Norweskie Shining jest jednym z najbardziej niepowtarzalnych zespołów we współczesnym metalu. W związku z wydaniem najnowszego albumu International Blackjazz Society Jørgen Munkeby odpowiedział na kilka moich pytań, opowiedział dokładnie o wszystkich utworach i wyjaśnił czemu artystyczna zmiana w przypadku Shining jest nieunikniona.
Wydaniu International Blackjazz Society towarzyszyła promocja strony http://blackjazzsociety.org, na której International Blackjazz Society (Międzynarodowa Społeczność Blackjazzu) przedstawiano jako ruch jednoczący osoby, które wyznają ideę pracy „For Excellence” („ku doskonałości”). Choć na stronie znajduje się sekcja, gdzie możemy odnaleźć motto oraz cele i wytyczne, zastanawiam się czy wasz najnowszy album może być interpretowany w kategoriach artystycznego manifestu stanowiącego centrum tej społeczności. Refren z Last Day (Don’t fucking tell me what to play/I’ll always disobey/Until my last day/I’ll go my own way – Nie pierdol mi co mam grać/Zawsze się sprzeciwię/Aż po moje ostatnie dni/Będę podążał swoją ścieżką) czy kilka zdań rozsianych po całym albumie (np. w Last Stand – Staying the same that’s, that’s what I fear – Pozostawać taki sam to jest, to jest to czego się obawiam) sprawiły, że zastanawiam się czy ideą stojącą za tym albumem nie jest właśnie pokazanie na czym polega Shining. Czy trochę poleciałem z interpretacją?
Jørgen: Myślę, że w Shining zawsze chodziło o to, żeby podążać swoją własną ścieżką jak i pracować „ku doskonałości”. Wraz z upływem lat stawało się to dla mnie coraz bardziej jasne, szczególnie gdy ludzie zaczęli dawać nam znać, czego od nas oczekują i jak wyobrażają sobie dalsze dokonania zespołu. Niektórzy chcieliby, abyśmy skopiowali Blackjazz z 2010, inni chcą, żebyśmy wciąż i wciąż się zmieniali, a są i tacy, którzy nawet chcieliby, abyśmy cofnęli się do tego, co robiliśmy przed nadejściem Blackjazz. Przez to wszystko niekiedy czuję potrzebę zapewnienia samego siebie i wszystkich wokół, że jedyną rzeczą która ma znaczenie jest, to co my sami chcemy realizować w zespole. To jest jedyny czynnik, który ma wpływ na ostateczny charakter naszej muzyki. Poza tym, niezwykle podoba nam się idea International Blackjazz Society jako formy zrzeszenia wielu świetnych artystów i zespołów z całego świata, którzy zbierają się w celu grania blackjazzu i podobnej muzyki. Ostatnio założyłem stronę jorgenmunkeby.com, gdzie oficjalnie oferuję możliwość zagrania partii saksofonu na albumach innych zespołów i choć od czasu założenia strony minęło tylko kilka tygodni, to już grałem w ok. siedmiu utworach. To świetny sposób dla mnie, aby spotkać podobnie blackjazzowo myślących muzyków i pracować na rzecz utworzenia International Blackjazz Society na całym świecie.
Na Spotify oraz Youtube można znaleźć playlistę z waszym poprzednim albumem One One One wraz z Twoim komentarzem do każdego z utworów. Czy mógłbyś nam powiedzieć też coś o utworach z International Blackjazz Society?
Jørgen: Tak, niestety cały czas nie mogę znaleźć czasu, aby zrobić takie komentarze dla naszego najnowszego albumu International Blackjazz Society, więc po prostu opowiem tutaj trochę o każdym utworze:
Admittance: Tytuł (ang. wstęp) sugeruje otwarcie bądź wejście do czegoś nowego, lub bycie dopuszczonym do jakiejś nowej społeczności. Muzyka została nagrana na żywo w studio z każdym z nas grającym w tym samym czasie, tak jak zresztą nagrywało się stare płyty jazzowe. Utwór opiera się na kilku zmianach akordowych i na wpół napisanej melodii na saksofon, podczas gdy reszta zespołu ma w zasadzie wolną rękę w ogrywaniu akordów tak jak chcą. Podobała mi się też idea otwarcia nowego albumu jazzowym utworem, który stanowi kontrast dla następnych piosenek, które są bardziej bezpośrednie
The Last Stand: To był pierwszy utwór napisany na ten album. Pamiętam, że chciałem stworzyć coś, co będzie utrzymane w bardziej średnim tempie, zamiast znanego z naszych dokonań rozszalałego pędzenia do przodu albo totalnego rubato. Ale ostatecznie podkręciliśmy nieco tempo, dzięki czemu jest trochę bardziej bezczelny i agresywny niż na pierwszych demówkach. Tekst jest o znalezieniu komfortu w byciu różnym od innych i może nawet byciu dumnym z tego.
Burn It All: Ponownie chciałem stworzyć coś, co przywoływałoby na myśl feeling i tempo Fisheye z naszego albumu Blackjazz, więc napisałem rytm na bębny, który świadomie był puszczeniem oka do fanów Fisheye. Ale po tym jak pozwoliłem sobie na swobodny przepływ pomysłów, wyszedł ostatecznie wyraźnie różny od wszystkiego co dotychczas stworzyliśmy. Myślę, że jest to też jedna z najbardziej agresywnych piosenek na naszym albumie i zdecydowanie dobrze sprawdza się na żywo.
Last Day: Szybki industrial rockowy kawałek, który będzie też chyba naszym ulubionym do wykonywania na żywo przez wiele, wiele lat. Tutaj tekst też dotyczy robienia rzeczy po swojemu i podążania swoją ścieżką. Jest to też pierwszy utwór, który opublikowaliśmy z naszego koncertu w norweskim Trolltunga.
Thousand Eyes: Główny pomysł na ten utwór polegał na wypełnieniu ciszą momentów pomiędzy wyraźnie uwypuklonymi uderzeniami, ponieważ myślałem, że naszym wstępom na żywo naprawdę przydałby się ten moment oddechu. Ale i tak ten utwór wyszedł nam mega ciężki. Wydaje mi się, że napisałem aż cztery kompletnie różne wersje refrenu do tego utworu i możliwe, że wykorzystam którąś z odrzuconych partii w jakimś utworze w przyszłości. I te uwypuklone, choć wolne uderzenia refrenu naprawdę dobrze sprawdzają się na żywo, dokładnie tak jak zaplonowaliśmy.
House Of Warship: Tytuł odnosi się do kościołów, religii i sekt, które idą na wojnę w imię swoich bogów. Odnosi się też do House Of Control, który jest następnym utworem. Całość została nagrana na żywo w studio i jest dłuższą wersją otwierającego Admittance.
House Of Control: Nasza pierwsza ballada! Czułem pewne ryzyko związane z umieszczeniem takiej piosenki naszym albumie, bo jesteśmy znani jako agresywny, ciężki i głośny zespół. Ale jestem bardzo zadowolony, że jednak się na to zdecydowaliśmy, bo ten utwór okazał się być jednym z moich ulubionych na całym albumie. Sprawdza się też świetnie na żywo, o co początkowo martwiłem się jeszcze bardziej niż samego wrzucenia na tę płytę.
Church Of Endurance: Przejście pomiędzy utworami utrzymane w klimacie SF i uzupełnione partiami tekstu z Thousand Eyes, aby wszystko trochę powiązać ze sobą.
Need: Całkiem punkowy industrialny utwór, który został napisany i nagrany w rekordowo szybkim tempie. To ostatni kawałek, który przygotowaliśmy na ten album i skończyliśmy go pisać mniej więcej dzień przed tym jak zaczęliśmy nagrywanie. Też świetnie gra się go żywo i zyskuje zupełnie nowego i odmiennego wydźwięku w warunkach scenicznych.
International Blackjazz Society jest pierwszym albumem Shining z płynnymi przejściami pomiędzy utworami. Czemu zdecydowaliście się na taki krok? Jest on chyba bardziej typowy dla koncept albumów i stąd też pewnie moje poszukiwanie idei przewodniej w pierwszym pytaniu.
Jørgen: Na początku myślałem, że będę pisał pojedyncze utwory, a nawet że będziemy wypuszczać kolejne piosenki jedna po drugiej. Ale bardzo szybko zmieniłem to nastawienie o 180 stopni i zacząłem myśleć o tym albumie jako całości, jak o płycie koncepcyjnej. Cały czas podczas pisania International Blackjazz Society miałem kompletny obraz w mojej głowie, dzięki czemu tak naturalnie wyszło łączenie utworów ze sobą przejściami i wyciszeniami pod koniec.
Wraz z wydaniem International Blackjazz Society zmieniliście swoje logo. Czemu? Czuliście, że poprzednie nie oddawało dobrze stanu w jakim znajdujecie się obecnie jako zespół?
Jørgen: Tak naprawdę, to uważałem, że nasze poprzednie logo było najlepszym jakie kiedykolwiek widziałem i możliwe, że nigdy nie uda nam się stworzyć lepszego. Ale z drugiej strony wciąż chciałem spróbować, nawet jakby miało to się łączyć z ryzykiem stworzenia czegoś, co nie byłoby równie dobre albo wkurzyłyby naszych fanów. Zgaduję, że to moje uzależnienie od artystycznej zmiany znów dało o sobie znać. No ale naprawdę polubiliśmy nowe logo i obecnie preferujemy obecne niż poprzednie. Ale kto wie, może jednego dnia wrócimy do logo, które stworzyliśmy na Blackjazz w 2010?
International Blackjazz Society jest kolejnym albumem, którzy przynosi zmianę w stylu. Niektórzy mówią, że to wasza najlepsza płyta. Inni, że jest zbyt mainstreamowa i radiowa. Ja powiedziałbym, że na tym wydawnictwie znalazły się jedne z najbardziej chwytliwych kawałków w waszej dyskografii. Czy pisanie i nagrywanie muzyki na International Blackjazz Society różniło się od tego jak pracowaliście nad poprzednimi płytami?
Jørgen: Pracowałem nad tym albumem tak samo jak zawsze to robiłem, więc jeśli chodzi o ten aspekt, to raczej nic nie wpłynęło na sam styl. Wszystkie zmiany w naszej muzyce zostały wprowadzone, bo uznałem, że czynią ją ciekawszą i fajniejszą dla mnie samego do słuchania. Myślę, że International Blackjazz Society jest najlepszym dotychczas albumem Shining i byłem niezwykle zadowolony widząc, że nowe utwory tak świetnie sprawdzają się na żywo!
Zobaczenie was jak szalejecie na klifie Trolltunga musiało być niezapomnianym przeżyciem dla wszystkich fanów, którzy byli na tyle zdeterminowani, aby się tam wspiąć. Cały koncert był filmowany, ale zdecydowaliście się opublikować na Youtube wyłącznie zapis wykonania Last Day – czemu akurat ten utwór? I co jest waszym następnym celem – granie na skraju aktywnego wulkanu? [śmiech]
Jørgen: Ten koncert był najbardziej szaloną rzeczą jaką zrobiłem w swoim życiu! Powodem dla którego opublikowaliśmy tylko jeden utwór było to, że sporo czasu zajęła mi edycja i montaż zapisu video, aby wszystko wyglądało tak jakbym sobie tego życzył. I wciąż nie mam czasu, aby zrobić to z innymi utworami. Ale możliwe, że niedługo będę miał w końcu chwilę, aby do tego przysiąść i skończyć składanie video do kolejnych utworów, które były tam nagrane. Wybraliśmy Last Day, bo uznaliśmy, że muzyka i tekst idealnie wpasowują się w scenerię, a i mieliśmy już zaplanowany inny teledysk dla The Last Stand, który był naszym pierwszym singlem.
Co tak właściwie się stało, że zaczęliście grać blackjazz? Wydaliście kilka albumów jazzowych (które zresztą zbierały świetne recenzje i wygrały kilka nagród na najlepszy jazzowy album), a potem zszokowaliście tak fanów jak i krytyków drastyczną zmianą w stylu. Staying the same that’s, that’s what I fear (Pozostawać taki sam to jest, to jest to czego się obawiam – tłum.)?
Jørgen: Tak, to kolejny świetny przykład mojego uzależnienia od artystycznych zmian! Ale też podczas dorastania towarzyszyła mi muzyka metalowa i gdy od grania czystego akustycznego jazzu przeszliśmy do włączania do naszej muzyki cięższych elementów, to poczułem się jakbym wrócił do domu.
Nagłe zmiany w stylu mogą prowadzić do zaskoczenia i niezrozumienia ze strony krytyków. A zmian, które nastąpiły pomiędzy Grindstone a Blackjazz większość osób zdecydowanie się nie spodziewała. Byliście na początku krytykowani za swój nowy styl? Nazywani abominacją albo bezsensowną hybrydą?
Jørgen: Z pewnością byliśmy mocno krytykowani po tym jak wydaliśmy Blackjazz. Wiele osób pokochało ten album, wiele naprawdę mocno go znienawidziło. Dopiero teraz po kilku latach jest wywyższany i chwalony jako klasyk, nasz „wielki przełom”, który „wszyscy” zdają się lubić. To na pewno tak nie wyglądało w czasie, gdy został wydany.
Wydaniu Blackjazzu nie towarzyszyła wyłącznie zmiana w stylu i rzesza zagubionych krytyków. Poza ciężkimi riffami, ryczącymi syntezatorami i szalonym saksofonem była też jedna nowa rzecz – ilość partii śpiewanych. W okresie przed Blackjazz mogliśmy usłyszeć jak śpiewasz tu i ówdzie jak w In The Kingdom of Kitsch You Will Be The Monster z Grindstone, ale dopiero na Blackjazz tak śpiew jak i teksty zaczęły odgrywać większą rolę. Czy wprowadzenie wokali do waszej muzyki był dla Ciebie trudnym procesem? Czy w ogóle myślałeś nad tym, aby Shining pozostało instrumentalnym zespołem, czy to nigdy nie było opcją?
Jørgen: Nauczenie się śpiewania i znalezienie sposobów na włączenie wokali do naszej muzyki było naprawdę trudne! Wiedziałem, że chcę wykorzystać więcej wokalu i tekstów w naszej muzyce, ale miałem dotychczas mało doświadczenia ze swoim głosem, więc musiałem dużo ćwiczyć i eksperymentować, w celu znalezienia odpowiedniej ekspresji. I na pewno nadal nad tym pracuję! Jak wspomniałem wcześniej, wydaje mi się, że mam spory problem z utrzymaniem mojej muzyki w jednym stylu, więc pewnie dlatego nie zamierzałem kontynuować rozwoju jako zespół instrumentalny.
Połączenie metalu i jazzu – jak te dwa style wpływają na sposób w jaki tworzysz muzykę? W wywiadach wspominasz, że nazwa Blackjazz pochodzi od black metalu i free jazzu. Tworzysz muzykę improwizując czy biegasz po lesie pokryty corpse paint śpiewając o Szatanie? [śmiech]
Jørgen: Nie biegam po lesie śpiewając o Szatanie, to na pewno. Ale poza tym, to staram się tworzyć muzykę na różne sposoby. Niekiedy po prostu siadam i rozpisuję wszystko w swojej głowie, potem zapisuję to w nutach. Niekiedy nagrywam swoje pomysły na telefonie albo od razu na komputerze jako pełnoprawne demo. A jeszcze kiedy indziej siadam i improwizuję patrząc, co z tego wyjdzie, a potem wybieram najlepsze pomysły i staram się wyciągnąć z nich najwięcej ile się da.
Co inspiruje Cię podczas tworzenia muzyki? W komentarzu do One One One wspomniałeś tak wewnętrzne emocje i osobiste przejścia jak i to że np. intro do I Won’t Forget było zainspirowane początkiem filmu Prometeusz.
Jørgen: Wydaje mi się, że to się nie zmieniło. Inspiracje mogą pochodzić tak z mojego życia, czy to fizycznych rzeczy, które mi się zdarzają jak i bardziej mentalnych procesów. Albo mogą to być filmy, książki, albo niekiedy nawet riffy i pomysły wzięte od innych zespołów, które zmieniam i przetwarzam na coś nowego.
W wywiadzie dla Pitchforka z 2005 r. niedługo po wydaniu In The Kingdom of Kitsch You Will Be The Monster powiedziałeś: Mój nauczyciel saksofonu zasugerował, że powinienem grać jazz, ale myślałem, że jazz jest dla nerdów i staruszków. Dopiero po upływie kilku lat, gdy odkryłem Johna Coltrane’a zainteresowałem się jazzem na poważnie. Wiemy więc jak jazz pojawił się w twoim życiu, ale chciałbym spytać Cię jak zostałeś fanem metalu i muzyki industrialnej?
Jørgen: Kiedy byłem dzieckiem, tak naprawdę słuchałem jedynie zespołów metalowych takich jak Pantera, Sepultura, Death i Entombed. Dopiero w 2008 r. odkryłem muzykę industrialną w stylu Nine Inch Nails czy Marilyna Mansona, która to miała zupełnie nowy dla mnie styl produkcji dźwięku, który naprawdę polubiłem i który znacząco wpłynął na to jak ostatecznie brzmiał Blackjazz, gdy wyszedł w 2010 r.
W tym samym wywiadzie mówiłeś o problemie muzyki programowej i absolutnej tłumacząc, że Shining zdecydowanie jest muzyką absolutną stworzoną do słuchania i nic ponad to. Aby podkreślić to podejście zacytowałaś Leonarda Bernsteina Muzyka ze wszystkich sztuk stoi w specjalnym miejscu, nieoświetlona żadną gwiazdką poza swoją własną i ponad wszystko pozbawiona znaczenia. – czy nadal się zgadzasz z tym poglądem? Czy może wraz ze zmianą stylu zmieniło się też Twoje podejście do samej muzyki?
Jørgen: Myślę, że od tamtego czasu zmieniłem swoje podejście. Dla przykładu – nasza muzyka ma teraz o wiele więcej tekstów, które postrzegam jako ważną jej część. Myślę też, że nie mam nic przeciwko jeśli ludzie chcąc porobić coś innego podczas słuchania naszej muzyki – biegać, ćwiczyć, odrabiać matematykę, pieprzyć się czy na cokolwiek tam im przyjdzie ochota podczas słuchania blackjazzu.
Na początku 2016 r. ogłosiliście, że wydacie reedycję swoich albumów z ery pre-Blackjazzu w limitowanej edycji. Czemu zdecydowaliście się wydać to akurat teraz? I to w ograniczonej liczbie? W jednym z wywiadów mówiłeś, że chciałbyś, aby słuchacze skupili się na waszej muzyce już po Blackjazzie, ale z drugiej strony to, że nie zmieniliście nazwy zespołu wraz ze zmianą stylu sugeruje, że chcielibyście, aby nie zapominano o tym, że Shining jest zespołem z określoną historią. Wydanie tych albumów w limitowanej edycji ma trochę sprawić, aby wilk był syty i owca cała?
Jørgen: Jeśli mam być szczery, to powiem Ci, że tak naprawdę spędzam mało czasu z naszą starszą muzyką, bo jestem zbyt zaabsorbowany nową. Ale widziałem, że wiele osób jest naprawdę zainteresowanych tym co stworzyliśmy przed Blackjazz. A skoro nasze dwa pierwsze albumy są praktycznie niedostępne od ponad siedmiu lat, to pomyślałem, że reedycja tych albumów będzie dobrym pomysłem. Ale ponieważ robimy to sami, jestem pewien, że będzie to pojedyncza partia albo wypuszczenie w limitowanej liczbie egzemplarzy, abyśmy nie musieli trzymać tego w magazynach albo umawiać się z dystrybutorami. Planujemy wydać dokładnie tyle sztuk ile będzie zamówionych w preorderach, samodzielnie wysłać do kupujących i to na tyle.
Przed przygotowywaniem się do tego wywiadu nie wiedziałem, że coś takiego jak Armageddon concerto w ogóle istnieje. Czy doświadczenie występu na żywo wraz z Enslaved było w jakikolwiek sposób pomocne, aby potem odnaleźć swoje dźwięki na Blackjazz? I czemu właściwie Armageddon concerto nigdy nie został wydany?
Jørgen: Tak, ten występ z Enslaved na pewno pomógł nam przekształcić się w coś, co ostatecznie zaowocowało Blackjazzem. Powodem dla którego koncert nie został wydany jest to, że tak właściwie nie został nagrany jako multi track project, co wydaje mi się niezbędne, aby odpowiednio to potem zmiksować i wydać. Braliśmy pod uwagę wejście do studia i nagranie całości, ale w tamtym momencie Enslaved byli zbyt zajęci nadchodzącym albumem. A kiedy już wyszedł, ja byłem w trakcie tworzenia materiału na Blackjazz, więc niezbyt pasowało to żadnemu z zespołów. Ale byłoby fajnie, gdyby jednak się wtedy udało.
To trochę niedorzeczne pytanie, ale skąd wziął się u Ciebie pomysł wstawienia odliczania do niektórych utworów z One One One? To było tylko w celach rytmicznych?
Jørgen: To po prostu tam pasowało, a i było śmieszną rzeczą do realizacji. Zawsze lubiłem numery i uwielbiam liczyć!
Twoja kreatywna praca w Shining jest bardzo inspirująca. Nie przychodzi mi do głowy inny zespół, który zdecydowałby się na tak radykalną zmianą stylu (szczególnie w kierunku cięższego brzmienia). Więc wydaje mi się całkiem uzasadnione, aby spytać Ciebie jaką radę mógłbyś dać młodym muzykom oraz osobom, które dążą do osiągnięcia swoich celów.
Jørgen: Och, nie jestem pewien czy jestem właściwą osobą do pytania o coś takiego, bo sam czuję, że nadal przede mnie wiele ciężkiej pracy, aby osiągnąć swoje cele. Ale może to jest właśnie odpowiedź – ciągle pracuj na rzecz realizacji swoich celów, nigdy nie rezygnuj, nigdy się nie poddawaj!
Uwielbiam wasze koncerty i naprawdę cieszę się, że w zeszłym roku miałem okazję zobaczyć Shining na żywo aż dwa razy w Warszawie. Ale zastanawiam się czy Ty znasz lub jesteś fanem jakichkolwiek artystów/zespołów z Polski?
Jørgen: Ekstra! Ten ostatni koncert w Warszawie był po prostu szalony! Naprawdę mamy nadzieję, że niedługo do was wrócimy! Polska kultura wytworzyła tak naprawdę wiele muzyki, która mnie zainspirowała. Słuchałem naprawdę dużo klasycznych twórców jak np. Góreckiego, Pendereckiego i Lutosławskiego. Słuchałem także free jazzowego Tomasza Stańko i popularnego metalowego zespołu Behemoth. Polska jest, tak jak Norwegia, znana z eksportu tak free jazzu jak i black metalu, co jest świetne!
Dzięki za wywiad i czas, który na niego poświęciłeś.
Zdjęcia Shining pochodzą z materiałów promocyjnych nadesłanych przez zespół.
Z zespołem rozmawiał – Naird
- Krakowski ONLY SONS (retro/hard rock/alt metal) wydał płytę „Through The Night Again „ - 17 kwietnia 2026
- KONRAD CIESIELSKI na wyjątkowym koncercie w Warszawie - 17 kwietnia 2026
- ACIDSITTER na trasie koncertowej z włoską kapelą SHARASAD - 17 kwietnia 2026
Tagi: alternative metal, Armageddon concerto, avant-garde, Avant-garde Metal, black metal, blackjazz, blackjazzsociety, Death, Enslaved, Entombed, experimental, free jazz, Górecki, Grindstone, In The Kingdom of Kitsch You Will Be The Monster, industrial, International blackjazz society, Lutosławki, Marilyn Manson, Nine Inch Nails, norway, One One One, Pantera, Penderecki, Shining, Speultura, Tomasz Stańko Behemoth, wywiad.











