawka brudnego i ciężkiego jednocześnie black metalu. Jest to pierwszy w dorobku długogrający album tej formacji. We wkładce czytamy, że pozycja jest dedykowana prawdziwym maniakom gatunku. Dedykacja tym bardziej prawdziwa im dalej zgłębiamy to plugastwo.
Pierwszy odsłuch i pierwsze spostrzeżenia. Brzmienie oraz ciężar jaki ze sobą niesie ta produkcja. Mocno przesterowane gitary, bardzo nisko osadzone. Niejednokrotnie w trakcie odsłuchiwania albumu łeb sam chodzi. Druga sprawa to charakterystyczny, nie mniej ciężki wokal. Słuchając, odnosiłem wrażenie jakby sam Belzebub to nagrywał. Potężny, głęboki głos, a raczej bulgot. Bardzo dobrze współgra ze stylistyką albumu oraz brzmieniem gitar. Struktury utworów należą bardziej do tych motorycznych niż melodyjnych. Partie gitar i bębnów, które hipnotyzują i od czasu do czasu zostają okraszone majestatycznym klawiszem. Wszystko świetnie zaaranżowane. Czekam na kolejne wydawnictwo od Nekkrofukk.
Po obcowaniu ze sztuką tych lotów, po raz kolejny naszło mnie na życiowe przemyślenia. W jakich to pięknych czasach żyjemy, kiedy jeden człowiek przy użyciu technologii daje upust swoim emocjom, a nam słuchaczom dostarcza przy tym dużo radości z dźwięków. Gorąco polecam, przy czym maniakom black metalu w pierwszej kolejności.
Ocena: 8/10
- JASMENO powraca z „Assemblage of Cinematic Idioms” – filmowy rozmach i nowa jakość brzmienia - 22 kwietnia 2026
- We wrześniu NEOLITH wyda nowy album „Inbir” - 21 kwietnia 2026
- Trasa zespołów POGARDA i ABORCJA rusza za kilka dni - 20 kwietnia 2026
Tagi: black metal, doom metal, impurity winds of unholy rites, Nekkrofukk, recenzja, review.







