Taor Belkor – „Unnamed Lands” (2021)

Do Śródziemia zawsze miło powrócić, spotkać starych przyjaciół, posłuchać przy kominku opowieści o dawnych czasach. Książki J.R.R. Tolkiena są niewyczerpanym źródłem inspiracji – jak się okazuje, także dla polskiego, jednoosobowego projektu Taor Belkor. Po kilku udanych, cudownie stereotypowych próbach zmierzenia się z dungeon-synthową materią, przyszedł czas na muzyczne nawiązania do Silmarillionu Tolkiena. Jak stojący za tym projektem Jacek Kolber zdradza, punktem wyjścia były tu klasyczne ilustracje Teda Nasmitha.

Wzniosła, epicka forma narracji mitów oksfordzkiego profesora w naturalny sposób otwiera wyobraźnię na baśniowe pejzaże i dostarcza tematów do niezliczonych, także muzycznych, nawiązań. Dungeon synth z całą gamą retro pomysłów, nadaje się świetnie do opisów światów fantasy, tyle że w mniej epicko-bitewnym wydaniu, niż robią to choćby power metalowe bandy. Taor Belkor korzysta z możliwości stylu, świadomy jednak pewnych oczywistych ograniczeń.

Na Unnamed Lands mamy zatem do czynienia z muzycznymi impresjami, które stawiają na klimat. Z racji doboru staroświeckich, syntezatorowych środków, pula przywoływanych pomysłów i rozwiązań nie jest zbyt szeroka, ale nie można walczyć z programowymi założeniami. Albo akceptuje się konwencję, albo ją odrzuca. Ostatecznym miernikiem jakości jest umiejętne przywoływanie konkretnej atmosfery. A tego Taor Belkor odmówić nie można.

Szczęśliwie Jacek szuka nie tylko stereotypowych rozwiązań. Owszem, mamy tu bardzo przewidywalne (to nie zarzut!) dla dungeon synthu kompozycje, kojarzące się naturalnie ze ścieżkami dźwiękowymi do starych gier RPG (Wizard Goes On). Okraszony klawiszowymi chórami Storm Over Magic Valley nawiązuje wręcz do pierwszych albumów Mortiisa. Ale znajdziemy na albumie też pewne interesujące „skoki w bok”. Przykładem dość pogodna, pastelowa w swych muzycznych barwach krótka kompozycja Sunflowers. Do tego dochodzi senne, ale mroczne w wyrazie i pełne klimatu Short Tale About Burial Mounds i Silver And Gold Leaves. Bywa wzniośle, ale zdarzają się też niepokojące tony. Unnamed Lands to podniosłe wspomnienie dawnych bohaterów, profetyczne spojrzenie na zbliżający się cień, a przede wszystkim album ten stanowi bramę do never-never landu.

Miłośnicy syntezatorowych retro plam w klimatach fantasy muszą sprawdzić propozycję Taor Belkor. Zapewne nieprzekonani do tego stylu pozostaną niewzruszeni. Z założenia jednak to muzyka dla pewnej niszy, która leży za siedmioma górami, siedmioma morzami, gdzieś w cieniu smukłej wieży złego maga. Przy całej jednak przewidywalności muzyki, chłonąc dźwięki z Unnamed Lands, odruchowo zerkałem na półkę z zakurzonymi podręcznikami do gry Dungeons & Dragons. Wyruszyć ku przygodzie i zapomnianym krainom. O to w tym wszystkim głównie chodzi. Dołączacie do drużyny?

ocena: 7/10

 

Oficjalna strona na Facebooku

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , .