Z początku myślałem, że mam do czynienia z projektem nowym, zarówno dla mnie, jak i w ogóle. Rację miałem tylko w połowie. Wizyta na Discogs przypomniała mi, że Skinlover już znam ze splitu z FilthXCollins. A że split wspominam co najwyżej średnio, to i niespecjalnie przykładałem się do zapisania ich w pamięci.
Tym razem angielski tercet wraca niczym bumerang. I bardzo dobrze, gdyż EP-ka wydana przez Rip Roaring Shit Storm Records, Fenland Hardcore Collective i Vetala Productions dowodzi, że warto dawać drugie szanse. Nie jest długa, ma trzynaście minut, które rozkłada na sześć kawałków. I gra na tyle interesująco, by warto było wielokrotnie do nich wracać.
Jeżeli miałbym zaszufladkować muzykę Skinlover, długo bym się drapał w głowę, by w końcu wrzucić ich do wielkiego wora jako wytwór grindpodobny. To znaczy, poza grindcorem znajdziecie też wszystko to, z czym grindcore najczęściej występuje. Jest hardcore, jest powerviolence, jest i ciężki jak klimat Syberii sludge. Wszystko wymieszane mądrze i bez przesytu żadnym z elementów. Co ciekawe, EPki tej dużo lepiej słucha się jako jednej całości, niż zbioru kawałków. W ten sposób poszczególne elementy mają szansę w poszczególnych aktach wybrzmieć, nie są tylko piosenkami w różnych stylach. Bo niby można powiedzieć, że Funk to w zasadzie taki żart mieszający funk właśnie z noisegrindem, że Price ma w sobie sporo hardcore/skate punkowego klimatu, a Stab po grindcore’owym początku przynosi śmiertelny, slam/sludge’owy breakdown i wjeżdża później na muł i deprechę pokroju Primitive Man, ale lepiej posłuchać tego razem i ułożyć szerszy obraz. Wtedy okazuje się, że te wesołe powerviolence’owanie to tylko łyżka miodu w beczce dziegciu, a powykręcane dźwięki stają się jeszcze bardziej wariackie.
Nielicha w tym zasługa brzmienia. Znany i kochany HM-2 został tu wrzucony w betoniarę, skutkiem czego brzmi dużo bardziej brudno. Zniekształcenie dźwięku wpada już powoli w noise, przytłumiona perkusja i łomoczący bas tylko dodają siły kolejnym ciosom. Do tego zdarty wokal, tona sprzężeń i gruzu.
Szkoda, że Skinlover nie trwa dłużej. Te trzynaście minut mija zdecydowanie zbyt szybko, robi też smaku na kolejne abominacje tria. W moich oczach wskoczyli do czołówki świeżej i wartej uwagi ekstremy z Wysp.
Ocena: 8/10
- Ayyur – „The Lunatic Creature” (2018) - 13 lipca 2019
- Psychopathic – „Phases” (2018) - 6 lipca 2019
- Himura – „Exterminio” (2016) - 30 czerwca 2019

