Soen – „Memorial” (2023)

Są zespoły, których twórczość potrafi zauroczyć słuchacza od pierwszego usłyszenia. Takie grupy potrafią za pomocą tylko sobie znanych patentów łączyć światło i mrok, ciężkie gitary z subtelnymi wstawkami klawiszy oraz emocjonalnym wokalem. Metalową energię i delikatność zestawiają w taki sposób, że człowiek słucha z zapartym tchem dotychczasowych dokonań i z niecierpliwością czeka na kolejne. Jednym z takich zespołów w mojej ocenie jest wywodząca się ze Szwecji (chociaż na przestrzeni lat mająca w składzie międzynarodowych muzyków) grupa Soen, która w tym roku uraczyła nas swym szóstym albumem zatytułowanym Memorial.

Soen nie próżnuje i po trzynastu latach obecności na rynku muzycznym wydaje płyty z wręcz aptekarską regularnością. Każda z nich przynosi coś ciekawego, pomimo że grupa obraca się cały czas w progresywno-rockowych i progresywno-metalowych klimatach. Przede wszystkim wyraźna (a czasem wręcz popowa) chwytliwość muzyczna, która stała się już trochę znakiem rozpoznawczym zespołu chociażby przez szorstki, aczkolwiek bardzo melodyjny głos wokalisty, Joela Ekelöfa. Na Memorial dostajemy potężne uderzenie w postaci Sincere i Unbreakable. Głowa od razu skłania się do machania przy ciężkich gitarach, a oczy zamykają się podczas wzniosłych refrenów i spokojniejszych fragmentów. U Soen już od pierwszego albumu doceniam również to, czego zawsze szukam w muzyce, czyli tajemnicę i intymność, kiedy artysta wchodzi w bardzo personalną interakcję ze słuchaczem i swoją twórczością wpływa na to, jak odbiorca czuje się w danym momencie. Muzyka grupy ze Szwecji daje taki ogrom emocji, że w odpowiednim momencie wzrusza, intryguje, wprawia w nostalgię i wywołuje uśmiech. Istny kalejdoskop uczuć. W utworze Violence, który rozpoczyna się drapieżnym riffem, bardzo szybko dostajemy dużą dozę spokoju i magii. Rzeczy, jakie dzieją się chociażby w Hollowed – przepięknym, świetlistym hymnem z gitarami akustycznymi, mocno inspirowanymi Johnnym Cashem i Neilem Youngiem – są jedyne w swoim rodzaju. Tutaj duet Joela z wokalistką Elisą Toffoli ma w sobie również coś z najlepszych musicali. Brzmi to bardzo romantycznie i przy takiej rockowej balladzie ma się ochotę wyciągnąć w górę dłoń z zapalniczką. Całą, składającą się z dziesięciu utworów płytę kończy ballada Vitals, która swym klimatem zabiera nas do małej, niepozornej knajpki, gdzie przed ustawionymi w półmroku stolikami i unoszącym się dymem na niewielkiej scenie występuje zespół dostarczający piękne dźwięki prosto do naszych serc.

Muzyka Soen mocno oddziałuje na wyobraźnię i jest jednocześnie bardzo przystępna w swym rockowo-metalowym przekazie. Muzycy wypracowali taki system, aby całość była jak najbardziej czytelna i chwytliwa, a słuchacz nie wpadał w niepotrzebne „zapchajdziury”. Wszystkie piosenki są dzięki temu bardzo skondensowane, ale zawierające wszystko, czego potrzeba. Na dobrą sprawę pokusiłbym się też o stwierdzenie, że muzyka Soen nadaje się do każdej komercyjnej stacji radiowej. Myślę, że spokojnie również tam znaleźliby nowych fanów.

Memorial udowadnia, że grupa ma swój absolutny „prime time”, o czym świadczą też trasy koncertowe po największych festiwalach oraz klubach. Będę słuchał tej płyty z przyjemnością jeszcze wielokrotnie, do czego Was także zachęcam.

Ocena: 9/10

Michał Drab
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .