Site icon KVLT

Seventh Storm – Maledictus (2022)

Czasem po rozłamie w zespole czy odejściu muzyka powstaje coś naprawdę dobrego. Podobnego stylistycznie albo całkiem odmiennego od tego, co grali wcześniej. Tak było chociażby w przypadku ex-muzyków Sabaton, którzy założyli grupę Civil War. Przekorny los sprawił też, że rozeszły się drogi w Moonspell. Zespół opuścił wieloletni perkusista grupy, Miguel Gaspar, który od razu postanowił stworzyć nową grupę i nagrać album. I tak w 2020 roku narodziła się grupa Seventh Storm, a dwa lata później wydała swój debiut – Maledictus.

Jeszcze przed pierwszym odsłuchaniem płyty wiedziałem jedno: nie będzie to klimat Moonspell, ale na pewno jakieś małe pierwiastki brzmieniowe będą przeniesione na nową grupę. I faktycznie, coś w tym jest. Płyta Maledictus to ciekawie skomponowany metal z wyraźnymi elementami gotyku, progresywnego metalu, jak i klasycznego rocka. Oprócz Gaspara tworzą ją muzycy wywodzący się właśnie z tych gatunków i metalowego środowiska Lizbony. I jakkolwiek wymowna okładka sugerowałaby, że tematyka będzie oscylować wokół piractwa, to nie do końca tak jest. W końcu mamy tu do czynienia z zespołem z Portugalii, a ten kraj przecież przez lata był potęgą morską i żeglugę jego mieszkańcy mają we krwi. W muzyce Seventh Storm czuć zew przygody i potrzebę wypłynięcia na nieznane wody, jednak czasem ten zew zostaje przytłumiony przez nostalgię za ukochaną czy domem. Płytę rozpoczyna chwytliwy Pirate’s Curse i moja pierwsza myśl tutaj to wokal mocno kojarzący się z Davidem Draimianem z Disturbed. Selektywność brzmień jest od początku na równie dobrym poziomie. W każdym z dziewięciu utworów znajdziemy przynajmniej kilka warstw i ciekawe zmiany klimatu, jak w kalejdoskopie. Od chwytliwych zwrotek, przez heavy metalowe galopady, po gotyckie hymny i delikatne, chwytające za serce fragmenty. Z tym albumem rzeczywiście jest trochę jak z morzem. Raz spokojne, czasem delikatnie wzburzone, a kiedy indziej mamy prawdziwy sztorm (blasty grające z gitarowym riffem w Gods of Babylon brzmią iście black metalowo!). Na szczęście załoga statku wie, na co się porywa i robi to naprawdę solidnie. Zespół zadbał również, aby większość utworów była rozbudowana i zawierała w sobie maksimum treści. Mamy tu więc kompozycje trwające dobrze ponad sześć minut. Do moich absolutnych faworytów należą Saudade (na płycie pojawiają się jeszcze wersja portugalska i akustyczna tego utworu) oraz kończący płytę Haunted Sea. Obcując od czasów nastoletnich z zespołami takimi jak Kamelot czy Blind Guardian, wyczuwam tu wyraźne wpływy tych grup.

Debiutancka płyta Seventh Storm oferuje naprawdę dużo. Więcej niż oczekiwałem. Obawiam się jednak, że może żyć na rynku stosunkowo krótko. Pomimo dobrego materiału, nie wydaje mi się, żeby grupa odniosła tak duży sukces, jak Moonspell. Ale mają szansę zrobić wokół siebie przynajmniej krótki sztorm.

Ocena: 7/10

Seventh Storm na Facebooku

 

Exit mobile version