Ordinul Negru – “Faustian Nights” (2018)

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Co ciekawego można powiedzieć o black metalu z Rumunii? Dla przeciętnego fana temat otwiera się i zamyka na maksymalnie dwóch płytach nieodżałowanego Negura Bunget, a jak się okazuje – naprawdę warto sięgnąć głębiej. Na przykład po dokonania niejakiego Emanuela Matlaka, bardziej znanego jako Fulmineos. Ten bardzo płodny muzyk jest prawdziwym weteranem rumuńskiej sceny, jego najstarsza twórczość sięga połowy lat 90., a on sam jest członkiem całego szeregu bandów, wśród których najbardziej rozpoznawalnym jest właśnie Ordinul Negru. Faustian Nights to już ósmy album pod tą nazwą, lecz dopiero drugi, który został stworzony przez grupę – wcześniej Fulmineos nagrywał wszystko sam, ale kiedy postanowił wprowadzić muzykę na koncertowe sceny, dokooptował kilku grajków, zamieniając swój projekt w pełnoprawny zespół.

Atmosfera – to słowo klucz do opisania tego, co dzieje się na Faustian Nights. Wiele osób wciąż boi się tego słowa w zestawieniu z black metalem, ale Rumuni udowadniają, że te obawy są całkowicie bezpodstawne. Nie zabraknie tu melodii i różnych, niekoniecznie gitarowych ozdobników, ale atmosfera na tym albumie to przede wszystkim same kompozycje, nacechowane charakterystycznym, karpackim rodowodem. Na pozór to płyta jakich wiele – szybka jazda rodem z Norwegii podbita klawiszem, czasami odarta z sekcji rytmicznej gitarowa ornamentyka, melodyjne pochody, krystalicznie czyste solówki, trochę tremolo i wściekły wokal. Ale zwróćcie uwagę na klawisze właśnie – niby są, ale użyto ich tak, że album można uznać za encyklopedyczny przykład robienia tła – nienachlanego, stworzonego z rozmysłem, dodającego charakteru i podbijającego kompozycyjną szlachetność utworów. Wszystko to tworzy niesamowity klimat, bo od razu wiadomo, że to muzyka z Europy Wschodniej. Słychać tu oczywiście echa najlepszych dokonań rodaków z Negura Bunget (w którym Fulmineos też miał epizod), jest w tym atmosfera z płyt Drudkh, czy przychylne łypnięcie okiem do Varga Vikernesa i wczesnego Satyricon. Panowie jednak bardziej czują średnie tempa, czasami wprowadzą jakiś element rodem z pola bitwy (czyste okrzyki w The Apocalypse Through a Hierophant’s Eye), a klawisze momentami wyjdą ze swej roli – dodadzą epickiego klimatu w Killing Tristan, albo zagrają nienachlaną solówkę w Sol Omnia Regit. Cała reszta to ocierająca się o mistycyzm wędrówka po karpackich lasach.

To nie jest łatwa płyta. Kilka pierwszych odsłuchów są niemal bezbolesne, ale nie dajcie się zwieść pozornej prostocie. Faustian Nights wymaga głębszej uwagi, uważnego słuchania i otwartej głowy. Jeśli podejdziecie do tej muzyki z należytym szacunkiem, otrzymacie w zamian prawie pięćdziesiąt minut black metalu z charakterem, przepełnionego mrokiem, klimatem i niezwykłą, wschodnioeuropejską atmosferą.

 

Ocena: 9/10

 

Rafał Chmura

Tagi: , , , , , , , .