Drottnar – “Monolith” (2019)

Pomieszanie z poplątaniem – tak w telegraficznym skrócie opisałbym poprzedni album norweskiego Drottnar, który niegdyś przyszło mi recenzować. Techniczne podejście do blacku zaproponowane przez kwintet wiązało się z chaosem i szaleństwem, w którym jednak tkwiła jakaś metoda. Od wydania Stratum minęło kilka lat, skład personalny kapeli uległ skurczeniu (teraz to trio), a w końcu światło dzienne ujrzało trzecie dziecko zespołu – Monolith, składający się z trzech wydanych wcześniej minialbumów zatytułowanych Monolith I, II oraz III, wzbogaconych o jeden dodatkowy utwór oraz instrumentalne intro i przerywnik mniej więcej w połowie krążka. Ciekawy zabieg, chociaż trudno mi wskazać jego cel.

Spełniło się moje marzenie o posłuchaniu Norwegów w ciut bardziej „poukładanej” wersji. Tak, ubiegłoroczny album Drottnar przez większą część swoich pięćdziesięciu minut nie przypomina już muzycznego odpowiednika scen finałowych bitew z filmów Marvela. Oczywiście zespół nie pozbył się całkowicie tych chaotycznych momentów, jednak teraz stanowią one jedynie niewielką część całości. Taka zmiana, choć odjęła zespołowi odrobinę oryginalności, poskutkowała zdecydowanie większą zapamiętywalnością poszczególnych wałków. Nie można byłoby jednak o niej mówić, gdyby nie kompozytorski talent muzyków, którzy dali nam chociażby takie ciosy jak singlowy Funeral of Funerals, chyba najlepszy na płycie Subterranean Sun, równie znakomity Nihilords czy Pestleid. Między innymi za sprawą tych kawałków do Monolith naprawdę chce się wracać, co w przypadku poprzedniego albumu Drottnar wcale nie było tak oczywistą sprawą. Na szczególną pochwałę zasługują bębny, za którymi zasiadł Glenn-David Lind – nagrane przez niego ścieżki są prawdziwą ozdobą tego albumu.

Oczywiście techniczne podejście do grania wymaga odpowiedniej jakości produkcji i również pod tym względem za bardzo nie można się do niczego przyczepić, choć wydaje mi się, że brzmienie poprzedniczki było mocarniejsze i teraz tej mocy jest jakby troszeczkę mniej. Monolith na pewno nie spodoba się black metalowym purystom, dla których ta muzyka jest równoznaczna z określoną ilością brudu w brzmieniu. Tutaj wszystko jest dopieszczone i wyraźne, przez co w pełni można docenić niemałe umiejętności Norwegów.

Trzeci album Drottnar moim zdaniem jest dla zespołu krokiem w dobrą stronę. Zdecydowanie bardziej wolę takie oblicze kapeli, bardziej klasyczne, pozbawione chaosu, który na Stratum momentami bywał przeraźliwie męczący. Mam nadzieję, że będą kontynuować swoją karierę właśnie w ten sposób, gdyż nagrali kawał bardzo dobrej muzyki, momentami z niesamowitym koncertowym potencjałem. Czekam na krążek numer cztery!

Ocena: 8/10

Drottnar na Facebooku

 

Łukasz W.
Latest posts by Łukasz W. (see all)

Tagi: , , , , , , , .