Scour – „Gold” (2025)

Czasami zdarza się, że wydawnictwo spotyka się ze sporym zainteresowaniem zarówno słuchaczy jak i recenzentów. Tak się stało przy okazji debiutanckiego albumu Scour, nad którym pochyliło się dwoje naszych recenzentów.

Autorem pierwszego tekstu jest red. Brzeźnicki, natomiast nieco surowszym spojrzeniem na płytę „Gold” podzielił się red. Adam.


Wygląda na to, że Scour ma w planach wykorzystać całą paletę kolorów, bo po Epkach Grey (2012), Red (2017) i Black (2020) uderzają z pełnym albumem o tytule (kolorze) Gold. Trochę się obawiam, co będzie, gdy dojdą do różowego, ale na ten moment chyba nie ma się czym martwić. Złoty wyszedł nakładem Nuclear Blast Records na licencji Housecore Records 21 lutego 2025 roku.

Wszystkim, którzy nigdy się nie zagłębiali w historię zespołu, przypomnę, że jest to skład założony przez Dereka Engemanna (ex-Cattle Decapitation, Philip H. Anselmo & the Illegals, Christ Hate) w 2015 roku. Kluczowym momentem dla powstania projektu było dołączenie do składu Phila Anselmo (Pantera, Down), dało to moc sprawczą i plany momentalnie zostały zamienione w czyny. Skład uzupełnili inni, doświadczeni muzycy, rozpoczęto nagrania i koncertowanie. W 2025 roku skład prezentuje się następująco: Derek Engemann (gitara, wokale), Philip H. Anselmo (wokale), Adam Jarvis (perkusja; Misery Index, Pig Destroyer), John Jarvis (bas, wokale; Agoraphobic Nosebleed, All Will Fall, ex-Pig Destroyer), Mark Kloeppel (gitara, wokale; Misery Index, Cast the Stone). Materiał na Gold nagrano w osobistym studio Anselmo, które nosi nazwę Nodferatu’s Lair, tam je wcześniej złożono i udoskonalano. Chórki wokalne muzycy dogrywali na backstage’u koncertów Pantery. Po zakończeniu nagrań i sfinalizowaniu miksów pod okiem Dennisa Israela materiał został wysłany do masteringu Jensowi Bogrenowi (np. Katatonia, Opeth, Soilwork, Paradise Lost) z Fascination Street Studio w Szwecji. Efekt końcowy wbija w ziemię. Długo nie natrafiłem na album, który po wciśnięciu Play wywołałby u mnie reakcję w postaci „opadającej kopary”. Utwory są krótkie, zwarte, brutalne i maksymalnie nasączone złem. Black metal w wykonaniu Scour nastawiony jest na łamanie kości słuchaczom. Fakt, że muzycy go tworzący nie wywodzą się stricte ze sceny BM, sprawia, iż ma w sobie coś wyjątkowego i w moim uznaniu wyjątkowo brutalnego. Kompozycje uderzają wręcz z deathmetalową siłą, a Adam Jarvis ma spore pole do popisu przy często pojawiających się blastach. Hipnotyczne riffy aż się proszą o gęste, perkusyjne aranże, w czym Jarvis zawsze był dobry. Ciężko byłoby o bardziej odpowiednią osobę na stanowisku garowego Scour. Pierwsze oznaki atmosfery artyści wpuszczają gdzieś na wysokości piątego utworu, noszącego tytuł Coin, w którym Gary Holt (Slayer, Exodus) gościnnie nagrał solówkę. Zwolnień nie ma wiele, ale jak już są, to unoszą ciężar sprawiając, że płyty słucha się dobrze, bez znudzenia ciągłą kanonadą.

Płyta składa się z trzynastu naprawdę skutecznych hymnów zła, przez co album jest wyrównany, a każda z kompozycji nadawałaby się na wykorzystanie na singla. Obok świetnego Blades i Infusorium, czyli utworów wybranych do promocji płyty, stawiam na ultrabrutalny otwieracz Cross oraz na Invoke, które zaraża „przebojowym” momentem zawierającym skandowane „All Hail Satan”. Dla takich momentów jest się metalowcem i nie sposób nie wyczuć w tym czegoś zajebistego.

Z rokiem 2025 miałem zmienić podejście do wystawiania ocen – nieco surowszym recenzentem. Niestety nowy Scour zepsuł mi ten plan, bo muszę mu dać maksa. Jestem zachwycony i zarazem zniszczony tym albumem i jakoś średnio widzę szanse, by w bieżącym roku pojawiła się blackmetalowa płyta, która wywoła we mnie takie uczucia. Może i nie jestem w stanie pochwalić Anselmo za powrót „Pantery” czy poglądy polityczne, ale Scour to projekt, który udał mu się bez pudła. Jego wokale długo nie brzmiały tak potężnie, a maczał też palce w pisaniu kompozycji od strony muzycznej.

Ocena: 10/10


Przygody Philipa H. Anselmo z black metalem znane są nam wszystkim. Był Christ Inversion, Viking Crown i zapowiadający się naprawdę nieźle Eibon. Co z tego, skoro wszystko to kończyło się fiaskiem. Zatem spróbował raz jeszcze. Scour wydał trzy EP, w końcu podpisał kontrakt z niemiecką Nuclear Blast i nagrał debiutancki album Gold. I jak jest? Szczerze spodziewałem się wielkiego wow, ale jak to często bywa, byłem po prostu zbyt naiwny.

Prawie 38 minut kręci się po raz kolejny , a ja zastanawiam się, co napisać. I przyznam się bez tortur, że jest po prostu średnio, a nawet słabo. Zaczynają rzeczywiście ostro, bo Cross trzepie po uszach aż miło i przypomina mi stary dobry Dark Funeral z czasów Vobiscum Satanas i nieco Marduk z Nightwing, ale niestety im głębiej w płytę, tym gorzej. Niestety pierwszy cios okazał się tylko klapsem i niespełnioną nadzieją. Utwory coraz bardziej przypominają równą nawalankę, ale ta bardzo często nie ma nic wspólnego z black metalem, a raczej z grindcore’em i brutalnym death metalem. Gitary, i owszem, dają z siebie, ile mogą, ale cały efekt brutalności zostaje spłycony “pejzażami” melodycznymi drugiej gitary Marka Kloeppela, która plumka sobie wesoło, niczym w italo disco – jest tak np. w Hell, Invoke czy tytułowym Gold.

To prawda, że jest to debiut, ale po tak doświadczonych muzykach w składzie spodziewałem się czegoś naprawdę na poziomie. Owszem, jest to brutalne, ale z klimatem black metalu, jakkolwiek patrząc, nie ma to wiele wspólnego. Wokale Anselmo to niby rasowy skrzek, ale co chwilę gdzieś ucieka w death metalowy growl i agresywny krzyk.

Ja wiem, że chłopaki chcieli być na fali, nagrać coś na czasie i wybór padł na black metal. Może to nie fair z mojej strony i mnóstwo fanów twórczości Phila H. Anselmo się na mnie obrazi i wypnie, ale do mnie ta płyta w ogóle nie przemawia. Ot, rzetelnie nagrany i nienagannie zagrany metal. Ale niestety na tym kończy się mój obiektywizm. Brak black metalu w tym wydaniu black metalu. Wszytko to brzmi zbyt idealnie, a brzmienie zamiast, jak na black przystało, być surowe, jest puszyste i miękkie, jak rozgrzana w palcach plastelina.

Sugerowana grupa odbiorców to ta spod znaku Dark Funeral, Marduk czy Gorgoroth, jednak czy fani tych grup łykną Scour bez popitki? Szczerze wątpię. Moja osobista sugestia do Philipa: weź Ty się chłopie za koncertowanie z Pantera i z tego bierz profity, a black metal pozostaw ludziom, którzy mają choć odrobinę pojęcia na jego temat i potrafią to przekazać. Szkoda, bo wiązałem z tą płytą duże nadzieje, które okazały się płonne.

Ocena: 4/10

 


Scour na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , .