Suffering Souls to niemiecki jednoosobowy projekt, stworzony przez niejakiego Lorda Esgarotha jeszcze w ubiegłym wieku. Projekt ten prezentuje black metal w odmianie symfonicznej i do tego w wersji raw. A żeby było jeszcze ciekawiej, ta surowość jest miejscami tak prosta, że aż odpycha. Przynajmniej na początku. Brzmi ciekawie?
True Godfucking Soulblight to wydana w zeszłym roku nakładem Schwarzdorn Productions kompilacja trwająca nieco ponad trzy kwadranse i zawierająca zasadniczo utwory z początków istnienia projektu (demo When Silance Cries Etarnally oraz Cries of Silence), jednego kawałka z późniejszego okresu działalności (The Throne Unite Dimensions) oraz trzech utworów nie publikowanych do tej pory (The Source of Blasphemy, Dark Angels from the Funeral Abyss oraz Punishment for the Believe to the Christianity tutaj zaprezentowany w wersji live).
Początek płyty szokuje tak, że prawie wyłączyłem odtwarzacz i zacząłem pisać, że twórczość imć Lorda nie jest warta złamanego grosza. Z każdą jednak sekundą szok przechodził w zaciekawienie, a miejscami wręcz w osłupienie. Pierwsze utwory z kompilacji to co do zasady zawartość demówki z roku 1998. Muzyka odznacza się szokującą wręcz surowością, makabrycznym brudem gitar i okropnym brzmieniem perkusji, przypominającym dokonania osiedlowych smarkaczy na kuchennych garnkach mamy. A dla okrasy klawisze są tak tandetne, że aż się człowiek zaczyna moczyć. O słodki Jezusie w morelach, co to jest za chory wytwór jakiejś niewyobrażalnie wypaczonej wyobraźni. Mimo to, całość, choć asłuchalna ,przyciąga tą ohydą bardziej niż wymuskane produkcje Behemotha czy Dimmu Borgira. Posłuchajcie chociaż Into the Cryptic Forest of Enchantment. No przecie to jest majstersztyk!
Dalsza część płyty to zawartość EPki z roku 1999. I choć surowizna pozostaje niemal bez zmian, to kawałki okraszone są dodatkowo sążnistą dawką klawiszy rodem z horrorów z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Taki na przykład Ad Noctum czy następujący po nim Cries of Silence. Miód i malina. Te kawałki są tak samo niesamowite jak okropne. Słyszeliście gdzieś taką gitarę jak na wspomnianym Cries of Silence? Tym samym choć pierwsze cztery utwory na tej kompilacji wprawiły mnie w osłupienie, to kolejne trzy zszokowały mnie do kwadratu. Tego, co wymyślił autor tej muzyki, słowami opisać się nie da. Porównać do niczego nie da się także. W ogóle ciężko sobie wyobrazić taką wersję black metalu. Tego trzeba posłuchać.
Kolejne dwa utwory pozostają w klimacie EPkowym, tyle że stopień uczesania wzrasta z poziomu totalnego chaosu do totalnego chaosu z jednym jasnym światełkiem pośrodku. Album zamyka utwór koncertowy, który jest już tak brudny i ohydny, że tylko szok towarzyszący odsłuchowi jest przyczyną tego, że słuchacz zamiera w bezruchu i nie wyłącza płyty.
Ta płyta szokuje tak bardzo, że ciężko o niej powiedzieć cokolwiek jednoznacznego. Ten krążek fascynuje i odrzuca jednocześnie. Zachwyca i budzi obrzydzenie. Zniechęca i zachęca do dalszego odkrywania twórczości Suffering Souls. Ale wiecie co? Jeśli chodzi o taki prawdziwy, pierwotny i oryginalny black metal – to jest chyba właśnie jego esencja.
Suffering Souls na Fecebooku
Suffering Souls w Encyklopedii Metalu
Ocena: 9/10
- Mysthicon – „Bieśń” (2025) - 28 sierpnia 2025
- Sombre Figures – “Streams of Decay” (2021) - 15 lutego 2022
- Nigrum Tenebris – “I am the Serpent” (2021) - 14 lutego 2022
Tagi: 2020, black metal, niemiecki black metal, recenzja, Schwarzdorn Productions, Suffering Souls, True Godfucking Soulblight.






