Convulsions / Recalcitrant – “Convulsions / Recalcitrant” (2018)

Dwa bardzo świeże zespoły, z których jeden zdołał się bardzo ładnie wybić swoim debiutem i często nazywany jest jedną z nadziei swojej niszy, a drugi zdołał już wydać sporą ilość materiału, czasem z takimi nazwami jak Fiend czy Haggus. Splicior hiszpańskich Konwulsji i Opornych z wschodniego wybrzeża na samych suchych faktach zapowiada się nieźle.

Jak to zazwyczaj w takich przypadkach bywa, EP-kę wydał cały batalion wytwórni, od WOOAAARGH po Grindfather Productions. Jak zazwyczaj też pełną listę znajdziecie w tagach. Tu jeszcze jeno rzeknijmy, że split trwa trochę ponad dziesięć minut. Akurat, by obie ekipy przedstawiły po sześć numerów. Grindcore pełną gębą.

Nie dostanę oklasków jeśli powiem, że krążek koncentruje się na prostym, porządnym manifeście dźwiękowej przemocy. Po rozpoczynającej rozgrywkę stronie Convulsions przybiera ona klasyczne, mocno nawiązujące do punka podejście, a numery mają w sobie pewną dozę taneczności. Pierwsza część Castigo albo Del Miedo Al Odio brzmią miło, wesoło i zadziornie, akurat żeby komuś wklepać pod sceną. Oczywiście zdarzają się tu także świńskie i chaotyczne części (Error Comun na przykład), ale tematem przewodnim to nie jest. Jest dosyć zróżnicowanie, choć cały czas w niezbyt szerokich ramach “prawdziwego grindu” i poprawnie. Również brzmieniowo, brzmienie zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie, nawet mimo (a może właśnie dzięki?) lekkiemu przytłumieniu i dudniącej perkusji. Brudna, samodzielna piwnica, najlepiej do grindcore’u pasująca.

Recalcitrant za to przez miesiąc zapominali przyjmować swoje pigułki na uspokojenie i rozpętują pierwotnie chaotyczną kanonadę furii. Grotesque przyniesie od groma grindowania, Needles Down nawet go przebija, będąc koniec końców jednym wielkim, blastującym nakurwem. Później troszkę to zwalnia, ale nie liczcie na cokolwiek poniżej 250 BPM tak na oko. Amerykanie też potrafią dorzucić do swoich wygibasów odrobinę punkowości, chociaż tutaj to wyłącznie garnierowanie litrowej flachy. Chaos, śmierć i zagłada, wszystko w rytmie molestowanego werbla i riffów tworzonych dla paralityków.

Innymi słowy, płyta jest niezła. Spełnia funkcję intensywnego budzika, zamiennika napojów kofeinowych, albo nawet czegoś do szybkiego i gęstego do posłuchania. Bardzo dobrze zagrany grindcore, który wszyscy przecież kochamy.

Convulsions na Facebooku

Recalcitrant na Facebooku

Ocena: 7/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

This entry was posted in Recenzje. Bookmark the permalink.