Baroness: „Muzyka jest wspólnym świętowaniem”

Przed warszawskim koncertem Baroness udało mi się złapać Sebastiana Thomsona i pogadać z nim przy rozpuszczalnej kawie, której zresztą nie znosi. Na szczęście nie wpłynęło to na jego odpowiedzi i mogłem dowiedzieć się jak to jest dołączyć do zespołu z historią taką jak Baroness, jaki wymiar ma dla nich nowy album i o co chodzi w zamykającym utworze.

Baroness Interview In English

 

Wydaje mi się, że można pokusić się o stwierdzenie, że wciąż jesteś nowym członkiem Baroness – choć grasz z nimi już trzy lata, to Purple jest pierwszym albumem, który razem nagraliście. Cofnijmy się więc trochę i opowiedz mi jak udało Ci się dołączyć do składu?

Sebastian: Po tym jak Allen [Blickle – poprzedni perkusista Baroness] odszedł z zespołu po wypadku, wielu perkusistów było zainteresowanych graniem z nimi – nawet dlatego, że Baroness miało już wtedy całkiem niezły status w świecie hard rocka. Wydaje mi się jednak, że całe poszukiwanie nowego członka zespołu nie było jakoś szerzej ogłoszone. Ja sam poznałem Baroness dzięki swojemu bratu, który jest wielkim fanem i puszczał mi ich płyty mówiąc, że muszę koniecznie posłuchać. Choć nie znałem Johna [Baizley – wokalistę i gitarzystę zespołu] wcześniej, to wiem że rozmawiał ze znajomymi perkusistami, którzy są też moimi znajomymi, o poszukiwaniu perkusisty. John nie chciał przeprowadzać przesłuchania z dwudziestoma czy trzydziestoma perkusistami, sesyjnymi gościami, którzy umieją tylko szybko grać na perkusji. Zamiast tego szukał kogoś, kto był już częścią sceny, nagrywał albumy, a i najlepiej był znajomym znajomego. Więc jego przyjaciele powiedzieli mu „Hej, kojarzysz może Seba. Trans Am [zespół w którym Sebastian gra na perkusji] ma teraz przestój, gość na pewno ma czas, zadzwoń do niego” skorzystał z tej rady i gadaliśmy wtedy przez jakieś dwie godziny. Potem nauczyłem się ośmiu utworów z ich wcześniejszych płyt i pojechałem do Filadelfii, gdzie grałem z Johnem, a potem Johnem i Petem [Adams – gitarzysta i wokalista zespołu] i za każdym razem ich reakcją było „Ok. To brzmi nieźle”. Nie było żadnej dramatycznej rozmowy ani nic w tym stylu. W sumie trochę śmiesznie, bo nigdy nie posadzili mnie i nie spytali „To jak chcesz z nami grać? Dla nas oznacza to bla bla bla”, po prostu graliśmy przez dwa dni i powiedzieli „Ok super. Za dwa miesiące mamy trasę”, więc raczej musiałem się domyślić, że jestem już członkiem zespołu [śmiech]

Więc poznałeś Baroness dzięki swojemu bratu. Widziałeś ich może kiedykolwiek na żywo zanim dołączyłeś do składu?

Sebastian: Niestety nie widziałem ich wcześniej na żywo. Za to mój brat poznał ich właśnie dzięki koncertowi. Obydwaj jesteśmy fanami Meshuggah i Baroness otwierało któryś z koncertów, na którym właśnie udało mu się być. Polubił ich muzykę, został fanem i pięć miesięcy później jak usłyszał ode mnie, że będę grał z Baroness jego pierwszą reakcją było „WHAT THE FUCK?” [śmiech]

Przed dołączeniem do Baroness byłeś znany z grania stosunkowo innej muzyki, nawet Twój solowy projekt jest muzyką elektroniczną. Czy pisanie wraz z zespołem muzyki na Purple było dla Ciebie wyzwaniem?

Sebastian: Wydaje mi się, że na początku dla każdego z nas wyzwaniem było nauczenie się jak tworzyć wspólnie muzykę. Wiesz, uczenie się całych utworów jest proste – musisz trochę poćwiczyć, mieć dobre brzmienie i odpowiednio wczuć się na scenie. Całkiem proste co nie? Trudno zaczyna być dopiero wtedy, gdy trzeba nauczyć się wspólnie pisać utwory. Gdy zaczęliśmy prace nad Purple wszystko było strasznie chaotyczne, cztery osoby sugerujące kompletnie różne pomysły? Dokładnie jak w tym powiedzeniu, gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść, czy coś w tym stylu. Więc podzieliśmy się – ja pracowałem z Johnem nad riffami i groovem, potem John i Nick [Jost basista i klawiszowiec zespołu] dodawali od siebie jakieś progresje akordów, następnie John i Pete dopracowywali gitary, a na koniec spotykaliśmy się, zbieraliśmy to wszystko razem i wyłaniał się z tego kompletny utwór. Z poprzednimi zespołami dopracowywaliśmy utwory już w samym studiu nagraniowym, więc jak słuchasz danego utworu, to jest to zapewne jakiś trzeci raz, gdy gram go w całości. Całkiem fajne było dla odmiany nagrać album będąc kompletnie przygotowanym. Wtedy nie denerwujesz się tak bardzo graniem, bo już wiesz jak to powinno brzmieć i masz sporo czasu, aby daną partię zagrać jeszcze inaczej jako eksperyment czy dodatek. Tak, to było fajne.

Baroness zdjęcie zespołu 2

Kiedy zaczynałem słuchać waszego najnowszego albumu byłem trochę zaskoczony, że muzyka na Purple jest celebracją chwili i dźwięku. Patrząc na to, że za Johnem i Petem nadal ciągną się konsekwencje wypadku czy nie pojawił się nigdy pomysł, aby ta płyta była raczej oddaniem bólu? Black zamiast Purple.

Sebastian: Myślę, że można na to patrzeć z dwóch stron. Teksty są całkiem mroczne, ale muzyka sama w sobie jest celebracją. Nawet dlatego, że udało nam się na nowo stworzyć zespół i nagrać album i… Ok, to co dalej powiem chyba skomplikuje całość jeszcze bardziej. Dla mnie i Nicka ten album był przepełniony radością, bo to była nasza pierwsza szansa na pisanie muzyki z Baroness, co było ekscytujące. Dla Johna i Pete’a wypadek był wielką przeszkodą na drodze, którą obrali z Baroness i byli strasznie sfrustrowani i zniecierpliwieni tym wszystkim. Bo wiesz – byli w środku trasy promującej Yellow & Green i potem [Sebastian strzela palcami] wszystko zostało ot tak przerwane, zespół niemalże się rozpadł i różne gówno wydarzyło się po drodze. Wydaje mi się więc, że cieszyli się mogąc wrócić do normalnego grania. Muzyka jest takim naszym wspólnym świętowaniem tego wszystkiego, ale same teksty są przesiąknięte smutkiem i dotyczą głównie psychicznych, emocjonalnych i społecznych konsekwencjach wypadku, których doświadczył John. Wiesz… jego noga i ramię wciąż są w kurewsko złym stanie i nadal doświadcza bólu nerwowego po operacjach. Więc na nowym albumie zdecydowanie jest pewna dychotomia pomiędzy muzyką i tekstami.

Ale wciąż wydaje mi się, że jeśli Purple posłucha ktoś kto nie rozumie angielskiego albo nie zwraca uwagi na teksty…

Sebastian: Tak, wiem co masz na myśli. Sam tak naprawdę nie jestem wielkim maniakiem tekstów, dla mnie wokale to głównie melodia. Szczerze mówiąc, to w większości rockowych utworów teksty nie są zbyt dobre i zwyczajnie przyzwyczaiłem się do tego, że nie warto zwracać na nie uwagi. Choć z drugiej strony John poświęca naprawdę dużo czasu na wybór odpowiednich słów i to od razu da się odczuć. Ale masz kompletną słuszność – jeśli nie mówisz po angielsku, to cały album będzie brzmieć jak wielkie „Fuck yeah!”.

Ostatnio w zasadzie w każdym wywiadzie z zespołem od jednej czwartej aż do połowy całej rozmowy jest poświęcone na temat wypadku zespołu z 2012 r. Myślisz, że John i Pete są już powoli tym zmęczeni?

Sebastian: Zdecydowanie, wydaje mi się, że są już tym zwyczajnie znudzeni. Bo jasne to było coś dużego, ogromna część historii zespołu… Ale ile razy można opowiadać tę samą historię? Są już tym wszystkim zmęczeni. Ja też uważam, że ważniejsza obecnie jest nasza muzyka, bo to przecież wciąż Baroness, może trochę inne, ale choć coś wydarzyło się po drodze, to zespół wrócił, racja?

A myślisz może, że ciągłe wałkowanie tego tematu przez dziennikarzy i fakt, że John i Pete musieli mówić o tym samym raz po raz miał dla nich jakikolwiek terapeutyczny efekt? Mogli sobie to jakoś ułożyć w głowie i pogodzić się z tym.

Sebastian: Myślę, że mówienie o takich rzeczach może na początku pomóc, ale tak naprawdę to zależy od tego jaką jesteś osobą. Nie wydaje mi się, aby oni właśnie tacy byli. Wiem na pewno, że ja taki jestem – gdy mnie coś wkurzy to gadam po prostu o tym z barmanem, rozmawiam z nieznajomych i to mi pomaga. Nie wiem czy oni mają tak samo, myślę że są jednak bardziej skryci niż ja. Wiem za to na pewno, że w tym momencie woleliby już gadać o samej muzyce albo przyszłości zespołu.

Baroness zdjęcie zespołu 3

W większości wywiadów z Baroness pada stwierdzenie, że każdy nowy album jest w zasadzie różny od poprzedniego. Skoro jesteś już całkiem nieźle zapoznany z wcześniejszym materiałem od Baroness, to co Twoim zdaniem jest nowego na Purple?

Sebastian:Muzycznie na pewno ja i Nick wiele dodaliśmy albo pozmienialiśmy w dotychczasowej formule zespołu. Allen jest świetnym perkusistą, ale podczas gdy on gra dość ciężko, to ja gram w trochę bardziej szalony sposób. Więc to na pewno jedna ze zmian, a i Nick ze względu na to, że gra też na pianinie dodał kilka naprawdę niezłych progresji akordów i zmienił brzmienie całości. Ale myślę, że tak ogólnie patrząc, to co zmieniło się najbardziej to… Sam zobacz – jak posłuchasz najwcześniejszych rzeczy od Baroness ich EPek i Red, to całość jest prawie math rockiem. Utwory opierają się na riffach, co chwila mamy różne podziały rytmiczne i zmienny beat. Wydaje mi się, że już na Blue i zdecydowanie na Yellow & Green zespół rozpoczął pisanie piosenek ze zwrotkami i refrenami oraz melodyjnymi wokalami zamiast krzyku. Więc… Myślę, że to co osiągnęliśmy na Purple to swego rodzaju połączenie agresji z wcześniejszych płyt z tworzeniem kawałków w stylu nowego Baroness. Wykorzystaliśmy ponownie energię, przestery i ciężar z starszego materiału, którego moim zdaniem trochę zabrakło na Yellow & Green.

Wydaje mi się, że piosenki na Yellow & Green były zredukowane do riffu lub melodii, podczas gdy muzyka na Purple jest bardziej wielowarstwowa.

Sebastian: Nawet dosłownie wielowarstwowa. Na tym albumie jest tyle gitar i rzeczy dziejących się na raz, że niekiedy sam się zastanawiam jak udało się to ogarnąć.

Czy postrzegasz Baroness jako spójny projekt artystyczny, w którym muzyka, teksty i okładki wzajemnie się uzupełniają?

Sebastian: Zdecydowanie. Dlatego też dobrze mieć ze sobą Johna w zespole, bo kompletnie mu ufamy w tych kwestiach. Ja sam jestem osobą nieznoszącą sprzeciwu i cholernie upartą i gram na bębnach tak jak ja chcę i nigdy nie zagram partii, które mi się nie podobają nawet, gdy w studiu panuje demokratyczna atmosfera. Kiedy jednak chodzi o oprawę graficzną płyt i teksty zostawiam to Johnowi. Jest w tym naprawdę dobry i kompletnie mu w tym ufam. Nasi fani też to wszystko postrzegają jako bardzo spójny projekt, co zresztą wiąże się z małym minusem. Mamy kilku przyjaciół, którzy też są artystami i tworzą dla nas grafiki jak na przykład mój kumpel Marald (Van Hasstern), który pracował nad grafikami do Purple i kilkoma plakatami dla nas, które moim zdaniem wyszły mu naprawdę świetnie. Fani natomiast po koncertach nie zwracają na nie uwagi, bo jedynie chcą prace Johna Baizley. Dla nich po prostu nie da się tego rozdzielić.

Czemu wybraliście Purple jako tytuł dla nowego albumu? Niektórzy ludzie szukają powodu w tym, że to połączenie czerwonego i niebieskiego znanego z waszych wcześniejszych płyt. Z drugiej strony album równie dobrze mógłby nazywać się Orange, bo ma pewne elementy z czerwonego i żółtego albumu.

Sebastian: Z tego co wiem, to cały ten pomysł z kolorami na początku miał być wyzwaniem dla samego zespołu. John odpowiadał za oprawę graficzną, chodził do akademii plastycznej i ogólnie jest wzrokowcem i kiedy jeszcze nie było mnie w zespole powiedział do innych „Słuchajcie jeśli nagramy wystarczająco dużo albumów i zdecydujemy się na te kolory, to nasze płyty będą potem naprawdę nieźle się prezentować na półce. Zobaczmy czy możemy to zrobić.” Więc był Red, Blue, Yellow & Green a kiedy zaczęliśmy już pracować nad Purple stwierdziliśmy, że nie będziemy tego dalej ciągnąć. I pasowało nam to. Jednak potem przez jakieś dwa czy trzy miesiące wysyłaliśmy do siebie nawzajem smsy z własnymi pomysłami na nazwę dla tego albumu, ale nikomu się one nie podobały [śmiech]. Doszliśmy więc do momentu, gdy musieliśmy sobie powiedzieć „Nie ma kurwa wyjścia. Wracamy do kolorów” [śmiech]. Fajne jest też to, że gdy mówi się o kolorze fioletowym, to ludzie od razu myślą o sinikach, co patrząc na teksty na tym albumie całkiem pasowałoby do całości. Mi podoba się idea Purple, bo fiolet nie jest sam w sobie kolorem a jedynie światłem o określonej długości, a twój mózg uzyskuje go z połączenia czerwonego i niebieskiego światła, co myślę, że jest całkiem fajne.

Baroness-Purple-Album cover 2016

Skoro mówimy już o samej oprawie – czy John wyjaśnił wam w ogóle znaczenie symboli użytych na okładce Purple?

Sebastian: Tak i mówiąc szczerze wolałbym o tym nie mówić, bo najczęściej dotyczy to albo niego samego albo członków zespołu. Nic złego, a jedynie małe rzeczy mające symbolizować innych ludzi oraz rzeczy, które mu się przydarzyły. Dla przykładu – kiedy był w szpitalu w Anglii za oknem widział jastrzębia, który cały czas krążył w przestworzach i dlatego mamy jastrzębie na okładce albumu. Są one dla niego symbolem tego czasu, gdy on leżał w szpitalnym łóżku nie mogąc się podnieść i wyglądał za okno widząc te wolne ptaki.

Jeden z waszych fanów na Youtube wyśledził, że utwór „Crossroad Of Inifinity” nawiązuje bezpośrednio do jednego z kadrów komiksu Fantastyczna Czwórka z 1966 r. narysowanego przez Jacka Kirbyego. W oryginale cały cytat to “I’ve done it!! I’m drifting into the world of limitless dimensions!! It’s the crossroads of infinity – the junction to everywhere.” („Udało mi się! Dryfuję wprost w świat bezgranicznych wymiarów. To rozdroże nieskończoności – złącze wszystkiego”) Czemu zdecydowaliście się na takie zakończenie albumu?

Sebastian: Tak naprawdę, to po prostu mieliśmy dziewięć utworów, a że Johnowi podoba się idea dziesięciu utworów na album, więc zdecydowaliśmy się na dodanie dodatkowego utworu. Jak w erze winyli, gdzie mieliśmy pięć i pięć utworów, co jest dla nas czymś normalnym. Tekst w tym utworze czyta córka Johna, która jest fanką komiksów i pomyśleliśmy, że takie zakończenie albumu będzie dziwne, fajne i zabawne. Więc wstawiliśmy na koniec ten smaczek.

Dzięki za wywiad i czas, który na niego poświęciłeś.

Zdjęcia Baroness pochodzą z materiałów promocyjnych nadesłanych przez zespół..

Z zespołem rozmawiał – Naird

Piotr

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , .