The Browning – “Isolation” (2016)

  •  
  •  
  •  
  •  

Znacie zespoły, które przez całą swoją dyskografię wciąż i wciąż nagrywają ten sam album? Znacie, każdy zna co najmniej kilka takich projektów. The Browning to jeden z nich. I choć może nie dorównuje stażem i dyskografią takiemu Kalmah czy AC/DC, to tendencję wykazują identyczną. Isolation jest trzecim pełnoprawnym krążkiem ekipy z jUeS. Jest duża szansa, że większość czytelników w życiu tej nazwy nie słyszała. Nic w tym dziwnego, metalcore/deathcore pomieszany z elektroniką ciężko byłoby określić jako “kvlt”. Jednak, jako że dwie poprzednie utknęły mi w bańce przez dość długi czas, to i za nową ochoczo się zabrałem. Spinefarm Records zresztą też.

Na początku postawmy tezę: The Browning gra piosenki. Nie utwory, ale właśnie piosenki, które traktują o dupie Maryni i służą do tego, żeby przyjemnie się ich słuchało. Idealne na koncert czy może wolny dzień, za to całkowicie nienadające się do jakichkolwiek analiz. To ma tylko i wyłącznie dobrze brzmieć. Cieszę się mogąc stwierdzić, że po raz kolejny się udało. Numery są proste jak konstrukcja cepa i chwytliwe. I mimo, że każdy z nich jest w sumie taki sam, to jednak elektronika czyni je rozpoznawalnymi. Zresztą, gdyby nie ona, The Browning grałoby całkowicie niesłuchalnie. To właśnie elektro jest podstawą numerów, a binarne riffy (choć muszę przyznać, że jest jednak mniej binarnie niż na wcześniejszych krążkach), w 70% będące po prostu breakdownami, służą za element wzmacniający. Typy elektronicznych dźwięków są różne. Znajdziecie ścieżki pasujące do electro (Pure Evil, Isolation), znajdziecie smaczki a’la symfonika (chóry na Hex, pianino na Fallout), trafiają się klimaty współczesnego popu i hip-hopu (Disconnect, Dragon). Jedne ścieżki spodobają się wam bardziej, inne mniej, normalna rzecz przy rozpiętości, jaka jest tu. Ja osobiście mogę katować cały dzień Isolation i Fallout. Głównie przez refreny. Refreny to to, co The Browning wychodzi najlepiej.

Oczywiście na płycie pojawiają się te same bolączki, co na poprzednich. Znowu traficie na brzydkie powtarzanie tych samych motywów. Najbardziej boli to chyba w przypadku Pure Evil, które jakoś w połowie zaczyna się po prostu od początku. Także przesłuchanie całej Isolation na raz może być problematyczne. Czterdzieści cztery minuty to nie tak długo, monotonia jednak się wdziera. Tak więc pierwsze trzy kawałki brzmią bardzo dobrze, dwa kolejne całkiem słuchalnie, a potem zaczynasz się nudzić i rzucasz to w cholerę. Ekipa próbuje niby dodawać smaczki deathcore’owe, ale poza Cynica i Phantom Dancer ich nie znalazłem. Aha, jest jeszcze popowy Cryosleep. Na tyle popowy, że uznaję go za pop na ciut innym instrumentarium.

Jest jednak nadzieja. Może i Isolation to jest w to samo, co na Hypernova i Burn This World, ale jest to wyraźnie lepsze. Piosenki są po prostu przyjemniejsze, lepiej zrobione, znużenie wspomniane w powyższym akapicie następuje po piątym strzale, a nie trzecim i tak dalej. W związku z tym można uznać tą płytę za spatchowaną, lepszą wersję poprzednich. Taki nowy iPhone, niby identyczny, ale ma więcej bajerów.

Jeżeli chodzi o produkcje to jest bardzo dobra. Zresztą, czego się spodziewaliście po wymieszaniu elektroniki z metalcorem.

Koniec końców, jestem z tej płyty w sumie zadowolony. Jeżeli lubisz The Browning albo electrocore to ty też będziesz. Z odpowiednim podejściem Isolation może być świetną rozrywką. Ja bardzo chciałbym usłyszeć ją na żywo.

Ocena: 8,5/10

Kapitan Bajeczny
Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , , .