Z jednej strony aż dziwne, że biedny Dimebag Darrell i jego niepodważalny styl gry stały się przyczynkiem do powstania tysięcy przeciętnych zespołów, dla których stworzono nawet łatkę „southern metal” (jakby na północy nie można było tak grać). W tej samej szufladzie mieszczą się teraz i Black Label Society, i Throwdown z etapu albumu Vendetta. Z drugiej strony – żaden to wstyd wzorować się na czymś dobrym. A rolą słuchacza jest oddzielić w tym całym zalewie badziewia ziarna od plew.
Czy All That We Had francuskiego kwartetu Overcharger jest ziarnem, czy plewami? W zasadzie czymś pomiędzy, powiedzmy, że ziarnem, które i tak nie wykiełkuje, ale jednocześnie nie jest taką zaraz chujnią, żeby od razu wypieprzyć na śmietnik. Może poza oprawą graficzną albumu, bo ta jest chujowa i kojarzy się z najgorszymi latami nu-metalu: jest bardzo zły klaun, jest opuszczone wesołe miasteczko w postaci jakiegoś pojedynczego diabelskiego młyna, jest jakiś zapuszczony domek i krój pisma przywodzący na myśl podróbkę Korn. Kiedy otwieram pudełko jest już lepiej. Zerka na mnie ze zdjęcia czterech jegomości, po których mógłbym się spodziewać wyłącznie takiej muzyki, jaka jest na All That We Had. A jest tutaj sporo takiego południowego sznytu, gitar a’la Dimebag (ale bez takiej klasy!), groove i tych na wpół melodyjnych, na wpół krzyczanych wokali. Thrash miesza się tu z hardcore’owym groovem w proporcjach 50/50.
Podczas słuchania Overcharger musiałem sobie przetłumaczyć, że drugiej Pantery już nie będzie. Kiedy już pogodziłem się z tą myślą mogłem na zimno przystąpić do analizy materiału. Francuski kwartet jest zbyt sugestywny i bezpośredni w każdy możliwy sposób, nie ma w nich ani trochę zaskoczenia czy świeżości, a mimo tego słucha się nie najgorzej. To prosta muzyka, jasne, trudno doprowadzić ją do stanu niestrawności, a Francuzi potrafią takie dźwięki robić (przez jakiś moment zasłuchiwałem się krążkiem Old Days pochodzącej z Lyonu grupy God Damn). Overcharger nie sięgają ponad przeciętność, ale lepią z niej na tyle dobrze, że po którymś przesłuchaniu zaczynam mieć frajdę. Riffy są prawdziwie południowe, sekcja wali naprawdę wyraźny groove, a wokale śmiało zmierzają w stronę późnego Anselmo albo Setha Uldricksa z The Sign of the Southern Cross (to był zespół, niech mnie kule biją, jeśli …of Mountains and Moonshine nie jest już klasykiem gatunku!). Kawałki Overcharger są też fajnie napisane i zaaranżowane. Z takim materiałem kwartet ma obowiązek świetnie wypadać na koncertach, bo nóżka sama tupie.
Jeśli miałbym pokusić się o wyróżnienie któregoś z numerów, to postawiłbym na Down South – jest po prostu najprzyjemniejszy, a jednocześnie bardzo mocno osadzony w gatunku. Te plączące się, kwiczące gitary to miód na moją duszę. Każdy z pozostałych kawałków ma w sobie jednak na tyle przebojowości i tej bezczelności, charakterystycznej dla tego całego southern metalu, że mogę śmiało stwierdzić, że na All That We Had nie ma żadnego zapychacza.
Choć sam jestem tym faktem zdziwiony, to All That We Had oceniam pozytywnie. To niezły, rozrywkowy krążek. I nic poza tym, ale mi to w zupełności wystarcza.
Ocena: 6,5/10
- Only Sons – Through the Night Again (2026) - 10 kwietnia 2026
- UKĆ – „Anomalie-Upadek konającego ćwierćwiecza” (2026) - 5 marca 2026
- Formis – „Bestiarius” (2025) - 10 lutego 2026






