South of No North – „Phagocity” (2020)

South of No North to wydany w 1973 roku zbiór opowiadań autorstwa Charlesa Bukowskiego, które doczekały się także swojej premiery na Broadwayu. Jaki to ma związek z metalem? A no taki, iż trójka metalowców ze słonecznej Italii postanowiła pod taką nazwą spróbować swojej przygody z graniem. Zespołowi jak do tej pory udało się wydać Ep z 2017 o tytule Stubborn, a następnie w roku ubiegłym debiutancki album Phagocity, nakładem Cult of Parthenope.

Album z miejsca wizualnie przyciąga uwagę. Robiąc research, natrafiłem na określenia muzyczne kierujące band w stronę groove metalu – i tak jest w rzeczywistości, choć w moim uznaniu, by lepiej określić styl Włochów, przykleiłbym ich dzieła do tak zwanego New Wave of American Heavy Metal. Tym mianem nazwano kapele pokroju Lamb of God, Devildriver, Chimaira czy nawet Unearth, gdy na początku lat 00. uderzyły w nas w pełnej, nieokrzesanej, gniewnej przemocy. Podczas mojego badania w pierwszej kolejności odsłuchałem utwór Indie Ass, gdzie zespół zdecydował się zagłębić w mocno southernowe klimaty i wykorzystał dźwięki harmonijki ustnej. Połączenie to okazało się intrygujące i dosyć dobrze wspólnie zagrało. Jak się okazało potem, ten kawałek jest najjaśniejszym punktem albumu i jakby jedynym przejawiającym jakąś oryginalność. Phagocity po kilku próbach okazało się dla mnie poważnym bólem tyłka i muszę przyznać, że długo nie trafiłem na album, który by mnie aż tak zniechęcał. Kompozycje zawarte na płycie są boleśnie odtwórcze, kwadratowe i męczące. Muzycy mają nieziemski talent do tworzenia riffów, które zamiast łamać kości męczą bułę, nużą. Wokalista wydaje z siebie bardzo zróżnicowane odgłosy, ale jak dla mnie kompletnie pozbawione mocy, mam wrażenie, że nie krzyczy, a niemal deklamuje, co przy takiej muzie jest dla mnie niedopuszczalne. Jak dla mnie grove, metalcore czy wreszcie N.W.O.A.H.M powinny cechować nakłady cudownej energii i dynamiki, czego na Phagocity nie uświadczymy.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że słychać, iż muzycy mają umiejętności, ale coś leży na poziomie komponowania. Może to nie był jeszcze czas na pełny krążek, może za mało skład ma za sobą koncertów, albo zbyt wiele osób klepie ich po plecach zamiast poddać konstruktywnej krytyce. Nie wiem. Dla mnie niestety South of No North 2020 A.D jeszcze ma wiele do udoskonalenia i jeżeli chce stać się znaczącym trybikiem metalowej maszyny, będzie musiał nagrać znacznie ciekawszą muzykę od debiutu.

Ocena: 2/10

South of No North na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .