Dogzilla – „Astral Worship” (2017)

W stonery generalnie umiemy. Pewnie gdyby zrobić jakieś takie ogólnoświatowe rozgrywki ligowe, to załapalibyśmy się do najwyższego szczebla, bo mamy paru porządnych zawodników w doomach i stonerach, a kilku nawet może śmiało grać w Lidze Mistrzów. Co więcej, odbywa się dużo i coraz więcej tras, pojedynczych koncertów i festiwali w klimacie i – co zdecydowanie najważniejsze – publiczności nie brakuje. Na fali popularności tychże muzycznych okolic jak grzyby po deszczu wyrastają kolejne lepsze i gorsze kapele. Te gorsze ignorujemy, bo szkoda nam na nie czasu, te lepsze momentalnie zaczynają panować nad scenami i jaramy się nimi w opór. Ale jest jeszcze środek – kapele przeciętne, kapele całkiem niezłe, kapele, które nie są aż tak bardzo do dupy, kapele, które sprawiają wrażenie, jakby mogło coś dobrego z nich wykiełkować. W którejś z tych kategorii – a być może we wszystkich jednocześnie – mieści się tarnowska Dogzilla.

Pierwszych kilka kontaktów z Astral Worship, pierwszym długograjem w historii zespołu, nie przyniosło mi absolutnie żadnych wrażeń. Mocno zamulone brzmienie mnie nieco odstraszało, bo samym wolumenem ciężaru i decybelami trudno mi zaimponować. Przy kolejnych przesłuchaniach Dogzilla jednak zyskała w moich uszach, nie na tyle, żebym ich od razu typował do pierwszej ligi, ale na pewno na tyle, żeby mieć na nich oko na przyszłość.

Album zaczyna się niezbyt przyjaźnie dla słuchacza: pierwsze dwa numery Sun i Stellar Trip to kolejno ponad 11 i 15 minut muzyki. Wiadomo, że Dogzilla nie celuje w plejlistę Antyradia, nie ma zamiaru iść pod publiczkę i ułatwiać niczego słuchaczowi, więc nie musi się silić na przystępność, ale jednak balansuje na cienkiej granicy między muzyką a muzakiem. Powolne, toczące się kolosy zdobione niczym innym, jak brudnymi, ciężkimi i przesterowanymi gitarami walczą o uwagę słuchacza dość nieskutecznie, więc jeśli myślicie odpalić sobie Astral Worship podczas robienia czegoś wymagającego nieco skupienia, to śmiało, płyta wam nie przeszkodzi. Ale nie ma tutaj popeliny. Z dźwiękowej magmy wyłania się zresztą kilka ciekawych elementów. Po pierwsze, Dogzilla sączy porządne riffy (cóż, nie oszukujmy się, ta muzyka to w 85% riffy w różnych konfiguracjach, więc trzeba ich mieć trochę w zanadrzu). Zespół dość fajnie żongluje tempem utworów (co trochę zresztą rozmywa się w produkcji), co fajnie pokazuje pierwszych kilka minut Sun. Po drugie, kiedy z jakiegoś powodu milknie riff, a pojawia się po prostu i najzwyczajniej w świecie jakiś melodyjny przebieg (vide Stellar Trip), w tych czerniach i szarościach błyska kolor. Bardzo klasycznie stonerowo robi się, kiedy gitary milkną i postanawiają zostawić nieco miejsca dla grunge’owych wokali (te pojawiają się na płycie w bardzo skąpych ilościach, ale tu i tam są), co jest wytchnieniem w tym nieustannym niemal sludge’owym ciężarze. Dlatego fajnie, że na albumie zmieścił się Arid Rites, najkrótszy, najprzystępniejszy, najbardziej klasyczny numer, który wydaje się odstawać od reszty stawki. A krótkie fragmenty choćby Stellar Trip, Void Drifter czy Andromeda pokazują, że zespół ma ciągoty do intrygujących rozwiązań melodyjnych eksplorujących jakieś bliskowschodnie skale, które jednak jeszcze eksponuje dość nieśmiało.

Pełno tu echa Electric Wizard, YOB czy nawet pierwszych dwóch długograjów Dopelord. Przez to, szczerze mówiąc, momentami jest trochę nudno. Wszystko to już słyszeliśmy, a cały bajer polega przecież na tym, żeby z ogranych patentów zrobić coś świeżego. Ale nie powinniście myśleć o Astral Worship jako o totalnej zrzynie pozbawionej atutów. Jest to raczej solidne rzemiosło, które miłośnikom gatunku dostarczy nieco frajdy. Przede wszystkim jest to jednak całkiem solidny debiut kapeli, której po tym wypada dać przynajmniej jeszcze jedną wydawniczą, a już na pewno kilka koncertowych szans.

7/10

 

 

Jakub Milszewski

Jakub Milszewski

W tradycyjnych mediach obecny od 16-tego roku życia. Pisał już o wszystkim, więc nic już go nie ekscytuje. Na co dzień publikuje w "Top Guitar", Kvlt.pl i Anywhere.pl. Połowa duetu stojącego za książką "Gastrobanda".
Jakub Milszewski

Tagi: , .