Insidius – Infamia (2018)

Niekiedy powroty z zaświatów okazują się nieudane i niepotrzebne. Na szczęście stwierdzenie to nie dotyczy pochodzącego z Olsztyna zespołu Insidius, który po aż 26 latach istnienia/nieistnienia postanowił w 2016 roku zaszczycić polską scenę metalową swoim udanym debiutem. Po dwuletniej przerwie Olsztynianie wracają z kolejnym ciosem – zatytułowanym Infamia albumem numer dwa.

Dobre wrażenie, które zostawił na mnie ich występ u boku tak wielkich gwiazd jak Vader i Marduk po zapoznaniu się z nowym dziełem tego pięcioosobowego zespołu zmieniło się na jeszcze lepsze. Równiutkie czterdzieści minut soczystego, mocarnego death metalu, budzącego we mnie skojarzenia z rodzimym Hate – tak można w telegraficznym skrócie opisać zawartość  znajdującego się w nieźle wyglądającym digipacku krążka. Insidius wie, kiedy zwolnić tempo, kiedy poczęstować słuchacza solówką, kiedy przyspieszyć –  Infamia to nie zbiór nudnych, monotonnych utworów, których nie idzie rozróżnić. Kawałki, choć ciężkie, są na tyle melodyjne, że bezproblemowo wchodzą do głowy, a nogi i głowa bezwiednie zaczynają chodzić. Oprócz warstwy muzycznej na plus wychodzi również potężny wokal Rafała Tasaka (ukrywającego się pod przesłodkim pseudonimem Tasio). Na łopatki powala również świetne brzmienie albumu – to z kolei zasługa znanego chyba wszystkim polskim fanom metalu studia Hertz.

Trudno mi jednoznacznie wskazać jeden utwór, który na Infamii najbardziej się wyróżnia. Każdy z tych dziewięciu wałków ma w sobie coś, co sprawia, że przypadają mi one do gustu – zarówno jeśli chodzi o zmiany tempa, jak i poszczególne melodie czy odgrywane przez Choinę i – znanego również z VarmiiLasotę solówki. Po ciężkich, wewnętrznych bojach, toczonych przy wciąż wałkowanym przeze mnie w tle najnowszym albumie Olsztynian wskazałbym plasujący się na szóstej pozycji utwór zatytułowany Vademecum Is Burning. Jest to absolutny majstersztyk, solidna porcja groove’u, ale też ciężaru, pokazująca jak wielkie możliwości drzemią w tym poniekąd wyciągniętym z grobu zespole. Dość powiedzieć, że moje krzesełko, które zazwyczaj musi męczyć się moją obecnością na nim podczas zapoznawania się z kolejnymi płytami po kilkukrotnym starciu z tym numerem zaczęło trzeszczeć kilka razy głośniej (i nie jest to kwestia mojej wagi).

Podsumowując, pięciu Panów z Olsztyna podtrzymało wysoką formę ze swojego debiutu. Może i drugi album Insidius nie jest w żadnym wypadku przysłowiowym odkryciem Ameryki, jest on jednak czterdziestoma minutami świetnie zagranego i wykrzyczanego death metalu, a słuchanie go sprawia czystą frajdę. Ponadto, widać w tym zespole potencjał na silną pozycję na polskiej scenie metalowej – i za to, aby tak się stało, a dokonujące się w składzie bandu roszady personalne nie utrudniły mu tej drogi, pozostaje mi mocno trzymać kciuki. Póki co, można śmiało rzec, że scena wzbogaciła się o kolejną świetną formację, której udany album nie jest jedynie wypadkiem przy pracy.

Ocena: 8+/10

 

A tutaj można zobaczyć zespół Insidius na Facebooku

Łukasz Walas

Łukasz Walas

Powinno być ciężko.
Ale w sumie to nie musi.
Łukasz Walas

Latest posts by Łukasz Walas (see all)

Tagi: , , , , , .