Przejdź do treści

DIO – „Angry Machines” (1996/2020)

291

BMG wspólnie z Niji Entertainment Group Inc. zaprezentowało właśnie nowe wydania albumów grupy DIO z lat z lat 1996 – 2004. Dostajemy zatem: Angry Machines (1996), Magica (2000), Killing The Dragon (2002) i Master Of The Moon (2004). Gratka to dla wielu słuchaczy, bo pozycje te były trudno dostępne nawet na rynku wtórnym, a nakłady dawno się wyczerpały. Nowe wydania doczekały się różnych edycji, w wersjach mniej lub bardziej wypasionych, na srebrnych krążkach i winylach. Dla każdego zatem coś miłego, podług potrzeb i zasobności portfela.

My skupimy się na wydaniach podstawowych, zawierających dwa CD w formie digibooka. Ten drugi, dodatkowy krążek, to przede wszystkim nagrania koncertowe z trasy, która towarzyszyła premierze poszczególnych albumów, czasem też niepublikowane numery studyjne. Wszystko zostało na nowo zremasterowane, a Marc Saaso (autor okładek do dwóch ostatnich albumów grupy) przygotował oprawę graficzną.

Rozpoczniemy naszą odyseję z płytami DIO od Angry Machines z 1996 roku. Na tym albumie Ronnie James Dio postanowił odświeżyć nieco muzyczną formułę grupy, a wsparli go Tracy G (gitara), Jeff Pilson (bas), Vinny Appice (perkusja) i Scott Warren (instrument klawiszowe).

Płyta nie cieszyła się początkowo entuzjastycznym przyjęciem. Część fanów oczekiwała bardziej klasycznego podejścia. Krążek nie sprzedawał się najlepiej. Czas jednak weryfikuje sądy i należy przyznać, że pewne drobne odejście od kanonów, do których wcześniej zespół DIO nas przyzwyczaił, może być naprawdę atrakcyjne. A przecież zazwyczaj to, co w dniu premiery wypada na czasie i wydaje się aktualne, paradoksalnie szybciej wietrzeje. Nie tym razem. To najmocniejsza – w sensie brzmienia – płyta grupy. Riffy są tu dociążone odpowiednio (Don’t Tell The Kids jest niemal thrashowe), wychodząc naprzeciw temu, co działo się w muzyce lat 90. Słychać na albumie zarówno drobne ukłony w kierunku niby industrialnych brzmień, podbitych odrobiną elektroniki (Institutional Man, Big Sister), jak i nieco nowocześniejszego, lekko łamanego rytmicznie groove (Double Monday, Black). Są i kompozycje, które zdają się nawiązywać brzmieniem do grunge’u – taki Stay Out Of My Mind na przykład miesza w sobie klimaty bliskie Soundgarden i Alice In Chains.

Rzeczywiście, takie próby odejścia od wypracowanych wcześniej kanonów często spotykają się z oporem fanów. Jednak album Angry Machines posiada też wiele z charakterystycznych dla DIO rozwiązań, melodii, zagrywek, aranżacji, czasem tylko lekko podrasowanych. Bo przecież choćby w Golden Rules albo Hunter of the Heart znajdziemy bardzo klasyczne riffy, które sąsiadują z nowocześniejszymi, bardziej mechanicznymi tematami. Ronnie odchodzi tutaj w tekstach od tematyki fantasy, nawiązując do industrialnej rzeczywistości, społeczno-technicznych problemów, a w oprawie graficznej przenosząc nas do dalekiej przyszłości, pełnej robotów, wojen i niepokojów. Co by nie mówić, całość wciąż się broni i słucha się tej płyty z przyjemnością.

Co dostajemy dodatkowo? W przypadku Angry Machines bonusy są bardzo ciekawe i obfite. Na drugim CD znalazło się miejsce na ponad siedemdziesięciominutowy wyciąg z trasy koncertowej, promującej w 1997 wydanie albumu. Czuć, że zespół jest tu w formie, gra z pasją, luzem i zacięciem. Doskonale wypadają nowe – wtedy – numery, jak i klasyki. A znajdziemy na bonusowym dysku sporo hitów, choćby Long Live Rock and Roll i Man On The Silver Mountain z repertuaru Rainbow, The Mob Rules i Heaven And Hell z czasów przygody Ronnie’go w Black Sabbath, a także nieśmiertelne Holy Diver. I sporo więcej… Dlatego właśnie choćby dla tych, niepublikowanych wcześniej nagrań live, fani powinni zaopatrzyć się w reedycję.

Ocena: 7/10
Dodatki: 8/10

OCENA: 7,5/10
(Visited 3 times, 1 visits today)