Blindead – “Niewiosna” (2019)

Początek wiosny bieżącego roku obfitował w wiele nowości muzycznych, 15 kwietnia natomiast zapisał się jako premiera Niewiosny trójmiejskiej formacji Blindead, znanej mniej lub bardziej na scenie metalowej i wokół niej. Do tej pory album został zrecenzowany przez wiele mediów, i niezależnych, i bardziej poczytnych, w których większość skupiła się na definiowaniu całości jako “zaskoczenie”, “nie dla każdego”, “nowa odsłona”. Zgoda. Zacznę więc od trywialnego pytania retorycznego – który album Blindead nie był zaskakujący albo dla każdego? Jeśli przypatrzeć się historii formacji, zmianom w składzie, fantastycznym zróżnicowanym konceptom, które budowały każdą płytę detalicznie od grafiki po tło idei, to każdy album był inny muzycznie, każdy stylistycznie wychodził poza nadawane mu górnolotne (lub przeciwnie) ramy, a tym samym niezależnie od średniej oceny każdy był zauważony i szeroko komentowany. Tak jest i tym razem. W moim odczuciu doskonałym zabiegiem promocyjnym i podtrzymującym zainteresowanie było stopniowe ujawnianie kolejnych informacji o nowym materiale. Smaku na pewno dodawał fakt, iż Blindead rozstali się z wokalistą ostatniej płyty Ascension (2016) Piotrem Piezą, niedługo potem ogłosili pożegnania kolejnych towarzyszy tej doli, a następnie buchnęli informacją o mini-trasie w oryginalnym składzie(!), świętując w listopadzie dziesięciolecie albumu Autoscopia/Murder in Phazes (2008). Plotki o nowej płycie żyły swoim życiem, nie ma co ukrywać, że wielu fanów zespołu, ze mną na czele, liczyło na powrót do studia najjaśniejszego (najczarniejszego) elementu tego ansamblu tj. gardłowego Patryka Zwolińskiego, który chyba na zawsze pozostanie pewnego rodzaju wyróżnikiem zespołu z tym swoim depresyjnym, przeszywającym wokalem, o którym można pisać peany, i których tym razem oszczędzę, bo nic się ostatecznie nie zdarzyło. Stało się inaczej. Oto do współpracy Mateusz Havoc Śmierzchalski, Bartosz Hervy i Konrad Ciesielski zaprosili Michała Kuźniaka aka Nihil (m.in. Furia, Morowe), zaszyli się na Kaszubach i zarejestrowali kolejny, piąty album Blindead. Zaskoczenie, nie dla każdego, nowa odsłona. Jasne, że tak, choć Blindead upierali się przy “nie” akcentowanym na wszystkie sposoby.

No to zaczynamy. Punkt pierwszy. Niewiosna od początku wzbudzała emocje. W myśl zasady “nieważne jak mówią, ważne, żeby mówili” udało się Blindead podkręcić atmosferę zagadkowości, i jednocześnie znów podzielić fanów. Pierwszy numer pod tytułem Niewiosna okazał się nie lada zapalnikiem do dyskusji, ile Nihila z Furii jest w Blindead i odwrotnie, o czym on do jasnej Anielki gada, co oznacza ten tytuł i tak dalej. Im głębiej w las, tym bardziej apetyt na całość wzrósł. A singlowa Niewiosna zainteresowała. Nieco zbyt optymistyczny melodyjnie wydźwięk intro doskonale zgasił patos Nihila i jego głęboki głos deklamujący enigmatyczne wersy jakby wyrwane z pewnej całości, nad którą warto się nieco zastanowić. No właśnie. Punkt drugi. Swoistym wyznacznikiem Niewiosny w szerszym kontekście jest dla mnie oczywiście forma konceptu. Tytułowy neologizm można rozumieć na parę sposobów – jeśli wiosna jest początkiem, to niewiosna może być upadkiem. A tam na dole dzieje się różnie: “często jest tak, że nie, /(…) a potem zostaje już samo nie” (Niepowodzenie), “umarłeś – żyj” (Potwór się rodzi), bywa nijak (Ani bezboleśnie, ani lekkomyślnie), jednak tli się nadzieja, bo “(…) gdyby tak chociaż w jedną wiosnę wejść” (Wiosna), a na koniec “nie i tak nie ma znaczenia”. I punkt trzeci. Przede wszystkim klimat – za wyjątkiem ponurego, mogilnego epilogu, 4 utwory to parabole, również muzycznie. Od wstępów inaugurujących meritum do wydłużonych zakończeń. Atmosfera jest tu gęsta, przytłaczająca, momentami niepokojąca. Szkieletem pozostaje rewelacyjna praca na bębnach Konrada Ciesielskiego, zaś absolutny prym wiedzie Hervy i jego elektroniczne eksperymenty, dzięki którym Blindead nigdy nie było tak transowe, niemal hipnotyczne, niepozbawione jednak ciężaru, tym razem nie tylko dzięki gitarom Havoca. Doskonale moim zdaniem sprawdził się Nihil w niniejszym projekcie, odgrywając niejako rolę jednego z instrumentu, będąc elementem, nie środkiem wyrazu. Nie szarżuje, nie lśni jak niegdyś Zwoliński, ale stanowi ważny składnik pomiędzy formą a treścią. Nie podzielam zdania krytykujących jakoby słychać na Niewiośnie wyłącznie blackmetalową poetykę, zupełnie nie czuję tu pretensjonalności czy przesady, za to granica pomiędzy “gościem” zespołu a jego faktycznymi filarami jest dość wyraźna i jasna. I niech tak pozostanie. To kolejny punkt, czwarty. Blindead pozostali tym, co udało im się na przestrzeni lat zbudować, a jednocześnie kolejny raz otworzyli drzwi na nowe terytorium, tym razem weszli tam jednak z framugą, nie oglądając się za siebie.

Nowy album Blindead to nowy poziom tego zespołu. Trudno może mówić o dojrzałości i świadomości muzycznej w przypadku – powiedzmy sobie szczerze – tak doświadczonych muzyków, jednak chętnie posłużę się oklepanym stwierdzeniem o rozwoju i pewnej świeżości na scenie metalowej w Polsce. Takich kolaboracji życzę sobie więcej, szczególnie z efektem zdziwienia, zmieszania, a może zdezorientowania. Każdy zinterpretuje ten album po swojemu, każdy znajdzie w nim coś innego i inaczej go odczyta. W tym cały czar. Jak krzyczy Nihil: “Słyszysz? Co słyszysz? Co chcesz słyszeć?”. Jak to co – zaskoczenie, album nie dla każdego, nową odsłonę. I przecież to wszystko dostaliśmy, i pewnie dostaniemy w przyszłości w kolejnym rozdaniu Blindead.


Ocena: 8,5/10

Joanna Pietrzak

Kosmos, alternatywa, pomieszanie z poplątaniem - szukam, sprawdzam, przepadam, odkładam.
Skontaktuj się ze mną: joanna@kvlt.pl
Joanna Pietrzak

Tagi: , , , , , , , , , , .