W 1993 roku grupa Cynic zrewolucjonizowała death metal fenomenalnym krążkiem Focus, który tak bardzo wyprzedził swój czas, że spotkał się z niezrozumieniem zarówno krytyków jak i fanów ciężkiej muzyki, którzy w tamtych czasach pukali się w czoło. W dzisiejszych czasach takie granie to już nic szczególnego i sztuką jest wypuszczać krążki, które byłby intrygujące i niepowielające schematów przewałkowanych przez klony późnego Death i wspomnianego Cynic. Obscura należy do grupy zespołów, które podobnie jak The Faceless, Gorod czy Gorguts mają coś własnego do powiedzenia w temacie technicznego, połamanego death metalu, w którym pierwiastek progresywny wręcz dominuje i kotłuje się z jazzowym kombinowaniem. Przy czym muzyka Niemców nie jest bezduszna i wręcz kipi od energii i pomysłowości, choć na moje ucho troszkę jednak za dużo tu patentów rodem z Focus (te parasyrenie zaśpiewy w The Monist, skądś to znacie, prawda?).
Czwarty pełnowymiarowy album grupy wielkiej rewolucji w porównaniu do poprzednich krążków nie przynosi, choć jest tu wyraźnie więcej swobody i lekkości mimo szaleńczych temp i wściekłego growlu. To jest, jak ja to lubię paradoksalnie mówić, oddychający pełną piersią death metal, taki, w którym mistrzostwo osiąga ostatnio chociażby Fallujah. Od rozpoczynającego przygodę z krążkiem siedmiominutowego Sermon of the Seven Suns po trwający ponad kwadrans (!!!) Weltseele obcować będziecie z muzyką aspirującą do miana wysokiej sztuki. Rzecz w tym by nie dać się wciągnąć w pułapkę megalomanii i rozbuchania, które sprawia, że co niektóre kapele grają bardziej „muzykę dla muzyków” niż dla potencjalnych fanów. Obscura balansuje gdzieś na tej granicy przerostu formy nad treścią, ale wychodzi z tego obronną ręką dzięki solówkom pełnym żywotności i polotu, a jednocześnie nie granych na totalne złamanie karku. Krótko mówiąc, gdy już się Wam zacznie wydawać, że grupa popadnie w samozachwyt i dźwiękową masturbację następuje zgrabne wyhamowanie i uczłowieczenie tej apokaliptycznej maszynerii.
Wciąż jest to death metal nie pozbawiony swoich klasycznych elementów (Ode to the Sun), ciężarowy i kiedy trzeba to złowieszczy jak należy. Tyle że nowoczesny i nie posiadający tego naturalnego soundu co w latach 80 i 90-tych. Jednym to będzie odpowiadać, bo idą z duchem czasu, drudzy nie dadzą się porwać grupie bo zjedli zęby na Autopsy, Entombed czy Incantation. Ja lubię takie wymiatanie, więc i nowe dokonanie grupy jak najbardziej polecam. Nic to nowego pod słońcem, ale zagrane tak, że klękajcie narody. Dotychczasowi fani będą zadowoleni, a i jest szansa, ze grupa nowych nałowi. Ciekaw jestem jak koncertowo wypadają, może mi kiedyś będzie dane na żywca zobaczyć.
Ocena: 7,5/10
Autorem jest Dominik „Stanley” Stankiewicz.
- Trasa zespołów POGARDA i ABORCJA rusza za kilka dni - 20 kwietnia 2026
- Odium Records ujawnia singiel z płyty „VII” legendarnego HELL-BORN - 20 kwietnia 2026
- Krakowski ONLY SONS (retro/hard rock/alt metal) wydał płytę „Through The Night Again „ - 17 kwietnia 2026
Tagi: 2016, death metal, Dominik "Stanley" Stankiewicz, metal, muzyka, Obscura, recenzja, Relapse Records, review, Stanley, technical death metal.







