Atra Vetosus – “Voices from the Eternal Night” (2013/2018)

O tegorocznej płycie Atra Vetosus już pisałem (recenzje na naszych łamach możecie przeczytać po tym linkiem). Skoro jednak wytwórnia Immortal Frost Productions była tak miła i podesłała też debiut Tasmańczyków, to wypada wspomnieć o nim choćby w kilku zdaniach, zwłaszcza że prezentuje się naprawdę ciekawie. Być może ostatni krążek australijskiej kapeli, Apricity, wydaje się dziełem oryginalniejszym, na którym muzycy spróbowali stworzyć zręby własnego stylu, to jednak Voices from Eternal Night, mimo większej zachowawczości, stawiałbym na równi, jeśli nie oczko wyżej.

Dlaczego? Choć kapela brzmi na nim jak jeszcze jeden ze skandynawskich, miło smęcących blackowych bandów, to jednak potrafi wykreować z dźwięków portal do świata pełnego smutnych, mrocznych pejzaży, krainy, w której atmosferę słuchacz może się wtopić, szczególnie w księżycową noc albo pochmurny, jesienny poranek. Jasne, być może krążek nie dorównuje najwybitniejszym dokonaniom tuzów gatunku, ale podobnie jak klasyczne blackowe płyty z domieszką melodii i klimatu, zaprasza do innej rzeczywistości.

Atra Vetosus porusza się w różnych tempach, często wykorzystując też blasty, ale nie próbuje sięgać granic ekstremy. Jednocześnie nie zostaje na Voices from the Eternal Night przekroczona granica komercyjnej miałkości – mroczna aura jest tutaj sugestywna, a dźwięki, choć niepozbawione nastrojowości, jednak podane są z pewną jadowitością. Kompozycje kapeli to najczęściej wielowątkowe konstrukcje, jest w nich miejsce i na metalowy hałas, i atmosferyczne wyciszenie, czego doskonałym przykładem jest najdłuższy na płycie Under the Wings of Darkness. Zespół udowadnia też, że bardzo proste motywy, mogą być niezwykle nośne i zwracające uwagę słuchacza (na czele z Skies of Obsidian Rain, który jest moim faworytem).

Bardzo ciekawie prezentują się tutaj tematy akustyczne. Dodaje to jeszcze płycie melancholijnego uroku. Brawa zatem za instrumentalne miniaturki Into the Dawnless Night i Far Beyond… czy fortepian na wstępie Tortured by the Light of a Thousand Stars. Nie odniosłem wrażenia, że podobne wstawki zostały dodane na siłę – spokojniejsze fragmenty dobrze przegryzają się z blackowymi riffami.

Dwie wersje okładki zdradzają bezbłędnie klimat płyty – mrocznie, rzewnie, w księżycowej, smutnej aurze. Nie dla fanów ekstremy to granie, ale też nie dla miłośników podszywającej się pod black metal nazbyt melodyjnej konfekcji. Ot, blackmetalowa muzyka środka, z melodyjnymi wtrętami, serwowana wprost z australijskiej Tasmanii, choć brzmiąca po europejsku.

ocena: 7,5/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , .