Black Label Society – Grimmest Hits (2018)

To, że Zakk Wylde jest genialnym gitarzystą wie każdy metalowiec na świecie. To, co zrobił dla Ozzy’ego na zawsze zapewniło mu ten tytuł. Z Black Label Society i albumami solowymi bywało różnie. W tej recenzji pochylę się nad ostatnim wydawnictwem B.L.S Grimmest Hits wydanej 10 stycznia bieżącego roku przez Entertainment One Music.

Jak sam tytuł mówi, album w ogólnym odbiorze jest dosyć ponury. Bardzo rzadko Zakk pozwala na żywsze tempa, a nawet jeśli takie się pojawiają, to wraz z melancholijną linią wokalną. W podobny sposób komponuje Alice In Chains i tu bym doszukiwał się podobieństw. Może nie konkretnych muzycznych, ale w ogólnym podejściu do tworzenia atmosfery. Bo mimo swojej przytłaczającej aury, Grimmest Hits jest stricte stonerowym albumem. Jedynie w dosyć częstych balladach Zakk oddala się w bardziej rozmarzone i liryczne rejony.

Do stonerowych, i jak dla mnie najjaśniejszych momentów albumu, zaliczyłbym takie utwory, jak Seasons of Falter, The Betrayal, Love Unreal czy Room of Nightmares. Piosenki te posiadają mocno osadzone riffy, dobre linie wokalne, chwytliwe refreny i oczywiście nienaganne solówki. Gdy słucham tych kompozycji, mam wrażenie, że Zakk stoner metal ma po prostu we krwi. Nie jeden mógłby siedzieć z gitarą godzinami, i nie byłby w stanie skomponować riffów tak głęboko zakorzenionych w stylistyce uprawianej przez B.L.S. Esencja.

Drugą część albumu tworzą sentymentalne ballady, które utrzymane są w southernowym stylu. Na wskroś amerykańskie, bujające, może nawet wzruszające. The Only Words i The Day That Heaven Had Gone Away są moim zdaniem najlepsze z nich. Z gatunku tych, przy słuchaniu których lepiej nie mieć ostrych narzędzi w pobliżu w ciężki dzień, a z kolei w chwilach radości wyciskających łzy szczęścia. Myślę, że nie jeden harleyowiec mógłby się oświadczyć przy akompaniamencie którejś z tych piosenek. Wbrew pozorom napisać dobrą balladę trzeba umieć! Szczególnie, by nie wpaść w kicz.

Grimmest Hits, mimo wirtuozerskich umiejętności Zakka, nie zaliczę do genialnych. Jest to płyta dobra, w niektórych momentach bardzo dobra. Potrzebowałem kilku przesłuchań, by się w nią „wkręcić”. Z pozoru łatwo przyswajalna, jednak potrzebuje czasu. Wymaga również od słuchacza specyficznego nastroju, nie nadaje się do puszczania na imprezach. Wylde dał nam album do zadumy, rozważań i samotnego słuchania. Tak właśnie odbieram Najbardziej Ponure Hity.

7,5/10

Brzeźnicki
Brzeźnicki

Latest posts by Brzeźnicki (see all)

Tagi: , , , , , , .